mój w te słowa ciągnął dalej swą prelekcję: Nie o tych
nieporozumieniach ucieleśnionych, nie o tych smutnych parodiach, moje
panie, owocach prostackiej i wulgarnej niepowściągliwoci - chciałem
mówić zapowiadając mą rzecz o manekinach. Miałem na myśli co innego. Tu
ojciec mój zaczął budować przed naszymi oczyma obraz tej wymarzonej
przez niego generatio aequivoca, jakiegoś pokolenia istot na wpół
tylko organicznych, jakiejś pseudowegetacji i pseudofauny, rezultatów
fantastycznej fermentacji materii. Były to twory podobne z pozoru do
istot żywych, do kręgowców, skorupiaków, członkonogów, lecz pozór ten
mylił. Były to w istocie istoty amorfne, bez wewnętrznej struktury,
płody imitatywnej tendencji materii, która obdarzona pamięcią, powtarza
z przyzwyczajenia raz przyjęte kształty. Skala morfologii, której
podlega materia, jest w ogóle ograniczona i pewien zasób form powtarza
się wciąż na różnych kondygnacjach bytu. Istoty te - ruchliwe, wrażliwe
na bodźce, a jednak dalekie od prawdziwego życia - można było otrzymać
zawieszając pewne skomplikowane koloidy w roztworach soli kuchennej.