Sklepy cynamonow
Sklepy cynamonowe
作者:Schulz, Bruno, 1892-1942
体例:题 章数:145
字数:146,297 来源:Project Gutenberg
版本与结构
- 来源版本
- 本站收录 1 个来源:Project Gutenberg(146,297 字)。
- 分章依据
- 按「题」标记切分为 145 题(Gutenberg 卷册标记)。
- 篇幅分布
- 平均每题 1,008 字。
- 原文溯源
cache/epub/8119/pg8119.txt(Project Gutenberg)
章节目录
共 145 题- Produced by Pawel Sobkowiak and Polska Biblioteka Internetowa
- BRUNO SCHULZ SKLEPY CYNAMONOWE
- SIERPIEŃ NAWIEDZENIE PTAKI MANEKINY TRAKTAT O MANEKINACH ALBO WTÓRA
- KSIĘGA RODZAJU TRAKTAT O MANEKINACH Ciąg dalszy TRAKTAT O MANEKINACH
- Dokończenie NEMROD PAN PAN KAROL SKLEPY CYNAMONOWE ULICA KROKODYLI
- KARAKONY WICHURA NOC WIELKIEGO SEZONU
- SIERPIEŃ
- W lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką i
- Wertowaliśmy, odurzeni światłem, w tej wielkiej księdze wakacji, której
- Splątany gąszcz traw, chwastów, zielska i bodiaków buzuje w ogniu
- Tłuja siedzi przykucnięta wród żółtej pościeli i szmat. Wielka jej
- Muchy obsiadają nieruchomą gęstym rojem. Ale z nagła ta cała kupa
- Tłui wynajmuje się gospodyniom do szorowania podłóg. Jest to mała, żółta
- W jednym z tych domków, otoczonym sztachetami brązowej barwy, tonącym
- Przysiedliśmy się do nich, jakby na brzeg ich losu, zawstydzeni trochę
- Zdawało się, że sam aromat męskości, zapach dymu tytoniowego, dowcip
- Łucja, średnia, z głową nazbyt rozkwitłą i dojrzałą na dziecięcym i
- NAWIEDZENIE
- Już wówczas miasto nasze popadało coraz bardziej w
- Gdyż wszedłszy raz w niewłaściwą sień na niewłaściwe schody, dostawało
- Zauważylimy wówczas wszyscy, że ojciec zaczął z dnia na dzień maleć jak
- Podczas długich, półciemnych popołudni tej późnej zimy ojciec mój
- Przywykliśmy do jego nieszkodliwej obecności, do jego cichego
- PTAKI
- Nadeszły żółte, pełne nudy dni zimowe. Zrudziałą ziemię pokrywał
- Kominiarze nie mogli opędzić się od wron, które na kształt żywych
- Matka nie miała nań żadnego wpływu, natomiast wielką czcią i uwagą
- Wystarczyło, by Adela skierowała doń palec ruchem oznaczającym
- Charakterystyczne jest, że kondor używał wspólnego z moim ojcem naczynia
- Impreza ta wzięła jednak niebawem - po krótkiej świetności - smutny
- MANEKINY
- Lampy poczerniały i zwiędły jak stare osty i bodiaki. Wisiały teraz
- Jeszcze teraz kryły się w głębi zszarzałej aury echa i możliwości
- Wenecji. O głuchym świcie Adela przynosiła nam kawę. Ubieraliśmy się
- Z głowami na obrusie stołu, wród resztek śniadania zasypialiśmy na wpół
- Zasiadaliśmy do stołu, subiekci zacierali czerwone z zimna ręce i nagle
- Polda i Paulina, dziewczęta do szycia, rozgospodarowywały się w niej z
- Ten moloch był nieubłagany, jak tylko kobiece molochy być potrafią, i
- Dziewczęta deptały nieuważnie po barwnych obrzynkach, brodząc
- Genus avium... jeśli się nie mylę, scansores albo pistacci... w
- Pauliny i studiując rozmiłowanymi oczyma zwięzłą i szlachetną
- My wszyscy, którzy asystowaliśmy przy tym spotkaniu, przeżyliśmy chwilę
- Nasz herezjarcha szedł wśród rzeczy jak magnetyzer, zarażając je i
- TRAKTAT O MANEKINACH ALBO
- WTÓRA KSIĘGA RODZAJU
- Jest ono nieraz koniecznym gwałtem wobec opornych i skostniałych form
- Demiurga - mówił mój ojciec - zbyt długo doskonałość jego tworu
- Jakub nie będzie uparty. No, proszę... Jakub, Jakub... Wypięty
- TRAKTAT O MANEKINACH
- Ciąg dalszy
- Następnego wieczora ojciec podjął z odnowioną swadą ciemny i zawiły
- Ale czasami inspiracja rozszerzała kręgi jego
- Serbii, oto genialny młodzieniec, nadzieja i duma rodu, którego zgubił
- TRAKTAT O MANEKINACH
- Dokończenie
- Któregoś z następnych wieczorów ojciec
- Koloidy te po kilku dniach formowały się, organizowały w pewne
- Nie odwiedzane miesiącami, więdną w opuszczeniu między starymi murami i
- Potem, nagle poważniejąc, znów rozpatrywał nieskończoną skalę form i
- Adela podeszła do ojca i wyciągniętym palcem uczyniła ruch zaznaczający
- Paulina ziewnęła przeciągając się. Obie z Poldą, wsparte o siebie
- NEMROD
- Cały sierpień owego roku przebawiłem się z małym, kapitalnym
- Adelę i domowników. Dlaczego nie obudzono mnie wcześniej! Talerzyk mleka
- Nieobciążone splotem egzotycznych interesów, mącących stosunki
- Właził nimi do miski z mlekiem, żarłoczny i niecierpliwy, chłepcący
- Adeli, z jej hałaśliwym krzątaniem się - nie straszy go więcej. Przywykł
- PAN
- W kącie między tylnymi ścianami szop i przybudówek był zaułek
- Był to najdalszy przylądek, Gibraltar tego podwórza, bijący rozpaczliwie
- Ale w miarę jak opadał w głąb długiej odnogi i zanurzał się w cień
- Była to chwila, kiedy czas, oszalały i dziki, wyłamuje się z kieratu
- Wtedy lato, pozbawione kontroli, rośnie bez miary i rachuby na całej
- Te oczy patrzyły na mnie i nie patrzyły, widziały mnie i nie widziały
- PAN KAROL
- Gdy tak siedział w bezmyślnym, wegetatywnym osłupieniu, cały zamieniony
- SKLEPY CYNAMONOWE
- W okresie najkrótszych, sennych dni zimowych, ujętych
- Wszystkie chroboty, trzaski nocne, tajne, skrzypiące życie podłogi miały
- Absorbowało go to w tym stopniu, że pogrążał się zupełnie w tej
- Nieraz musiał strzepywać palcami i śmiać się cicho do siebie samego, gdy
- Wyszedłem w noc zimową, kolorową od iluminacji nieba. Była to jedna z
- Oczarowana i zmylona wyobraźnia wytwarza złudne plany miasta, rzekomo
- Prawdę mówiąc, niewieleśmy podczas tych godzin rysowali i profesor nie
- Czekaliśmy zazwyczaj długo na przyjście profesora, nudząc się wśród
- Tantalidów, cały smutny i jałowy Olimp, więdnący od lat w tym muzeum
- Profesor przechadzał się dostojnie, pełen namaszczenia, wzdłuż pustych
- Arendta, kontynuowała jego fantazje. W tej czarnej gęstwinie parku, we
- Zaczynała się tu przed oczyma długa amfilada pokojów, biegnących w głąb
- Konstelacje stały już stromo na głowie, wszystkie gwiazdy przekręciły
- Woźnica nachylił się z wysokiego kozła. Miał twarz drobną, czerwoną i
- Wjechaliśmy na podmiejską ulicę ujętą z obu stron w ogrody. Ogrody te
- Powietrze dyszało jaką tajną wiosną, niewypowiedzianą czystością śniegu
- Wyszedłem z dorożki. Dyszał ciężko ze zwieszoną głową. Przytuliłem jego
- Zacząłem schodzić stromą serpentyną wśród lasu, początkowo idąc krokiem
- Transformacje nieba, metamorfozy jego wielokrotnych sklepień w coraz to
- Troska o portfel opuściła mnie zupełnie. Ojciec, pogrążony w swych
- ULICA KROKODYLI
- Mój ojciec przechowywał w dolnej szufladzie swego
- Widziało się tam tanie, marnie budowane kamienice o karykaturalnych
- Stare, krzywe domki podmiejskie otrzymały szybko sklecone portale, które
- CONFISERIE, MANUCURE, KING OF ENGLAND. Rdzenni mieszkańcy miasta
- Wszystko zdawało się tam podejrzane i dwuznaczne, wszystko zapraszało
- Przez wielkie szare okna, kratkowane wielokrotnie jak arkusze papieru
- Wypuszczano go z kręgu natarczywego zainteresowania, pozostawiano sobie
- Odwrócone do niego tyłem lub bokiem, przystawały w aroganckim kontra
- Skorzystajmy z tego momentu nieuwagi, ażeby wymknąć się nieprzewidzianym
- Krokodylej, gdzie z wyniesionego jej punktu widać niemal całą długość
- Chwilami ma się wrażenie, że tylko na małym skrawku przed nami układa
- Czasem tylko wyławiamy z tego gwaru wielu głów jakieś ciemne, żywe
- Najdziwniejszą atoli rzeczą jest komunikacja kolejowa na Ulicy
- Krokodylej. Czasami, w nieregularnych porach dnia, gdzieś ku końcowi
- Cała ona nie jest niczym innym jak fermentacją pragnień, przedwcześnie
- Krokodyli była koncesją naszego miasta na rzecz nowoczesności i zepsucia
- KARAKONY
- Było to w okresie szarych dni, które nastąpiły po świetnej
- Postanowiłem w stosownej chwili zaskoczyć matkę otwartą rozmową. Owego
- Chciałem cię już od dawna zapytać: prawda, że to jest on? - I chociaż
- Uczułem, że mnie kokietuje jak kobieta mężczyznę. - Z tymi karakonami to
- Nie przyjmując jadła ani napoju, z wypiekami gorączki na twarzy, z
- Szał jego, euforia jego podniecenia przygasła. W ruchach i mimice jęły
- WICHURA
- Tej długiej i pustej zimy obrodziła ciemność w naszym mieście
- Srebrzystobiałe i przestronne, porysowane było w linie sił, natężone do
- Podzielone na pola energetyczne i drżące od napięć, pełne było utajonej
- I znów inne domy wstawały z krzykiem, w paroksyzmie jasnowidzenia, i
- Około drugiej po południu wybuchł na przedmieściu pożar i rozszerzał się
- Nadeszła noc. Wicher wzmógł się na sile i gwałtowności, rozrósł się
- Pokój drżał z lekka, obrazy na ścianach brzęczały. Szyby lśniły się
- Okutani w wielkie niedwiedzie futra, obciążyli kieszenie żelazkami i
- Ostrożnie otworzono drzwi prowadzące w noc. Zaledwie subiekt i brat mój
- Przez chwilę musieli wesprzeć się o odrzwia, tak silnie szturmował
- Siedzieliśmy wszyscy w jasno oświetlonej kuchni. Za ogniskiem kuchennym
- Drobna, ruchliwa i pełna zabiegliwości, z koronką czarnego szala na
- Trzęsąc się ze złości, wygrażała rękami Adeli i matce. Nie rozumiałem, o
- Staliśmy wszyscy bezradni wobec tej szalejącej furii złości, która sama
- NOC WIELKIEGO SEZONU
- Każdy wie, że w szeregu zwykłych, normalnych lat
- Zdawało się, że to ruszyły tłumami jesienne, suche makówki sypiące
- Ojciec nasłuchiwał. Jego ucho zdawało się w tej ciszy nocnej wydłużać i
- Ale sklepienie nie napełniło się szumem aniołów, śpieszących na pomoc, a
- Ale i w tej ceremonialnej konwersacji, w spojrzeniach, które wymieniali
- Tymczasem ojcowie miasta, mężowie Wielkiego Synhedrionu, przechadzali
- Wówczas to dostrzegł, jak grupy wędrowców w oddali zadzierały głowy ku
- Widziałem smutny powrót mego ojca. Sztuczny dzień zabarwiał się już