prawda - sam przecież pamiętasz... - Zmieszałem się. Pamiętałem w
istocie tę inwazję karakonów, ten zalew czarnego rojowiska, które
napełniało ciemność nocną, pajęczą bieganiną. Wszystkie szpary pełne
były drgających wąsów, każda szczelina mogła wystrzelić z nagła
karakonem, z każdego pęknięcia podłogi mogła zlęgnąć się ta czarna
błyskawica, lecąca oszalałym zygzakiem po podłodze. Ach, ten dziki obłęd
popłochu, pisany błyszczącą, czarną linią na tablicy podłogi. Ach, te
krzyki grozy ojca, skaczącego z krzesła na krzesło z dzirytem w ręku.