kunsztowniejsze konfiguracje nie miały końca. Jak srebrne astrolabium
otwierało niebo w tę noc czarodziejską mechanizm wnętrza i ukazywało w
nieskończonych ewolucjach złocistą matematykę swych kół i trybów. Na
rynku spotkałem ludzi zażywających przechadzki. Wszyscy, oczarowani
widowiskiem tej nocy, mieli twarze wzniesione i srebrne od magii nieba.