ROZDZIAŁ III.

A oto raz nocą, obudził Szaman Anhellego mówiąc mu: nie spij ale chodź

ze mną, albowiem są rzeczy ważne na pustyni.

Wdziawszy więc białą szatę Anhelli udał się za starcem, i szli przy

blasku gwiazd.

Niedaleko więc zaszedłszy ujrzeli obóz cały małych dzieciątek

i pacholąt gnanych na Sybir, które odpoczywały przy ogniu.

A we środku gromadki siedział pop na tatarskim koniu, mający u siodła

dwa kosze z chlebem.

I zaczął owe dzieciątka nauczać podług nowéj wiary ruskiéj i podług

nowego katechizmu.

I pytał dzieci o rzeczy niegodne a pacholęta odpowiadały mu przymilając

się, albowiem miał u siodła kosze z chlebem i mógł je nakarmić;

a były głodne.

Więc obróciwszy się ku Anhellemu Szaman rzekł: powiedz! nie

przebrałże miary ten xiądz zasiewając złe ziarno i każąc czystość

dusz tych maleńkich?

Oto zapomniały już płakać po matkach swoich i tu się wdzięczą do

chleba jak małe szczeniątka; szczekając rzeczy złe i które są

przeciwko wierze.

Powiadając że Car jest głową wiary i że w nim jest Bóg i że nic

nie może rozkazać przeciwko duchowi świętemu, nakazując nawet

rzeczy podobne zbrodniom, albowiem w nim jest duch święty.

Użyję więc przeciwko temu xiędzu, ognia niebieskiego aby go spalić

i stracę go w oczach dzieciątek.

A skoro wyrzekł Szaman słowo przekleństwa zapalił się ów pop na

koniu, i wyszły mu z piersi płomienie które się złączyły

w powietrzu nad głową.

I przelękniony koń unosić go zaczął po stepie palącego się; a potém

wzdrygnąwszy się zrzucił z siebie węgiel siedzący na siodle do

ostatka.

A oto na owym pruchnie człowieka chodziły skry..... jak owe iskierki

które są na spalonym papierze błędne i snujące się w różne strony.

Przybliżywszy się więc Szaman ku dzieciątkom rzekł: nie lękajcie

się; Bóg z wami.

Ogień przestraszył was jak gołąbki spiące, aleśćie zasypiały

w domie pożaru i ciałka wasze już więdły.

I wyciągały do starca raczki owe dzieciny krzycząc: staruszku weź nas

z sobą!

I rzekł Szaman: gdzież was zaprowadzę? oto ja idę w drogę śmierci,

chcecież abym was wziął i ukrył pod płaszczem i wysypał was z poły

mojéj przed panem Bogiem.

Odpowiedziały mu dzieciątka: weź nas i zaprowadź nas szerokiemi

gościńcami aż do matek naszych.

I wszystkie krzyczeć zaczęły z wielka dumą: my Polaki odprowadź nas

do ojczyzny i do matek naszych--aż Szaman począł płakać uśmiechając

się...

I nie mógł odejść bo mu jedna dziecina usnęła na płaszczu, i na pole

płaszcza jego, wtenczas gdy rozmawiał.

A przybywszy kozacy patrzali w zadumieniu na owe dzieło; i zaczęli

odganiać dzieciątka od ludzi obcych, nie śmiejąc jednak bić żadne

pamiętni na ów ogień.

Anhelli · 第 10 / 30 题