Splątany gąszcz traw, chwastów, zielska i bodiaków buzuje w ogniu

popołudnia. Huczy rojowiskiem much popołudniowa drzemka ogrodu. Złote

œciernisko krzyczy w słońcu, jak ruda szarańcza; w rzęsistym deszczu

ognia wrzeszczą œświerszcze; strąki nasion eksplodują cicho, jak koniki

polne. A ku parkanowi kożuch traw podnosi się wypukłym garbem-pagórem,

jak gdyby ogród obrócił się we śœnie na drugą stronę i grube jego,

chłopskie bary oddychają ciszą ziemi. Na tych barach ogrodu niechlujna,

babska bujnośœć sierpnia wyolbrzymiała w głuche zapadliska ogromnych

łopuchów, rozpanoszyła się płatami włochatych blach listnych, wybujałymi

ozorami mięsistej zieleni. Tam te wyłupiaste pałuby łopuchów wybałuszyły

się jak babska szeroko rozsiadłe, na wpół pożarte przez własne oszalałe

spódnice. Tam sprzedawał ogród za darmo najtańsze krupy dzikiego bzu,

œśmierdzącą mydłem, grubą kaszę babek, dziką okowitę mięty i wszelką

najgorszą tandetę sierpniową. Ale po drugiej stronie parkanu, za tym

matecznikiem lata, w którym rozrosła się głupota zidiociałych chwastów,

było śœmietnisko zarosłe dziko bodiakiem. Nikt nie wiedział, że tam

właśœnie odprawiał sierpień tego lata swoją wielką pogańską orgię. Na tym

œśmietnisku, oparte o parkan i zarośœnięte dzikim bzem, stało łóżko

skretyniałej dziewczyny Tłui. Tak nazywaliśœmy ją wszyscy. Na kupie

œśmieci i odpadków, starych garnków, pantofli, rumowiska i gruzu stało

zielono pomalowane łóżko, podparte zamiast brakującej nogi dwiema

starymi cegłami. Powietrze nad tym rumowiskiem, zdziczałe od żaru, cięte

błyskawicami lœśniących much końskich, rozwœścieczonych słońcem,

trzeszczało jak od nie widzianych grzechotek, podniecając do szału.

Sklepy cynamonowe · 第 10 / 145 题