A oto raz nocą, obudził Szaman Anhellego mówiąc mu: nie spij ale chodź
ze mną, albowiem są rzeczy ważne na pustyni.
Wdziawszy więc białą szatę Anhelli udał się za starcem, i szli przy
blasku gwiazd.
Niedaleko więc zaszedłszy ujrzeli obóz cały małych dzieciątek
i pacholąt gnanych na Sybir, które odpoczywały przy ogniu.
A we środku gromadki siedział pop na tatarskim koniu, mający u siodła
dwa kosze z chlebem.
I zaczął owe dzieciątka nauczać podług nowéj wiary ruskiéj i podług
nowego katechizmu.
I pytał dzieci o rzeczy niegodne a pacholęta odpowiadały mu przymilając
się, albowiem miał u siodła kosze z chlebem i mógł je nakarmić;
a były głodne.
Więc obróciwszy się ku Anhellemu Szaman rzekł: powiedz! nie
przebrałże miary ten xiądz zasiewając złe ziarno i każąc czystość
dusz tych maleńkich?
Oto zapomniały już płakać po matkach swoich i tu się wdzięczą do
chleba jak małe szczeniątka; szczekając rzeczy złe i które są
przeciwko wierze.
Powiadając że Car jest głową wiary i że w nim jest Bóg i że nic
nie może rozkazać przeciwko duchowi świętemu, nakazując nawet
rzeczy podobne zbrodniom, albowiem w nim jest duch święty.
Użyję więc przeciwko temu xiędzu, ognia niebieskiego aby go spalić
i stracę go w oczach dzieciątek.
A skoro wyrzekł Szaman słowo przekleństwa zapalił się ów pop na
koniu, i wyszły mu z piersi płomienie które się złączyły
w powietrzu nad głową.
I przelękniony koń unosić go zaczął po stepie palącego się; a potém
wzdrygnąwszy się zrzucił z siebie węgiel siedzący na siodle do
ostatka.
A oto na owym pruchnie człowieka chodziły skry..... jak owe iskierki
które są na spalonym papierze błędne i snujące się w różne strony.
Przybliżywszy się więc Szaman ku dzieciątkom rzekł: nie lękajcie
się; Bóg z wami.
Ogień przestraszył was jak gołąbki spiące, aleśćie zasypiały
w domie pożaru i ciałka wasze już więdły.
I wyciągały do starca raczki owe dzieciny krzycząc: staruszku weź nas
z sobą!
I rzekł Szaman: gdzież was zaprowadzę? oto ja idę w drogę śmierci,
chcecież abym was wziął i ukrył pod płaszczem i wysypał was z poły
mojéj przed panem Bogiem.
Odpowiedziały mu dzieciątka: weź nas i zaprowadź nas szerokiemi
gościńcami aż do matek naszych.
I wszystkie krzyczeć zaczęły z wielka dumą: my Polaki odprowadź nas
do ojczyzny i do matek naszych--aż Szaman począł płakać uśmiechając
się...
I nie mógł odejść bo mu jedna dziecina usnęła na płaszczu, i na pole
płaszcza jego, wtenczas gdy rozmawiał.
A przybywszy kozacy patrzali w zadumieniu na owe dzieło; i zaczęli
odganiać dzieciątka od ludzi obcych, nie śmiejąc jednak bić żadne
pamiętni na ów ogień.