Podzielone na pola energetyczne i drżące od napięć, pełne było utajonej

dynamiki. Rysowały się w nim diagramy wichury, która sama niewidoczna i

nieuchwytna, ładowała krajobraz potęgą. Nie widziało się jej. Poznawało

się ją po domach, po dachach, w które wjeżdżała jej furia. Jeden po

drugim strychy zdawały się rosnąć i wybuchać szaleństwem, gdy wstępowała

w nie jej siła. Ogałacała place, zostawiała za sobą na ulicach białą

pustkę, zamiatała całe połacie rynku do czysta. Ledwie tu i ówdzie giął

się pod nią i trzepotał, uczepiony węgła domu, samotny człowiek. Cały

plac rynkowy zdawał się wybrzuszać i lśœnić pustą łysiną pod jej

potężnymi przelotami. Na niebie wydmuchał wiatr zimne i martwe kolory,

grynszpanowe, żółte i liliowe smugi, dalekie sklepienia i arkady swego

labiryntu. Dachy stały pod tymi niebami czarne i krzywe, pełne

niecierpliwośœci i oczekiwania. Te, w które wstąpił wicher, wstawały w

natchnieniu, przerastały sąsiednie domy i prorokowały pod rozwichrzonym

niebem. Potem opadały i gasły nie mogąc dłużej zatrzymać potężnego tchu,

który leciał dalej i napełniał cały przestwór zgiełkiem i przerażeniem.

Sklepy cynamonowe · 第 125 / 145 题