MANEKINY

Ta ptasia impreza mego ojca była ostatnim wybuchem kolorowości,

ostatnim i œświetnym kontrmarszem fantazji, który ten niepoprawny

improwizator, ten fechtmistrz wyobraźni poprowadził na szańce i okopy

jałowej i pustej zimy. Dziœś dopiero rozumiem samotne bohaterstwo, z

jakim sam jeden wydał on wojnę bezbrzeżnemu żywiołowi nudy drętwiącej

miasto. Pozbawiony wszelkiego poparcia, bez uznania z naszej strony

bronił ten mąż przedziwny straconej sprawy poezji. Był on cudownym

młynem, w którego leje sypały się otręby pustych godzin, ażeby w jego

trybach zakwitnąć wszystkimi kolorami i zapachami korzeni Wschodu. Ale

przywykli do œświetnego kuglarstwa tego metafizycznego prestidigitatora,

byliœśmy skłonni zapoznawać wartośœć jego suwerennej magii, która nas

ratowała od letargu pustych dni i nocy. Adeli nie spotkał żaden wyrzut

za jej bezmyśœlny i tępy wandalizm. Przeciwnie, czuliśœmy jakieœ niskie

zadowolenie, haniebną satysfakcję z ukrócenia tych wybujałoœści, których

kosztowaliœśmy łakomie do syta, ażeby potem uchylić się perfidnie od

odpowiedzialnośœci za nie. A może był w tej zdradzie i tajny pokłon w

stronę zwycięskiej Adeli, której przypisywaliœśmy niejasno jakąś misję i

posłannictwo sił wyższego rzędu. Zdradzony przez wszystkich, wycofał się

ojciec bez walki z miejsc swej niedawnej chwały. Bez skrzyżowania szpad

oddał w ręce wroga domenę swej byłej œświetnoœści. Dobrowolny banita

usunął się do pustego pokoju na końcu sieni i oszańcował się tam

samotnośœcią. Zapomnieliœśmy o nim. Obiegła nas znowu ze wszech stron

żałobna szarośœć miasta, zakwitając w oknach ciemnym liszajem œświtów,

pasożytniczym grzybem zmierzchów, rozrastającym się w puszyste futro

długich nocy zimowych. Tapety pokojów, rozluźŸnione błogo za tamtych dni

i otwarte dla kolorowych lotów owej skrzydlatej czeredy, zamknęły się

znów w sobie, zgęstniały plącząc się w monotonii gorzkich monologów.

Sklepy cynamonowe · 第 31 / 145 题