bytu, które przestały być zajmujące. W interesie ciekawego i ważnego
eksperymentu może ono nawet stanowić zasługę. Tu jest punkt wyjścia dla
nowej apologii sadyzmu. Mój ojciec był niewyczerpany w gloryfikacji tego
przedziwnego elementu, jakim była materia. - Nie ma materii martwej -
nauczał - martwota jest jedynie pozorem, za którym ukrywają się nieznane
formy życia. Skala tych form jest nieskończona, a odcienie i niuanse
niewyczerpane. Demiurgos był w posiadaniu ważnych i ciekawych recept
twórczych. Dzięki nim stworzył on mnogość rodzajów, odnawiających się
własną siłą. Nie wiadomo, czy recepty te kiedykolwiek zostaną
zrekonstruowane. Ale jest to niepotrzebne, gdyż jeśliby nawet te
klasyczne metody kreacji okazały się raz na zawsze niedostępne,
pozostają pewne metody illegalne, cały bezmiar metod heretyckich i
występnych. W miarę jak ojciec od tych ogólnych zasad kosmogonii zbliżał
się do terenu swych ciaśniejszych zainteresowań, głos jego zniżał się do
wnikliwego szeptu, wykład stawał się coraz trudniejszy i zawilszy, a
wyniki, do których dochodził, gubiły się w coraz bardziej wątpliwych i
ryzykownych regionach. Gestykulacja jego nabierała ezoterycznej
solenności. Przymykał jedno oko, przykładał dwa palce do czoła, chytrość
jego spojrzenia stawała się wprost niesamowita. Wwiercał się tą
chytrością w swe interlokutorki, gwałcił cynizmem tego spojrzenia
najwstydliwsze, najintymniejsze w nich rezerwy i dosięgał wymykające się
w najgłębszym zakamarku, przypierał do ściany i łaskotał, drapał
ironicznym palcem, póki nie dołaskotał się błysku zrozumienia i śmiechu,
śmiechu przyznania i porozumienia się, którym w końcu musiało się
kapitulować. Dziewczęta siedziały nieruchomo, lampa kopciła, sukno pod
igłą maszyny dawno się zsunęło, a maszyna stukotała pusto, stębnując
czarne, bezgwiezdne sukno, odwijające się z postawu nocy zimowej za
oknem. - Zbyt długo żyliśmy pod terrorem niedościgłej doskonałości