Arendta, kontynuowała jego fantazje. W tej czarnej gęstwinie parku, we

włochatej sierśœci zarośœli, w masie kruchego chrustu były miejscami

nisze, gniazda najgłębszej puszystej czarnoœci, pełne plątaniny,

sekretnych gestów, bezładnej rozmowy na migi. Było w tych gniazdach

zacisznie i ciepło. Siadaliœśmy tam na letnim miękkim œśniegu w naszych

włochatych płaszczach, zajadając orzechy, których pełna była leszczynowa

ta gęstwina w ową wiosenną zimę. Przez zarośœla przewijały się bezgłośœnie

kuny, łasice i ichneumony, futrzane, węszące zwierzątka, œśmierdzące

kożuchem, wydłużone, na niskich łapkach. Podejrzewaliœmy, że były między

nimi okazy gabinetu szkolnego, które choć wypatroszone i łysiejące,

uczuwały w tę białą noc w swym pustym wnętrzu głos starego instynktu,

głos rui, i wracały do matecznika na krótki, złudny żywot. Ale powoli

fosforescencja wiosennego śœniegu mętniała i gasła i nadchodziła czarna i

gęsta oćma przed œświtem. Niektórzy z nas zasypiali w ciepłym œśniegu,

inni domacywali się w gęstwinie bram swych domów, wchodzili omackiem do

ciemnych wnętrzy, w sen rodziców i braci, w dalszy ciąg głębokiego

chrapania, które doganiali na swych spóźŸnionych drogach. Te nocne seanse

pełne były dla mnie tajemnego uroku, nie mogłem i teraz pominąć

sposobnośœci, by nie zaglądnąć na moment do sali rysunkowej,

postanawiając, że nie pozwolę się tam zatrzymać dłużej nad krótką

chwilkę. Ale wstępując po tylnych, cedrowych schodach, pełnych

dźwięcznego rezonansu, poznałem, że znajduję się w obcej, nigdy nie

widzianej stronie gmachu. Najlżejszy szmer nie przerywał tu solennej

ciszy. Korytarze były w tym skrzydle obszerniejsze, wysłane pluszowym

dywanem i pełne wytwornośœci. Małe, ciemno płonące lampy śœwieciły na ich

zagięciach. Minąwszy jedno takie kolano, znalazłem się na korytarzu

jeszcze większym, strojnym w przepych pałacowy. Jedna jego śœciana

otwierała się szerokimi, szklanymi arkadami do wnętrza mieszkania.

Sklepy cynamonowe · 第 88 / 145 题