Te oczy patrzyły na mnie i nie patrzyły, widziały mnie i nie widziały

wcale. Były to pękające gałki, wytężone najwyższym uniesieniem bólu albo

dziką rozkoszą natchnienia. I nagle z tych rysów, naciągniętych do

pęknięcia, wyboczył się jakiœś straszny, załamany cierpieniem grymas i

ten grymas rósł, brał w siebie tamten obłęd i natchnienie, pęczniał nim,

wybaczał się coraz bardziej, aż wyłamał się ryczącym, charczącym kaszlem

śœmiechu. Do głębi wstrząśœnięty, widziałem, jak hucząc śœmiechem z

potężnych piersi, dźŸwignął się powoli z kucek i zgarbiony jak goryl, z

rękoma w opadających łachmanach spodni, uciekał, człapiąc przez łopocące

blachy łopuchów, wielkimi skokami - Pan bez fletu, cofający się w

popłochu do swych ojczystych kniei.

Sklepy cynamonowe · 第 74 / 145 题