napój różowym języczkiem, ażeby po nasyceniu się podnieść żałośnie małą
mordkę z kroplą mleka na brodzie i wycofać się niedołężnie z kąpieli
mlecznej. Chód jego był niezgrabnym toczeniem się, bokiem na ukos w
niezdecydowanym kierunku, po linii trochę pijanej i chwiejnej. Dominantą
jego nastroju była jaka nieokreślona i zasadnicza żałość, sieroctwo i
bezradność - niezdolność do zapełnienia czymś pustki życia pomiędzy
sensacjami posiłków. Objawiało się to bezplanowością i niekonsekwencją
ruchów, irracjonalnymi napadami nostalgii z żałosnym skomleniem i
niemożnością znalezienia sobie miejsca. Nawet jeszcze w głębi snu, w
którym potrzebę oparcia się i przytulenia zaspokajać musiał używając do
tego własnej swej osoby, zwiniętej w kłębek drżący - towarzyszyło mu
poczucie osamotnienia i bezdomności. Ach, życie - młode i wątłe życie,
wypuszczone z zaufanej ciemności, z przytulnego ciepła łona
macierzystego w wielki i obcy, świetlany świat, jakże kurczy się ono i
cofa, jak wzdraga się zaakceptować tę imprezę, którą mu proponują -
pełne awersji i zniechęcenia! Lecz zwolna mały Nemrod (otrzymał był to
dumne i wojownicze imię) zaczyna smakować w życiu. Wyłączne opanowanie
obrazem macierzystej prajedni ustępuje urokowi wielości. Świat zaczyna
nań nastawiać pułapki: nieznany a czarujący smak różnych pokarmów,
czworobok porannego słońca na podłodze, na którym tak dobrze jest
położyć się, ruchy własnych członków, własne łapki, ogonek, figlarnie
wyzywający do zabawy z samym sobą, pieszczoty ręki ludzkiej, pod którymi
zwolna dojrzewa pewna swawolność, wesołość rozpierająca ciało i rodząca
potrzebę zgoła nowych, gwałtownych i ryzykownych ruchów - wszystko to
przekupuje, przekonywa i zachęca do przyjęcia, do pogodzenia się z
eksperymentem życia. I jeszcze jedno. Nemrod zaczyna rozumieć, że to, co
mu się tu podsuwa, mimo pozorów nowości jest w gruncie rzeczy czymś, co
już było - było wiele razy - nieskończenie wiele razy. Jego ciało
poznaje sytuacje, wrażenia i przedmioty. W gruncie rzeczy to wszystko
nie dziwi go zbytnio. W obliczu każdej nowej sytuacji daje nura w swoją
pamięć, w głęboką pamięć ciała, i szuka omackiem, gorączkowo - i bywa,
że znajduje w sobie odpowiednią reakcję już gotową: mądrość pokoleń,
złożoną w jego plazmie, w jego nerwach. Znajduje jakieś czyny, decyzje,
o których sam nie wiedział, że już w nim dojrzały, że czekały na to, by
wyskoczyć. Sceneria jego młodego życia, kuchnia z wonnymi cebrami, ze
ścierkami o skomplikowanej i intrygującej woni, z kłapaniem pantofli