jak szafran kobieta i szafranem zaprawia też podłogi, jodłowe stoły,
ławy i szlabany, które w izbach ubogich ludzi zmywa. Raz zaprowadziła
mnie Adela do domu tej starej Maryki. Była wczesna poranna godzina,
weszliśmy do małej izby niebiesko bielonej, z ubitą polepą glinianą na
podłodze, na której leżało wczesne słońce, jaskrawożółte w tej ciszy
porannej, odmierzanej przeraźliwym szczękiem chłopskiego zegara na
ścianie. W skrzyni na słomie leżała głupia Maryka, blada jak opłatek i
cicha jak rękawiczka, z której wysunęła się dłoń. I jakby korzystając z
jej snu, gadała cisza, żółta, jaskrawa, zła cisza, monologowała, kłóciła
się, wygadywała głośno i ordynarnie swój maniacki monolog. Czas Maryki
- czas więziony w jej duszy, wystąpił z niej straszliwie rzeczywisty i
szedł samopas przez izbę, hałaśliwy, huczący, piekielny, rosnący w
jaskrawym milczeniu poranka z głośnego młyna-zegara, jak zła mąka, sypka
mąka, głupia mąka wariatów.
3