nieszczęsny nałóg onanii. O, ironio tych nazw, tych pozorów! Czy jest w
tej pałubie naprawdę co z królowej Dragi, jej sobowtór, najdalszy bodaj
cień jej istoty? To podobieństwo, ten pozór, ta nazwa uspokaja nas i nie
pozwala nam pytać, kim jest dla siebie samego ten twór nieszczęśliwy. A
jednak to musi być kto, moje panie, kto anonimowy, kto groźny, kto
nieszczęśliwy, kto, co nie słyszał nigdy w swym głuchym życiu o
królowej Dradze... Czy słyszeliście po nocach straszne wycie tych pałub
woskowych, zamkniętych w budach jarmarcznych, żałosny chór tych kadłubów
z drzewa i porcelany, walących pięściami w ściany swych więzień? W
twarzy mego ojca, rozwichrzonej grozą spraw, które wywołał z ciemności,
utworzył się wir zmarszczek, lej rosnący w głąb, na którego dnie gorzało
groźne oko prorocze. Broda jego zjeżyła się dziwnie, wiechcie i pędzle
włosów, strzelające z brodawek, z pieprzów, z dziurek od nosa,
nastroszyły się na swych korzonkach. Tak stał drętwy, z gorejącymi
oczyma, drżąc od wewnętrznego wzburzenia, jak automat, który zaciął się
i zatrzymał na martwym punkcie. Adela wstała z krzesła i poprosiła nas o
przymknięcie oczu na to, co się za chwilę stanie. Potem podeszła do ojca
i z rękoma na biodrach, przybierając pozór podkreślonej stanowczoci,
zażądała bardzo dobitnie... Panienki siedziały sztywno, ze spuszczonymi
oczyma, w dziwnej drętwości.