Tymczasem ojcowie miasta, mężowie Wielkiego Synhedrionu, przechadzali

się w grupach pełnych powagi i godnośœci i prowadzili ciche, głębokie

dysputy. Rozszedłszy się po całym, owym wielkim górzystym kraju,

wędrowali po dwóch, po trzech na dalekich i krętych drogach. Małe i

ciemne ich sylwety zaludniały całą tę pustynną wyżynę, nad którą zwisło

ciężkie i ciemne niebo, sfałdowane i chmurne, poorane w długie

równoległe bruzdy, w srebrne i białe skiby, ukazujące w głębi coraz

dalsze pokłady swego uwarstwienia. ŒŚwiatło lampy stwarzało sztuczny

dzień w owej krainie - dzień dziwny, dzień bez œświtu i wieczoru. Ojciec

mój uspokajał się powoli. Gniew jego układał się i zastygał w pokładach

i warstwach krajobrazu. Siedział teraz na galeriach wysokich półek i

patrzył w jesienniejący, rozległy kraj. Widział, jak na dalekich

jeziorach odbywał się połów ryb. W maleńkich łupinkach łódek siedziało

po dwóch rybaków, zapuszczając sieci w wodę. Na brzegach chłopcy

dźŸwigali na głowach kosze, pełne trzepocącego się, srebrnego połowu.

Sklepy cynamonowe · 第 143 / 145 题