I tak odbywali Szaman z Anhellim wędrówkę po ziemi smutnéj i po
gościńcach pustych i pod szumiącemi lasami Syberyi; spotykając ludzi
cierpiących i pocieszając ich.
A oto jednego wieczora przechodzili około cichéj i stojącéj wody, nad
którą rosło kilka wierzb lamentujących i mało sosen.
A Szaman ujrzawszy wyskakujące rybki ku zorzy wieczornéj rzekł: oto
widzisz tę płotkę co przeleciała przez powietrze i znów utonęła.
A teraz opowiada siostrom swoim na dnie że zobaczyła niebo i opowiada
o niebie różne rzeczy i s tego ma sławę między inszemi rybkami.
Słuchając więc powieści o niebiosach zapłyną do sieci i jutro będą
przedawane na rynku.
Nie jestże to nauka dla ludzi, i dla tych którzy za ludźmi
rozpowiadającemi o Bogu i o niebiosach wędrują girlandami a tak dają
się ułowić sieciom ludzkim i przedawani są.
A chorobą zgubną mówię: jest melancholija i zamyślenie się zbytnie
o rzeczach duszy.
Dwie są bowiem melancholije: jedna jest z mocy, druga ze słabości;
pierwsza jest skrzydłami ludzi wysokich, druga kamieniem ludzi
topiących się.
Mówię ci o tém; albowiem poddajesz się smutkowi i tracisz nadzieję.
Tak mówiąc nadeszli na gromadę Sybirców którzy łowili ryby
w jeziorze. A rybacy owi spostrzegłszy Szamana przybiegli ku niemu
mówiąc: Królu nasz! opuściłeś nas dla ludzi obcych i smutni jesteśmy
nie widząc ciebie między nami.
Zostań przez te noc a zastawiémy wieczerzę i pościelemy ci łoże
w łodzi.
Usiadł więc Szaman na ziemi a kobiety i dzieci rybaków otoczyły go
i zadawały mu różne pytania na które Szaman odpowiadał z uśmiechem,
bo były błahe.
Lecz po wieczerzy gdy wstał xiężyc i rozciągnął swoje światło po
gładkiéj wodzie, jakoby gościniec złoty ku południowi:
Kobiety i dzieci zaczęły gadać smutniéj, mówiąc: oto opuściłeś
nas! i nie robisz więcéj cudów między nami.
Więc zaczęliśmy wątpić o rzeczach wiary, i wątpiémy nawet czy jest
w nas jaka dusza.
Na to Szaman uśmiechnąwszy się rzekł: chcecież abym duszę pokazał
oczom waszym?
A wszystkie dzieci i kobiety zawołały zgodnie: chcemy! uczyń to!
Obróciwszy się więc Szaman do Anhellego rzekł: cóż uczynię z tą
zgrają kawek? Chceszli abym ciebie uśpił i duszę twoją wywoławszy
z ciała pokazał ją tym ludziom.
Anhelli odpowiedział mu: czyń jak ci się podoba, jestem w twojéj
mocy.
Przywoławszy więc Szaman jedne dzieciątko z gromady, posadził je
na piersiach Anhellemu, który się był położył jak do snu, i rzekł
do owego dzieciątka:
Oto połóż twe rączki na czole tego młodzieńca i zawołaj go trzy razy
imieniem Anhelli!
I stało się że na dziecka wołanie wyszedł z Anhellego duch mający
postać piękną i barwy rozmaite i skrzydła białe na ramionach.
A ujrzawszy się wolnym poszedł ów Anioł na wodę i po słupie
światłości xiężycowéj odchodził na południe.
Gdy więc już był daleko i na środku stawu rozkazał Szaman owéj
dziecinie zawołać duszę aby wróciła.
I obejrzał się duch jasny na wołanie dziecka i powracał leniwo
po złotéj fali wlekąc po niéj końce skrzydeł obwisłych ze smutku.
A gdy mu rozkazał Szaman wstąpić w ciało człowieka, jęknął jak
harfa rozbita i wzdrygnął się; lecz posłuchał.
A zbudziwszy się Anhelli, usiadł i zapytał co się z nim stało?
Odpowiedzieli mu rybacy: Panie! widzieliśmy duszę twoję i prosiemy
cię bądź królem naszym! albowiem nie w takiéj jasności ubrani są
królowie Chińscy, jak dusza która jest z twego ciała.
A nie widzieliśmy nic jaśniejszego na ziemi oprócz słońca;
i nic jaśniéj migającego oprócz gwiazd które są różowe i sine.
Skrzydeł takich nie mają łabędzie przelatujące w maju przez ziemię
naszą.
A nawet uczuliśmy woń; jakby woń tysiąca kwiatów i zapach konwalii.
Słysząc o tém Anhelli obrócił się do Szamana i rzekł: prawdaż to
jest? a Szaman rzekł: prawda--opętanyś jest przez Anioła.
Cóż więc zapytał Anhelli uczyniła dusza moją będąc wolną? powiedz,
bo niepamiętam.
Odpowiedział mu Szaman: oto poszła po tym gościńcu złotym co jest
na wodzie od xiężyca i uciekała w tamtą stronę jak człowiek co
się spieszy.
A na te słowa spuścił głowę Anhelli i zamyśliwszy się zaczął
płakać mówiąc: oto chciała powrócić do ojczyzny.