WoźŸnica nachylił się z wysokiego kozła. Miał twarz drobną, czerwoną i

dobroduszną. - Pojedziemy, paniczu? - zapytał. Powóz zadygotał we

wszystkich stawach i przegubach swego wieloczłonkowego ciała i ruszył na

lekkich obręczach. Ale kto w taką noc powierza się kaprysom

nieobliczalnego dorożkarza? Wśœród klekotu szprych, wśœród dudnienia pudła

i budy nie mogłem porozumieć się z nim co do celu drogi. Kiwał na

wszystko niedbale i pobłażliwie głową i podśœpiewywał sobie, jadąc drogą

okrężną przez miasto. Przed jakimœś szynkiem stała grupa dorożkarzy,

kiwając nań przyjaźŸnie rękami. Odpowiedział im coœś radośœnie, po czym nie

zatrzymując pojazdu, rzucił mi lejce na kolana, spuśœcił się z kozła i

przyłączył do gromady kolegów. Koń, stary mądry koń dorożkarski,

oglądnął się pobieżnie i pojechał dalej jednostajnym, dorożkarskim

kłusem. Właœciwie koń ten budził zaufanie - wydawał się mądrzejszy od

woźŸnicy. Ale powozić nie umiałem - trzeba się było zdać na jego wolę.

Sklepy cynamonowe · 第 91 / 145 题