pantofelek Adeli drżał lekko i błyszczał jak języczek węża. Mój ojciec
podniósł się powoli ze spuszczonymi oczyma, postąpił krok naprzód, jak
automat, i osunął się na kolana. Lampa syczała w ciszy, w gęstwinie
tapet biegły tam i z powrotem wymowne spojrzenia, leciały szepty
jadowitych języków, gzygzaki myśli...