orzech, który zsycha się wewnątrz łupiny. Zanikowi temu nie towarzyszył
bynajmniej upadek sił. Przeciwnie, stan jego zdrowia, humor, ruchliwość
zdawały się poprawiać. Często śmiał się teraz głośno i szczebiotliwie,
zanosił się wprost od śmiechu, albo też pukał w łóżko i odpowiadał sobie
proszę w różnych tonacjach, całymi godzinami. Od czasu do czasu złaził
z łóżka, wspinał się na szafę i przykucnięty pod sufitem porządkował coś
w starych gratach, pełnych rdzy i kurzu. Niekiedy ustawiał sobie dwa
krzesła naprzeciw siebie i wspierając się rękami o poręcze, bujał się
nogami wstecz i naprzód, szukając rozpromienionymi oczyma w naszych
twarzach wyrazów podziwu i zachęty. Z Bogiem, zdaje się, pogodził się
zupełnie. Niekiedy w nocy ukazywała się twarz brodatego Demiurga w oknie
sypialni, oblana ciemną purpurą bengalskiego światła, i patrzyła przez
chwilę dobrotliwie na uśpionego głęboko, którego śpiewne chrapanie
zdawało się wędrować daleko po nieznanych obszarach światów sennych.