I rzekł Szaman: oto już nie będziemy cudów okazywać, ani mocy
Bożéj, która w nas jest, ale płakać będziemy; bo zaszliśmy do
ludzi którzy nie widzą słońca.
Ani nauk im dawać należy, bo ich więcéj nauczyło nieszczęście;
ani nadziei im dawać będziemy, bo nie uwierzą. W dekrecie co
je potępił napisano było: na wieki!...
Oto są kopalnie Sybiru!
Stąpaj tu ostrożnie, bo ta ziemia brukowana jest ludźmi
spiącymi. Słyszysz? oto oddychają głośno, a niektórzy z nich
jęczą i gadają przez sen:
Jeden o matce swojéj, drugi o siostrach i braciach, a trzeci
o domie swoim i o téj którą miłował sercem, i o łanach gdzie
mu się zboże kłaniało jak panu swemu, i szczęśliwi są teraz
przez sen... lecz się obudzą.
W innych kopalniach wyją zbrodniarze; lecz ta jest tylko grobem
synów ojczyzny i pełna cichości.
Łańcuch co tu szczęka smutny ma głos, a w sklepieniu są różne
echa, i jedne echo które mówi: żałuję was.
Gdy się litował Szaman, weszli strażnicy i żołnierze z lampami
budzić spiące do pracy.
Powstali więc wszyscy z ziemi i rozbudzili się, i szli jak
owce ze spuszczonemi głowami, oprócz jednego który nie wstał,
bo był umarł we śnie.
Więc przystąpiwszy Anhelli do tych co szli na pracę z młotami,
zapytał jednego z nich cichym głosem; kto był ten umarły
i z jakiéj choroby skończył.
Na to mu odpowiedział człowiek blady i aresztant.... Ten
o którego pytasz, xiędzem był, ja go znałem; spowiadał żonę
moją i dzieci w ojczyźnie.
A gdy przyszła wojna siadł na koń z krzyżem w ręku i z bosemi
nogami; a gdy był ogień, przed szeregami stał, krzycząc: za
ojczyznę!... za ojczyznę!
I przywołał go Biskup i wydał katom w ręce, ale wprzódy zdjął
z niego poświęcenie na rynku miejskim i wypuścił z rak pastorał
i omdlał.
A katy pochwycili człowieka Bożego i wepchnęli go w ciasną siermięgę,
a potém go w niéj zamknęli z trudnością, bo był otyły ten człowiek,
i stał bez ruchu jak rzecz martwa.
Więc przywieziono go do kopalni, i udawał że mu jest dobrze na sercu;
alem ja widział że był blady i smutny.
I poddał się rozpaczy i sechł jak stare drzewo. A przystąpiwszy raz do
niego rzekłem: bój się Boga! dla czego się gryziesz?
I rzekł mi z wielką tajemnicą, jak człowiek obłąkany: zapomniałem
wyrazów pacierza... i pogroziwszy mi palcem abym był cicho, odszedł.
I zobaczyłem go raz że brał w ciemności ołów zgniły i truciznę owa
pożywał.
A po kilku dniach rumieniec ceglany wyszedł mu na twarz, a ciało opadło
na kościach jak zmoczone płótno namiotu, oczy zaś miał błyszczące.
A dziś nie wiem jak umarł, bo oto spałem przy nim, a nie słyszałem aby
choć westchnął.
A jeżeli macie serce żałujcie go, bo go znam, był człowiek uczciwy.
Więc Anhelli obróciwszy się do Szamana rzekł: to samobójca!
Lecz Szaman zasłonił oczy i podniósłszy kawałek ołowiu z ziemi
rzekł: ten ołów zabójcą jest i doradcą złym, bo mówił: weź mię
i zjedz, jam jest końcem i spokojnością.
Ten ołów oszukańcem jest, bo się udał przed człowiekiem za Boga,
który sam tylko cierpienie kończy na wieki i serce uspakaja.
A przeklęty, kto przed najmniejszym wichrem pada na ziemię i łamie
się!..... podobny strzaskanéj kolumnie.
Lecz przed wichry silnemi i wam padać wolno... będziecie żałowani.
Cóż więc! odmówią wam poświęconego cmentarza? kto wie jaki jest sen
w niepoświęconéj mogile?
Wszakże lepiéj jest umierać w gromadce dzieci i wnucząt które
płaczą.... i patrzeć na rozwijanie się drzew wiosennych, i mieć
godzinę cichą.
Gdy tak mówił Szaman, otoczyli go kołem nędzarze i rzekli: dobrze
nauczasz, jesteś człowiekiem z serca, a może przysłanym od Boga.
Więc oto wiedz, że przed pięcią dniami upadła skała i zawaliła
jeden z korytarzów, gdzie pracował człowiek pewny stary z pięcią
synami, a strażnicy nie chcą jéj rozwalić prochem mówiąc: to
długa praca, niech umrze.
A my stajemy co dnia przy owéj skale słuchać czy jeszcze żyją;
lecz nie słychać nic w téj jaskini, nawet jęku.
Jeżeliś jest człowiek Boży odwal kamień; może jeszcze żyje ojciec
lub które z dzieci jego.
Spraw przynajmniéj zadziwienie katom naszym uwolniwszy tych ludzi,
albowiem pomrą z głodu.
Przyprowadzili więc Szamana ku owéj skale i stało się wielkie
milczenie, a Szaman podniosłszy oczy w górę modlił się.
I przyszedł wiatr podziemny i wywrócił skałę, tak że otworzyła
się czeluść ciemna i głęboka, a żaden w nią nie śmiał wstąpić
najpierwszy.
Więc Szaman wziąwszy kaganiec wszedł do lochu po rozwalonych
kamieniach, a za nim Anhelli i więźniowie.
I okropny ujrzeli widok! Oto na ciele najmłodszego syna leżał
ojciec, jak pies co położy łapy na kości i gniewny jest.
A oczy tego ojca otwarte błyszczały jak szkło, a czworo innych
umarłych leżało w bliskości leżąc jedni na drugich.
I spojrzawszy na nie Szaman rzekł: co uczyniłem? Oto ojciec żyje
a synowie pomarli już. Dla czegożem się modlił!
Tak mówiąc wyszedł z lochu, a połowa zgrai szła za nim.