Powietrze dyszało jakąœ tajną wiosną, niewypowiedzianą czystośœcią œśniegu

i fiołków. Wjechaliœśmy w teren pagórkowaty. Linie wzgórzy, włochatych

nagimi rózgami drzew, podnosiły się jak błogie westchnienia w niebo.

Ujrzałem na tych szcz궜liwych zboczach całe grupy wędrowców,

zbierających wœród mchu i krzaków opadłe i mokre od œśniegu gwiazdy.

Droga stała się stroma, koń pośœlizgiwał się i z trudem ciągnął pojazd,

grający wszystkimi przegubami. Byłem szcz궜liwy. Pierśœ moja wchłaniała

tę błogą wiosnę powietrza, œświeżoœść gwiazd i œśniegu. Przed piersią konia

zbierał się wał białej piany œśnieżnej, coraz wyższy i wyższy. Z trudem

przekopywał się koń przez czystą i œświeżą jego masę. Wreszcie ustał.

Sklepy cynamonowe · 第 93 / 145 题