ROZDZIAŁ IX.

A gdy już miał Szaman wychodzić z Anhellim na gwiazdy, pocieszywszy

niektóre więźnie, usłyszał szczęk wielki w jednym z korytarzów.

Więc obróciwszy się do jednego z tych co szli zanim, spytał go:

coby to było, ów szczęk żelaza i bicie? a zaś aresztant

odpowiedział: karzą jednego z nas.

Zapewne starca, który wczoraj nie chciał pracować dla święta

Boskiego, pędzą przez łańcuchy.

A udawszy się na miejsce męki Szaman z Anhellim, ujrzeli w korytarzu

dwa szeregi ludzi stojących z łańcuchami w ręku, każdy w postawie

człowieka co się zamierza uderzyć.

I ujrzeli postępujących naprzód dwóch żołnierzy z lampami, a we

środku za niemi obnażonego po pas człowieka z broda siwą.

A za każdym krokiem gdy się przybliżał, słychać było uderzenie

łańcucha, i szczęk drugi wychodzący z chudéj piersi bitego starca.

Gdy zaś już był u końca kary, i zostawało mu zaledwie dziesięć

kroków lub mało więcéj, usłyszał Anhelli dwa uderzenia słabsze

jakoby dane przez ludzi litośnych.

Lecz starzec odebrawszy je upadł krzyżem na ziemi i był martwy.

Więc owi dwaj młodzieńcy którzy go uderzyli litośnie padli mu na

ramiona i położyli się na trupie wołając jeden i drugi: mój ojcze!...

I odwrócił się Szaman, a spojrzawszy na Anhellego nakrył mu głowę

poła szaty swojéj....

I kazał się wynieść duchom niebieskim, a otworzywszy oczy Anhelli

zobaczył śnieg i gwiazdy.

I przekonany był że widzenie kopalni snem było, albowiem nie

wiedział jak z nich wyszedł.

Anhelli · 第 16 / 30 题