W okresie najkrótszych, sennych dni zimowych, ujętych

z obu stron, od poranku i od wieczora, w futrzane krawędzie zmierzchów,

gdy miasto rozgałęziało się coraz głębiej w labirynty zimowych nocy, z

trudem przywoływane przez krótki śœwit do opamiętania, do powrotu -

ojciec mój był już zatracony, zaprzedany, zaprzysiężony tamtej sferze.

Twarz jego i głowa zarastały wówczas bujnie i dziko siwym włosem,

sterczącym nieregularnie wiechciami, szczecinami, długimi pędzlami,

strzelającymi z brodawek, z brwi, z dziurek od nosa - co nadawało jego

fizjonomii wygląd starego, nastroszonego lisa. Węch jego i słuch

zaostrzał się niepomiernie i znać było po grze jego milczącej i napiętej

twarzy, że za pośœrednictwem tych zmysłów pozostaje on w ciągłym

kontakcie z niewidzialnym œświatem ciemnych zakamarków, dziur mysich,

zmurszałych przestrzeni pustych pod podłogą i kanałów kominowych.

Sklepy cynamonowe · 第 78 / 145 题