II.

_O zarobku._

Oprócz pożyczki ograniczonej na mniej liczny zastęp podupadłych

rolników, dających rękojmię oddania onej, najdzielniejszym środkiem

wsparcia w czasie głodu jest nastręczenie zarobku biednym. Zważywszy

jednak, że przy niedostatku powszechnym prywatni ludzie ograniczając ile

możności wydatki swoje do miary nieodzownej potrzeby -- już przeto

uszczuplają wszelki zarobek w lepszej dobie dostatni; -- obowiązek

obmyślenia wystarczającego ubogim zarobku spada zupełnie na rząd

krajowy.

Łącząc względy dla ubogich z pilnem baczeniem, ażeby środkiem zarobku

były prace dla powszechnego dobra podjęte, -- *wolno* na cele takie nie

skąpić wydatków, bo fundusz na pożytek kraju wydany, nie wydatkiem jest

*ale posiewem*.

Niepodobna wyliczać wszelakich zajęć, jakieby głodnym w trudnéj chwili

nastręczyć mogły zarobku; wszędzie je poda sama miejscowość i

usposobienie ludności. Jak wszakże i ta w wyborze środków roztropnie

działać należy, przytoczymy dla przestrogi, że czasu ciężkiego na

Szląsku głodu 1847 r. urzędnicy prascy uchwaliwszy bezwzględnie ścinanie

i rąbanie drzewa w lasach jako środek zarobku dla mdłych, źle odzianych

i do téj ciężkiéj pracy nienawykłych tkaczów, -- wywołali słusznie

okrzyk bolesnego współczucia u filantropów i uczonych całej Europy. Dziś

też jeszcze statystyka nie może się dorachować, czy więcej biednych

tkaczów wymarło tam z głodu, czy z wysilenia i zaziębienia przy rąbaniu

drzewa!

Mądrej przezorności świetny stawia przykład miasto _Lyon_ we Francyi

czasu głodu 1837, i najlepszy to nam wzór, jak można _wielką_ niedolę --

_małemi_ ukoić środkami!

Skutkiem handlowego przesilenia w Ameryce, -- w samym _Lyonie_ 20.000

wyrobników straciło nagle zarobek. Urządzono komitet; -- składki i dary

możnych dobroczyńców przyniosły znaczny, ale w obec tak wielkiéj niedoli

bardzo niedostateczny fundusz 126.600 franków. Ubytek zaś zarobku

nieszczęśliwych wyrobników fabrycznych wynosił miesięcznie _dwa

miliony_; -- a kryzys ta okropna *trwała ośm miesięcy*!

Fundusz zebrany wprost jako jałmużna rozdany, byłby zaledwie _na

czternaście dni_ wystarczył zgłodniałym. Więc zarządzono różne budowy,

bądź rzeczywiście pilno potrzebne, bądź takie, któreby zresztą za lat

kilka dopiero podjęto.

Budowano tedy olbrzymią szopę na skład towarów, budowano redutę

forteczną, -- bito drogę użyteczną, sypano groblę, -- urządzono smętarz

a powoli zachęcono zamożniejszych fabrykantów do otworzenia napowrót

warsztatów choć nadzieja zysków ledwie w dalekiéj się jawiła

przyszłości. W rozkładzie robót bardzo roztropnie żonatym dawano zarobek

przy pracach w samem mieście, -- bezżennych zaś wyprawiono do odległych

robót i tam, żeby ich nie oddawano na pastwę nie sumiennym szynkarzom,

komitet pobudował baraki w różnych przestrzeniach, gdzie dostarczoną

przez ajentów swoich żywność i napoje po stałych a umiarkowanych cenach

przedawano robotnikom.

Tym sposobem żywiąc tysiące głodnych przez ośm miesięcy, -- z

uzbieranych składek zaledwie tylko 55.000 franków użyto w pomoc na

wyżywienie najuboższych; -- 25.000 dano na zasiłek bankom zastawniczym;

resztę zaś 46.000 franków przechowano korzystnie i użyto na wsparcie,

gdy 1840 roku nowe przesilenie handlowe wyrobników lyońskich znowu

pogrążyło w nędzę.

Po wszystkie czasy wszędzie czasu głodu budowanie dróg i komunikacyj

wodnych za najpożyteczniejszy sposób wsparcia ubogich uznawano; -- ten

to *duch roztropnej dobroczynności* dał początek bitym drogom w naszem

podgórzu wschodniego Bieszczadu; -- on stworzył dzieła olbrzymie we

Francyi; on kilku milionami szterlingów w roku 1847 uchronił od głodowej

śmierci biedną Irlandyę, zbogaciwszy ją podziwiania godnym systemem

urządzeń wodnych i osuszeń niepożytej wartości; -- tego to ducha

świetnym pomnikiem stanęła droga żelazna szczytem _Semeringu_. *Oby ten

duch błogosławiony natchnął serca posłów naszych a w uchwałę sejmu

wionął odwagę roztropnej hojności!* Kraj nasz byłby ma wdzięcznem polem

działania, bo u nas bardziej niż gdziekolwiek niedostatek komunikacyj

lądowych i wodnych jest jedną z głównych zawad rozwoju dobrobytu kraju.

Główna droga wzdłuż kraju od granicy Szląska do Lwowa bieżąca, od czasu

urządzenia równoległej z nią drogi żelaznej zeszła do bardzo podrzędnej

dla handlu wartości i już na dobre miejscami trawą porasta; a droga

żelazna jeżeli dotąd nie jest -- jak powinna -- prądem rucha

ożywiającego krajowe gospodarstwo, to przeważnie dla tego, że budowy

dróg nowych nie ujęto wszędzie w system, nowemu temu prądowi handlu

odpowiedni, że tej _żelaznej kości pacierzowéj_ nie wsparto zewsząd

_dotycznemi żebrami_ dróg bieżących w prostopadłym na linię kolei

żelaznej kierunkn, z północnych i południowych kończyn kraju.

Na wschodzie kraju, gdy kolej ode Lwowa do Czerniowiec stanie, lepszy

już będzie stósunek dróg do niej dotycznych, czyli dojazdów do stacyj

kolei. Wielka w tem zasługa br. Gołuchowskiego, wielka -- choć na razie

jak to zwykle u nas bywa -- nie powszechnie uznana.

Co może zdziałać silna wola jednego człowieka wiedziona myślą dla kraju

życzliwą, dowodzi jego chwalebna o drogi krajowe troskliwość.

W przeciągu 82 lat (od 1773 do 1855) wybudował rząd we wschodniej połaci

Galicyi, od Sanu po Czerniowce i Brody razem 233 mil drogi bitej; -- a

hr. Gołuchowski podczas namiestnictwa swego wybudował równie dobrze

bitych dróg w tej samej części kraju w pięcia latach 1855 -- 1859 mil

94! --

Takie urządzenie dobrej w kraju komunikacyi wielkiem jest dziś już

dobrodziejstwem, i coraz lepiej wpływ onego na dobrobyt kraju poznawanym

będzie.

Nakład na drogi te był według okolicy różny; a że dziś wiadomość o tem

odświeżyć w pamięci nie będzie bez pożytku, podajemy z urzędowych

sprawozdań, że w przecięciu mila drogi takiej kosztowała:

w Przemyskiem 25,000 fl. austr.

„ Żółkiewskiem 22,000 „ „

„ Brzeżańskiem 42,000 „ „

„ Czortkowskiem 21,000 „ „

„ Kołomyjskiem 22,000 „ „

{ 30,000 „ „

w Stanisławowskiem { 16,000 „ „

{ 9,000 „ „

w ogólności tedy w przecięciu po 25,000 fl. austr.; razem tedy za budowę

94 mil wydano do 3 milionów! Z dumą spełnionego obywatelskiego obowiązku

mogą też ziemianie i włościanie wskazywać na to wielkie dzieło ofiary

swojej, bo ani rząd, ani fundusz krajowy nie wsparł ich w tym wydatku;

jest to dzieło ich osobistej pracy i własnego grosza!

Pomimo takiego wysilenia, dosyć tam jeszcze na tem ważnem polu zostało

pracy i zarobku dla głodnych Pokucian.

Udział hr. Gołuchowskiego w Komisyi głodowej jest nam też rękojmią, że

ten wielkiej wagi dział pracy dobra powszechnego nie zostanie na wiosnę

odłogiem.

Ważne już prace dokonano na podgórzu w Samborskiem, Stryjskiem,

Stanisławowskiem i Kołomyjskiem; ale jeżeli drogi tameczne mają być

istotnie pożytecznemi arteryami prądu handlowego z Węgrami, toby

skorzystać należało sejmowi naszemu z rzadkiej w stosunkach naszych

dogodności, że równocześnie obraduje teraz sejm węgierski, -- i odnieść

się drogą właściwą do niego, żeby uwzględniając równe dla obu krajów

pożytki z ustalenia dobrych dróg handlowych, zarządził bez zwłoki

wykończenie połączeń dróg z Turki przez Uszok do Unghwaru; ze Stryja

przez Klimiec do Munkacza; i najważniejszej ze wszystkich z Kołomyi i

Stanisławowa przez Delatyn i Jabłonicę do Szygetu.

Wszystkie te drogi wiodą w żyzny, błogosławiony kraj _nadcisański_;

najważniejszą zaś nazwaliśmy drogę z Jabłonicy do Szygetu już przeto, że

niebawem od Tokaju budowaną będzie kolej żelazna przez Szyget do

Czerniowiec i Zaleszczyk. Ta tedy droga ożywiłaby ruch handlowy w

zakąciu naszego wiecznie biednego Podgórza, a wyprawienie jej od

Rosolnej do Nadwornej, a od Prutu po Jabłonkę, dostarczyłoby na razie

dostatniego zarobku rzeźkim, a tak ubogim na dołach *Hucułom*!

Szczególny to zaścianek kraju naszego to gniazdo Hucułów, ludu bojowego

bajecznej przeszłości, rozsiadłego w 114 wsiach i sześciu miasteczkach.

Stolicę on sobie obrał -- jak orzeł -- na szczycie *Czarnohory* (6488

stóp wysokiej) we wsi Żabiu na siedmiu górach rozsiadłej, do fundacyi

dobroczynnego zakłada St. hr. Skarbka należącej. Wieś to największa w

Galicyi, bo 1200 budynków mieszkalnych liczy z ludnością 5000.

Debry Czarnej góry i całego *Czarnego lasu* w Kołomyjskiem były pod

koniec jeszcze zeszłego wieku postrachem dla podróżnych i mieszkańców

całego tam podgórza -- jako siedlisko _Opryszków_, z którymi _Dobosz_,

ten Rinaldo galicyjskiej Rusi, w zuchwałe zagony zapędzał się na rozbój

aż do _Szygetu_ w Węgrzech, a najczęściej na doły Pokucia. Pamiętają

jeszcze ze zgrozą starcy w owych stronach, z jakiem wysileniem a jak

długo pasował się rząd austryacki z tymi zuchwalcami!

Dziś w pieśniach ludu żyje tam jeszcze postać _Dobosza_, a Huculi dziś

tylko z ubóstwa już słyną. Nieskorych do pracy, a zawsze do lekkiego

chleba z myśliwstwa pochopnych, rozbrojono ostatecznie w roku 1848 z

_krisiw_ (strzelb) tak, że dziś tylko topór i toporek im został, a do

świątecznego stroju za pasem nóż obosieczny!

Zboża nie siewają wcale, -- a _pruć_ ziemię uznają za grzech. Chleb też

u nich powszedni to lepienina z otrąb, brukwi i kapusty; bardzo często

głód im dojmuje, a w roku 1859, gdy przecie w całym kraju nie było

niedostatku, -- dzieci tam trawą żyły, a starsi łażąc po drzewach, młode

liście bukowe objadać musieli![*]

Mój Boże, -- cóż tam się dziać będzie na wiosnę, gdy *nawet na dołach* w

całem Pokuciu głód teraz w styczniu już dojmuje? -- Na te góry

Huculszczyzny pilniejszą niż gdziekolwiek indziej zwrócićby należało

baczność, -- zatrudnićby ich najlepiej tam w górach, -- niechby nie

musieli spuszczać się za chlebem „_na doły_” -- chleb by im raczej

wysłać tam na „_werchy_”!.....

Wszakżeby tam mogli wyprawiać drogę do Szygetu.

Ale pamiętamy, jak tam niedawno, gdy zarząd dóbr _fundacyi Skarbka_

przedał zręby w lasach Żabijskich, żydkowie do cięcia drzewa wysokiem

mytem zwabili wielu Hucułów, ale w szynkach swoich i kramach żywności,

niesłychanie drogą ceną cały im zarobek tak zapełnię znowu odbierali, że

ci biedacy po kilkomiesięcznej pracy obdarci a ubożsi niż przedtem do

domów wracali.

[Footnote *: Według świadectwa X. Witwickiego parocha w *Żabiu*.]

Dla tego też godziłoby się, żeby komitety na przestrzeniach wyprawy dróg

własne pourządzali baraki i żywność tam zdrową a posilną po stałych i

umiarkowanych cenach robotnikom przedawali. Najwłaściwiejby tam dawać

należało tak zwane _rumfordskie polewki_. --

Pomysł ten naukowo uzasadniony, anglika hrabi _Rumfort_, ministra

Elektora bawarskiego, od końca zeszłego wieku wszędzie dotąd okazał się

zbawiennym i wielce dobroczynnym. Czasu głodu 1847 roku w stolicy

Bawaryi żywiono tym pokarmem dziennie po 16,000 lodzi zgłodniałych -- i

przeżywiono ich zdrowo; -- a po 80 leciech ani postęp nauki chemii ani

doświadczenie -- *tańszej* niewymyśliły żywności.

Radzilibyśmy przeto trzymać się i u nas tej utartej, wszędzie dotąd

błogosławionej metody; -- i jeżeli się komitety Wydziału krajowego

zajmować będą zakupnem żywności, to lepiej niż zboże kupować oprócz

chleba, mięso, groch, krupy i t. p. i w różnych okolicach Pokucia

zakładać magazyny żywności tych dla _kuchni ubogich_. Kuchnie zaś takie

zakładaćby należało systematycznie w dobrze obmyślanych przestrzeniach

kraju -- ciągłym łańcuchem od _Kut_ aż po _Sanok_.

Zwracamy też uwagę na uderzający, a tylko w szczególnych stosunkach

naszego krajowego gospodarstwa zawsze czasu głodu powtarzający się fakt,

że kiedy ziarno chlebne drożeje, -- bydło wszelkie tanieje i do istnie

marnej ceny spada. Otóż wielkąby to było dla sprawy żywienia głodnych

pomocą, a dla funduszu krajowego znakomitą oszczędnością, gdyby

zakupowano tamże bydło rogate i skopy, i bądź świeże, bądź solono lub w

inny sposób konserwowane mięso na cały czas przednowku dla pożywienia

głodnych chowano i w należytym stosunku do _zupy rumfordskiej_ dodawano.

Obok wielu ważnych względów, niepoślednim i ten być powinien, iżby

wprowadzeniem mięsa, strączkowizn i innych w skład _zupy rumfordskiej_

wchodzących silnych pożywień -- oszczędzono kartofli i tak nie

posilnych, a właśnie dla tego w czasie niedostatku innej żywności, w

niepomiernej zwykle mnogości zjadanych. Pamiętajmy przecie, że na zasiew

wiosenny oprócz owsa głównieby kartofle przechować należało. Jest

nadzieja, że owsa -- ale też w tym roku _tylko owsa_ -- dostarczą nam

podostatkiem sąsiednie *kraje Zabrane*, jak to mamy z świeżych

handlowych sprawozdań; -- ale zkąd dostaniemy kartofli -- gdy zwłaszcza

ciężkiego tego, wodnistego towaru z dalekiej odległości nawet koleją

żelazną sprowadzać niepodobna?

Niechcemy się tu zabawiać rozwlekłem objaśnianiem sposobów urządzania

„_kuchni ubogich_” i przyrządzania różnych odmian polewki rumfordskiej.

Jeśli się myśl nasza ujmie w kraju, -- udzielimy w osobnej rozprawie

opis doświadczeń zebranych w różnych krajach, gdzieśmy wielokrotnie z

zamiłowaniem badali tę ważną sprawę żywienia ubogich.

O Sprawie Glodowej W Galicyi 1866 Luzne Uwagi · 第 27 / 29 题