I znów inne domy wstawały z krzykiem, w paroksyzmie jasnowidzenia, i

zwiastowały. Ogromne buki koło koœścioła stały z wniesionymi rękami, jak

œświadkowie wstrząsających objawień, i krzyczały, krzyczały. Dalej, za

dachami rynku, widziałem dalekie mury ogniowe, nagie œściany szczytowe

przedmieśœcia. Wspinały się jeden nad drugi i rosły, zesztywniałe z

przerażenia i osłupiałe. Daleki, zimny, czerwony odblask zabarwiał je

póŸźnymi kolorami. Nie jedliœśmy tego dnia obiadu, bo ogień w kuchni

wracał kłębami dymu do izby. W pokojach było zimno i pachniało wiatrem.

Sklepy cynamonowe · 第 126 / 145 题