ROZDZIAŁ X.

A oto wygnańcy owi w szopie śniegowéj, w niebytności Szamana

kłócić się zaczęli pomiędzy sobą, i podzielili się na trzy gromady;

a każda z nich myślała o zbawieniu ojczyzny!

Więc pierwsza na czele miała Grafa Skir, który utrzymywał stronę

tych co się przebiorą w kontusze i nazywać się będą szlachtą, jakby

z Lachem na nowo przybyli do kraju pustego.

A druga miała na czele żołnierza chudego, imieniem Skartabellę, który

chciał ziemię podzielić i ogłosić wolność chłopów, i równość

szlachty z żydami i z cyganami.

A trzecia na czele swoim miała xiędza Bonifata, który chciał kraj

zbawić modlitwa i na ocalenie kraju podawał sposób jedyny, iść

i ginąć nie broniąc się, jak męczennicy.

Te więc trzy gromady zaczęły być między sobą niezgodne w duchu,

i kłócić się poczęły o zasady.

A oto druga owa gromada uzbroiwszy się w siekiery, wyszła w pole

odgrażając się, że u pierwszych dowie się jaka jest krew, drugim

zaś da to czego żądają: męczeństwo.

Lecz nim przyszło do walki, a umysły już były rozgrzane, zgodzono

się za poradą któregoś z tych co był z trzeciéj gromady, aby rzecz

tę przez sąd Boga rozstrzygnąć.

I rzekł do nich ów doradzca: oto postawmy trzy krzyże na

naśladownictwo męki Pana naszego, i na tych trzech drzewach

przybijmy po jednemu z najmocniejszych w każdéj gromadzie rycerzy;

a kto najdłużéj żyć będzie przy tym zwycięztwo.

A że umysły tych ludzi były jakoby w stanie pijanym, znaleźli się

trzéj rycerze, którzy za swoje przekonanie śmierć ponieść chcieli

i być ukrzyżowanymi, jako Chrystus Pan przed wiekami.

Postawiono więc trzy krzyże z najwyższego jakie było w tym kraju

drzewa, i wystąpili trzéj męczennicy po jednemu z każdéj gromady;

wszakże nie wybrani losem, lecz z własnéj woli. Nie byli to gromad

wodzowie, lecz jedni z najmniejszych.

Kiedy więc cieśle postawili krzyże na wysokiém wzgórzu sniegowém,

odezwał się głos z nieba jakoby wicher, pytając: co czynicie? lecz

go ci ludzie nie przelękli się.

I zawieszono na krzyżach ludzie owe obłąkane, i przybito im ręce

ćwiekami; a ten co był na prawo krzyczał: równość! a ten co był

z lewéj krzyczał: krew! wiszący zaś pośrodku mówił: wiara!

I tłumy stały w milczeniu pod krzyżami czekając co się stanie,

i tak je noc zastała na śniegu, a była wielka ciemność

i okropne milczenie.

Aż o północy zorza borealna rozciągnęła się na całéj niebios

półowicy, i ogniste wystrzeliły z niéj miecze; a wszystko stało

się czerwone i te krzyże z męczennikami.

Wtenczas strach jakiś ogarnął tłumy i rzekły: źle czyniémy! godziż

się aby za nasze wiary ci ludzie ginęli niewinni?

I przeraziły się zgraje mówiąc do siebie: oto umierają i nie skarżą

się.

Rzekli więc do tych co byli ukrzyżowani: chcecie, a zdejmiemy was?

lecz ci im nic nie odpowiedzieli, będąc już umarłymi.

A poznawszy to rozbiegły się zgraje pełne przerażenia, a żaden

z tych co uciekali nie odwrócił głowy, aby spojrzeć na martwe

i umęczone. Zorza je czerwieniła, zostali sami.

A właśnie wtenczas Szaman z Anhellim powracali z wędrówki

podziemnéj, i zadziwili się postrzegłszy na ognistych niebiosach

trzy czarne krzyże, i rzekli z przestrachem: co się stało?

A przyszedłszy bliżéj strwożyli się widząc na krzyżach ciała

trupów, i poznali w nich swoje znajome; więc Szaman usiadłszy

pod krzyżami płakał...

A powstawszy rzekł do Anhellego: oto mi duch Boży oznajmił winę

tego ludu, i wiem dla czego tych ludzi ukrzyżowano; lecz ażeby

ciała ich nie ucierpiały jakiéj nowéj sromoty, zdejmiemy je

i zaniesiemy na cmentarz.

Niech mają spoczynek w ziemi, albowiem w dobréj wierze na śmierć

się wydali, i nie będzie im to na potępienie ale na zagładę

grzechów. Krzyż je oczyścił.

Tak mówiąc zdejmowali owe zmarzłe i skościałe na krzyżu,

i przenosili je na dawne grobowisko wygnańców.

Anhelli · 第 17 / 30 题