Ale i w tej ceremonialnej konwersacji, w spojrzeniach, które wymieniali

był błysk uœśmiechniętej ironii. Wśród tych grup przewijał się pospolity

lud, bezpostaciowy tłum, gawiedŸź bez twarzy i indywidualnoœści. Wypełniał

on niejako luki w krajobrazie, wyśœcielał tło dzwonkami i grzechotkami

bezmyśœlnego gadania. Był to element błazeński, roztańczony tłum

poliszynelów i arlekinów, który - sam bez poważnych intencyj handlowych

- doprowadzał do absurdu gdzieniegdzie nawiązujące się transakcje swymi

błazeńskimi figlami. Stopniowo jednak, znudzony błaznowaniem, wesoły ten

ludek rozpraszał się w dalszych okolicach krajobrazu i tam powoli gubił

się wœród skalnych załomów i dolin. Prawdopodobnie jeden po drugim

zapadały się te wesołki gdzieśœ w szczeliny i fałdy terenu, jak dzieci

zmęczone zabawą po kątach i zakamarkach mieszkania w noc balową.

Sklepy cynamonowe · 第 142 / 145 题