Zdawało się, że to ruszyły tłumami jesienne, suche makówki sypiące

makiem - głowy-grzechotki, ludzie-kołatki. Mój ojciec chodził

zdenerwowany i kolorowy od wypieków, z błyszczącymi oczyma, w jasno

oœświetlonym sklepie, i nasłuchiwał. Przez szyby wystawy i portalu

dochodził tu z daleka szum miasta, stłumiony gwar płynącej ciżby. Nad

ciszą sklepu płonęła jasno lampa naftowa, zwisająca z wielkiego

sklepienia, i wypierała najmniejszy śœlad cienia z wszystkich szpar i

zakamarków. Pusta, wielka podłoga trzaskała w ciszy i liczyła w tym

świetle wzdłuż i wszerz swe błyszczące kwadraty, szachownicę wielkich

tafli, które rozmawiały ze sobą w ciszy trzaskami, odpowiadały sobie to

tu, to tam głośœnym pęknięciem. Za to sukna leżały ciche, bez głosu, w

swej pilśœniowej puszystośœci i podawały sobie wzdłuż śœcian spojrzenia za

plecami ojca, wymieniały od szafy do szafy ciche znaki porozumiewawcze.

Sklepy cynamonowe · 第 139 / 145 题