ROZDZIAŁ VII.

I rzekł Szaman: oto już nie będziemy cudów okazywać, ani mocy

Bożéj, która w nas jest, ale płakać będziemy; bo zaszliśmy do

ludzi którzy nie widzą słońca.

Ani nauk im dawać należy, bo ich więcéj nauczyło nieszczęście;

ani nadziei im dawać będziemy, bo nie uwierzą. W dekrecie co

je potępił napisano było: na wieki!...

Oto są kopalnie Sybiru!

Stąpaj tu ostrożnie, bo ta ziemia brukowana jest ludźmi

spiącymi. Słyszysz? oto oddychają głośno, a niektórzy z nich

jęczą i gadają przez sen:

Jeden o matce swojéj, drugi o siostrach i braciach, a trzeci

o domie swoim i o téj którą miłował sercem, i o łanach gdzie

mu się zboże kłaniało jak panu swemu, i szczęśliwi są teraz

przez sen... lecz się obudzą.

W innych kopalniach wyją zbrodniarze; lecz ta jest tylko grobem

synów ojczyzny i pełna cichości.

Łańcuch co tu szczęka smutny ma głos, a w sklepieniu są różne

echa, i jedne echo które mówi: żałuję was.

Gdy się litował Szaman, weszli strażnicy i żołnierze z lampami

budzić spiące do pracy.

Powstali więc wszyscy z ziemi i rozbudzili się, i szli jak

owce ze spuszczonemi głowami, oprócz jednego który nie wstał,

bo był umarł we śnie.

Więc przystąpiwszy Anhelli do tych co szli na pracę z młotami,

zapytał jednego z nich cichym głosem; kto był ten umarły

i z jakiéj choroby skończył.

Na to mu odpowiedział człowiek blady i aresztant.... Ten

o którego pytasz, xiędzem był, ja go znałem; spowiadał żonę

moją i dzieci w ojczyźnie.

A gdy przyszła wojna siadł na koń z krzyżem w ręku i z bosemi

nogami; a gdy był ogień, przed szeregami stał, krzycząc: za

ojczyznę!... za ojczyznę!

I przywołał go Biskup i wydał katom w ręce, ale wprzódy zdjął

z niego poświęcenie na rynku miejskim i wypuścił z rak pastorał

i omdlał.

A katy pochwycili człowieka Bożego i wepchnęli go w ciasną siermięgę,

a potém go w niéj zamknęli z trudnością, bo był otyły ten człowiek,

i stał bez ruchu jak rzecz martwa.

Więc przywieziono go do kopalni, i udawał że mu jest dobrze na sercu;

alem ja widział że był blady i smutny.

I poddał się rozpaczy i sechł jak stare drzewo. A przystąpiwszy raz do

niego rzekłem: bój się Boga! dla czego się gryziesz?

I rzekł mi z wielką tajemnicą, jak człowiek obłąkany: zapomniałem

wyrazów pacierza... i pogroziwszy mi palcem abym był cicho, odszedł.

I zobaczyłem go raz że brał w ciemności ołów zgniły i truciznę owa

pożywał.

A po kilku dniach rumieniec ceglany wyszedł mu na twarz, a ciało opadło

na kościach jak zmoczone płótno namiotu, oczy zaś miał błyszczące.

A dziś nie wiem jak umarł, bo oto spałem przy nim, a nie słyszałem aby

choć westchnął.

A jeżeli macie serce żałujcie go, bo go znam, był człowiek uczciwy.

Więc Anhelli obróciwszy się do Szamana rzekł: to samobójca!

Lecz Szaman zasłonił oczy i podniósłszy kawałek ołowiu z ziemi

rzekł: ten ołów zabójcą jest i doradcą złym, bo mówił: weź mię

i zjedz, jam jest końcem i spokojnością.

Ten ołów oszukańcem jest, bo się udał przed człowiekiem za Boga,

który sam tylko cierpienie kończy na wieki i serce uspakaja.

A przeklęty, kto przed najmniejszym wichrem pada na ziemię i łamie

się!..... podobny strzaskanéj kolumnie.

Lecz przed wichry silnemi i wam padać wolno... będziecie żałowani.

Cóż więc! odmówią wam poświęconego cmentarza? kto wie jaki jest sen

w niepoświęconéj mogile?

Wszakże lepiéj jest umierać w gromadce dzieci i wnucząt które

płaczą.... i patrzeć na rozwijanie się drzew wiosennych, i mieć

godzinę cichą.

Gdy tak mówił Szaman, otoczyli go kołem nędzarze i rzekli: dobrze

nauczasz, jesteś człowiekiem z serca, a może przysłanym od Boga.

Więc oto wiedz, że przed pięcią dniami upadła skała i zawaliła

jeden z korytarzów, gdzie pracował człowiek pewny stary z pięcią

synami, a strażnicy nie chcą jéj rozwalić prochem mówiąc: to

długa praca, niech umrze.

A my stajemy co dnia przy owéj skale słuchać czy jeszcze żyją;

lecz nie słychać nic w téj jaskini, nawet jęku.

Jeżeliś jest człowiek Boży odwal kamień; może jeszcze żyje ojciec

lub które z dzieci jego.

Spraw przynajmniéj zadziwienie katom naszym uwolniwszy tych ludzi,

albowiem pomrą z głodu.

Przyprowadzili więc Szamana ku owéj skale i stało się wielkie

milczenie, a Szaman podniosłszy oczy w górę modlił się.

I przyszedł wiatr podziemny i wywrócił skałę, tak że otworzyła

się czeluść ciemna i głęboka, a żaden w nią nie śmiał wstąpić

najpierwszy.

Więc Szaman wziąwszy kaganiec wszedł do lochu po rozwalonych

kamieniach, a za nim Anhelli i więźniowie.

I okropny ujrzeli widok! Oto na ciele najmłodszego syna leżał

ojciec, jak pies co położy łapy na kości i gniewny jest.

A oczy tego ojca otwarte błyszczały jak szkło, a czworo innych

umarłych leżało w bliskości leżąc jedni na drugich.

I spojrzawszy na nie Szaman rzekł: co uczyniłem? Oto ojciec żyje

a synowie pomarli już. Dla czegożem się modlił!

Tak mówiąc wyszedł z lochu, a połowa zgrai szła za nim.

Anhelli · 第 14 / 30 题