powoli kolorami zwyczajnego poranka. W spustoszałym sklepie najwyższe
półki syciły się barwami rannego nieba. Wśród fragmentów zgasłego
pejzażu, wśród zburzonych kulis nocnej scenerii - ojciec widział
wstających ze snu subiektów. Podnosili się spomiędzy bali sukna i
ziewali do słońca. W kuchni, na piętrze, Adela, ciepła od snu i ze
zmierzwionymi włosami, mełła kawę na młynku, przyciskając go do białej
piersi, od której ziarna nabierały blasku i gorąca. Kot mył się w słońcu.