obrót. Wkrótce okazała się bowiem konieczna translokacja ojca do dwóch
pokojów na poddaszu, które służyły za rupieciarnie. Stamtąd dochodził
już o wczesnym świcie zmieszany klangor głosów ptasich. Drewniane pudła
pokojów na strychu, wspomagane rezonansem przestrzeni dachowej,
dźwięczały całe od szumu, trzepotu, piania, tokowania i gulgotu. Tak
straciliśmy ojca z widoku na przeciąg kilku tygodni. Rzadko tylko
schodził do mieszkania i wtedy mogliśmy zauważyć, że zmniejszył się
jakoby, schudł i skurczył. Niekiedy przez zapomnienie zrywał się z
krzesła przy stole i trzepiąc rękoma jak skrzydłami, wydawał pianie
przeciągłe, a oczy zachodziły mu mgłą bielma. Potem, zawstydzony, śmiał
się razem z nami i starał się ten incydent obrócić w żart. Pewnego razu
w okresie generalnych porządków zjawiła się niespodzianie Adela w
państwie ptasim ojca. Stanąwszy we drzwiach, załamała ręce nad fetorem,
który się unosił w powietrzu, oraz nad kupami kału, zalegającego
podłogi, stoły i meble. Szybko zdecydowana otworzyła okno, po czym przy
pomocy długiej szczotki wprawiła całą masę ptasią w wirowanie. Wzbił się
piekielny tuman piór, skrzydeł i krzyku, w którym Adela, podobna do
szalejącej Menady, zakrytej młyńcem swego tyrsu, tańczyła taniec
zniszczenia. Razem z ptasią gromadą ojciec mój, trzepiąc rękoma, w
przerażeniu próbował wznieść się w powietrze. Zwolna przerzedzał się
tuman skrzydlaty, aż w końcu na pobojowisku została sama Adela,
wyczerpana, dysząca, oraz mój ojciec z miną zafrasowaną i zawstydzoną,
gotów do przyjęcia każdej kapitulacji. W chwilę później schodził mój
ojciec ze schodów swojego dominium - człowiek złamany, król-banita,
który stracił tron i królowanie.