Podczas długich, półciemnych popołudni tej póŸźnej zimy ojciec mój

zapadał od czasu do czasu na całe godziny w gęsto zastawione gratami

zakamarki, szukając czegośœ zawzięcie. I nieraz bywało podczas obiadu,

gdy zasiadaliśœmy wszyscy do stołu, brakło ojca. Wówczas matka musiała

długo wołać „Jakubie!” i stukać łyżką w stół, zanim wylazł z jakiejś

szafy, oblepiony szmatami pajęczyny i kurzu, z wzrokiem nieprzytomnym i

pogrążonym w zawiłych, a jemu tylko wiadomych sprawach, które go

zaprzątały. Czasem wdrapywał się na karnisz i przybierał nieruchomą pozę

symetrycznie do wielkiego wypchanego sępa, który po drugiej stronie okna

zawieszony był na ścianie. W tej nieruchomej, przykucniętej pozie, z

wzrokiem zamglonym i z miną chytrze uœmiechniętą trwał godzinami, ażeby

z nagła przy czyimœ wejœściu zatrzepotać rękoma jak skrzydłami i zapiać

jak kogut. Przestaliœmy zwracać uwagę na te dziwactwa, w które się z

dnia na dzień głębiej wplątywał. Wyzbyty jakby zupełnie cielesnych

potrzeb, nie przyjmując tygodniami pokarmu, pogrążał się z dniem każdym

głębiej w zawiłe i dziwaczne afery, dla których nie mieliœśmy

zrozumienia. Niedosięgły dla naszych perswazji i próœźb, odpowiadał

urywkami swego wewnętrznego monologu, którego przebiegu nic z zewnątrz

zmącić nie mogło. Wiecznie zaaferowany, chorobliwie ożywiony, z

wypiekami na suchych policzkach nie zauważał nas i przeoczał.

Sklepy cynamonowe · 第 22 / 145 题