Ale czasami inspiracja rozszerzała kręgi jego

zmarszczek, które rosły jakąœ ogromną wirującą grozą, uchodząc w

milczących wolutach w głąb nocy zimowej. - Figury panopticum, moje panie

- zaczął on - kalwaryjskie parodie manekinów, ale nawet w tej postaci

strzeżcie się lekko je traktować. Materia nie zna żartów. Jest ona

zawsze pełna tragicznej powagi. Kto oœśmiela się myśœleć, że można igrać z

materią, że kształtować ją można dla żartu, że żart nie wrasta w nią,

nie wżera się natychmiast jak los, jak przeznaczenie? Czy przeczuwacie

ból, cierpienie głuche, nie wyzwolone, zakute w materię cierpienie tej

pałuby, która nie wie, czemu nią jest, czemu musi trwać w tej gwałtem

narzuconej formie, będącej parodią? Czy pojmujecie potęgę wyrazu, formy,

pozoru, tyrańską samowolę, z jaką rzuca się on na bezbronną kłodę i

opanowuje, jak własna, tyrańska, panosząca się dusza? Nadajecie jakiejœ

głowie z kłaków i płótna wyraz gniewu i pozostawiacie ją z tym gniewem,

z tą konwulsją, z tym napięciem raz na zawsze, zamkniętą ze śœlepą

złoœścią, dla której nie ma odpływu. Tłum śœmieje się z tej parodii.

Płaczcie, moje panie, nad losem własnym, widząc nędzę materii więzionej,

gnębionej materii, która nie wie, kim jest i po co jest, dokąd prowadzi

ten gest, który jej raz na zawsze nadano. Tłum œśmieje się. Czy

rozumiecie straszny sadyzm, upajające, demiurgiczne okrucieństwo tego

œśmiechu? Bo przecież płakać nam, moje panie, trzeba nad losem własnym na

widok tej nędzy materii, gwałconej materii, na której dopuszczono się

strasznego bezprawia. Stąd płynie, moje panie, straszny smutek

wszystkich błazeńskich golemów, wszystkich pałub, zadumanych tragicznie

nad śœmiesznym swym grymasem. Oto jest anarchista Luccheni, morderca

cesarzowej Elżbiety, oto Draga, demoniczna i nieszcz궜liwa królowa

Sklepy cynamonowe · 第 52 / 145 题