gipsów. Zmierzch tego pokoju mętniał i za dnia i przelewał się sennie od
gipsowych marzeń, pustych spojrzeń, blednących owali i zamyśleń
odchodzących w nicość. Lubiliśmy nieraz podsłuchiwać pod drzwiami -
ciszy, pełnej westchnień i szeptów tego kruszejącego w pajęczynach
rumowiska, tego rozkładającego się w nudzie i monotonii zmierzchu bogów.