XI.

Ważniejszem od dróg dla rozwoju krajowego gospodarstwa i ze względu na

zajęcie dla głodnych, bo całej ubogiej ludności wschodniej Galicyi

zupełny nastręczającem zarobek -- byłoby urządzenie komunikacyj wodnych

i bardzo pilne zniewodnienie porzeczysk Dniestru, Sanu i Bugu.

Te to roboty mieliśmy głównie na względzie żądając z krajowego funduszu

wyznaczenia dwóch milionów na komunikacye lądowe i wodne. Nie wahaliśmy

się zaprojektować tak wysokiéj cyfry pożyczki na ten cel, bo zdaje nam

się, że z potrzebnych krajowi naszemu robót publicznych ani pilniejszéj

ani ważniejszéj nad tę niema -- i jakkolwiek przesadą by się to na pozór

zdawać mogło, to przecie z dobrem sumieniem twierdzimy, iżby sejm na

zabezpieczenie tej pożyczki dwóch milionów nie potrzebował wierzycielom

lepszéj dawać hipoteki, jak te same dziś nieużyteczne bagniska trzech

wspomnionych rzek naszych!

*Naddniestrzańskie moczary* od Sambora po Niżniów, to stracona dla

produkcyi krajowej, zupełnie nieużyteczna dziś przestrzeń 180,000

morgów, a wszakże sam ten już obszar zdobyty dla uprawy, równałby się

bez mała przestrzeni byłego wolnego miasta Krakowa i jego Okręgu; a

bagna te w połączenia z moczarami nad Pełtwią i Bugiem i Małnowskiemi

błotami nad Sanem i Wisznią tworzą przestwór nieużyteczny 450,000

morgów; a w oddanych cywilizacyi rolniczéj tych bagniskach zmieściłyby

się wszakże trzy udzielne państewka niemieckie: bo całe księstwo

Gotajskie Koburgów, księstwo Lichtensztejnów i cała dziedzina despoty

heskiego Landgrafa!

Ależ nie w tem tylko strata, że 45 mil kwadr. obszaru w najżyzniejszéj

ziemi kraju naszego ginie dla rolnictwa; -- zabójcze wyziewy z tych

bagnisk dziesiątkują tam ludność, bo febry, zgniłe gorączki, puchlina,

dysenterya i różne cierpienia wątroby stały się tam prawie nieustającemi

miejscowemi chorobami ludu, osiadłego na obrzeżach tych bagien. A i chów

bydła wieść się tam nie może; -- rzadko też kiedy przygasają tam zarazy

tępiące bydło rogate i owce. Świadczą zapiski urzędowe, że z winy

bagnisk naddniestrzańskich w samym obwodzie Samborskim już roku 1799

padło zarazą 40,000 sztuk bydła. Szkoda, że ani w rządzie, ani w

towarzystwach rolniczych nie uznano potrzeby prowadzenia porządnej

statystyki pomoru bydła w tych porzeczyskach po najnowsze czasy; --

niepodobna tedy w ścisłéj liczbie wykazać zgubnego ich wpływu --

niestety wzmagającego się corocznie. Nie ulega bowiem wątpliwości, że

moczary te rozpławiają się *coraz szerzej*.

*Zołokijskie moczary* w Bełzkiem od kilku lat zajęły już w wielu

miejscach nawet ogrody włościańskie, a *bagna Małnowskie* w Przemyskiem

tak się w ostatnich czasach były rozpławiły, że w niektórych wsiach

kobiety chusty prać mogły na progach swych chałup. -- Biada im w tak

nieszczęsnej wygodzie!

O *malarii włoskiej* (_aria cattiva_) mnóstwo dzieł spisano; -- *Maremmy

toskańskie* badał świat uczony całej Europy; -- *błota pontyjskie* w

państwie kościelnem ledwie 6 mil kwadratowych zajmują, a niepokoiły już

Rzymian, i dotąd trapią techników; a choć to trudna sprawa z morzem,

przecie nie ustają wysilenia ku ich zniewodnieniu. O nasze bagna

tylekroć większe, któż do niedawna się troszczył! -- Z obojętnością

Helotów od wieku dajemy gnić i ginąć tam ludziom i zwierzętom! -- Jeżeli

nam kto zarzuci, że przecie foliały protokółów i planów w naszych

urzędach spisano w tej sprawie, to odeprzemy tem gorzej, -- tem gorzej,

że dużo pisano -- a mało zdziałano.

Chyba też żałować wypada, że bagien _piórem_ osuszyć nie można!

Projekt zregulowania rzeki _Wiszni_ w Przemyskiem i osuszenia *błot

Małnowskich* wypracował i przedłożył rządowi krajowemu inżynier Gross w

roku -- jeżeli nas pamięć nie myli 1797, a przecie po dziś dzień ta

Wisznia zabagniła już przeszło *sześć tysięcy morgów* bardzo żyznej

ziemi!

Hydrometryczne pomiary dla zniewodnienia *bagien Żołokijskich*

wypracowano starannie już w roku 1820; a w dziesięć lat później bo 1830

roku poprawiać je musiał sprowadzony umyślnie z wiedeńskiéj politechniki

profesor Purkinie; -- a przecie dziś jeszcze nieprzejrzany okiem jest

obszar bagien żołokijskich. Nieznamy całej ich przestrzeni i tylko

przypadkiem ujrzeliśmy wykaz urzędowy, że spiętrzone groblami i

zastawkami młynarskiemi wody *Żołokii* w jednej części tych bagnisk od

Uhnowa po Krystonopol zalewają 10,000 morgów błogosławionej ziemi! --

Tak tedy czterdzieści lat przeszło ważono, mierzono, pisano i niezdarnie

spierano się ze złą wolą tamecznych młynarzów, aż przecie w roku 1857

energia hr. Gołuchowskiego otrząsła z pleśni gnuśności tę zatęchłą

sprawę. Zajął on się także regulacyą *Wiszni* i pod umiejętnym

kierunkiem inżyniera Kutschery osuszono i kulturze oddano niemal 2000

morgów ziemi, ale wszystkie te prace są dorywczą tylko łataniną starych

błędów techniki i niezaradzą złemu, bo i tę niezaprzeczenie dobrą myśl i

wolę poczciwą cięży stary u nas grzech: *brak* *odwagi do stanowczego

kroku* -- nieodzownej, jedynie zbawiennej *kanalizacyi porzeczysk Sanu i

Bugu*!

Jak szczerze uznajemy wielką zasługę hr. Gołuchowskiego, że wielką mydl

obdarzenia kraju dobremi drogami z bezwzględną, -- a w takich sprawach

konieczną przeprowadził energią, -- tak znowu żalu ukryć nie możemy, że

sprawy dróg wodnych równie gorliwem nie objął uznaniem, czy też do

przeprowadzenia zamiarów swoich nie znalazł energicznych i zdolnych

wykonawców! Urzędowa Gazeta Lwowska w onym czasie bez ogródki wypisywała

zdanie, oczywiście z góry sobie natchnione, że zniewodnienie bagnisk pod

względem ważności sprawy tej dla kraju, nie może bynajmniej iść w

porównanie z ważnością dróg bitych. Widać ztąd, że sprawę komunikacyj

wodnych lekceważono wówczas nawet u góry. Aliści nie słusznie, bardzo

niesłusznie! Jest ona trudniejszą, ale niemniej ważną! Korzyść bowiem z

należytego zniewodnienia wspomnionych bagnisk byłaby dwojaka: raz, że

osuszenie przestrzeni 450,000 morgów ziemi dziś zupełnie nieużytecznej

-- gdybyśmy po osuszeniu, -- tylko po 40 fl. mórg cenili -- zbogaciłoby

majątek kraju o *ośmnaście milionów* guld. austr. -- a powtóre, że gdyby

przetór dla zniewodnienia bagnisk kopany *uczyniono spławnym*, jak to

dawno uczynić należało, ważność jego jako drogi handlowej byłaby

niezawodnie znakomitą i wróciłaby z lichwą wydatek urządzenia. Przy

dotychczasowym zaś systemie cząstkowego osuszania tych bagnisk,

przedstawiają się one istnie jako bezdenne topiele, pochłaniające

ogromne kapitały z bardzo małym lub wcale żadnym dla kraju pożytkiem.

Topieliska _Zołokii_ nieudolnie poskromiło obniżenie zastawek

młynarskich, aleby uskromiło stanowczo *zupełne młynów onych usunięcie*,

do czego równeby kraj miał prawo, jak ma kolej żelazna do wywłaszczania

wszelkich przedmiotów na wytkniętej drodze zawadzających. Marnie

stracono summy na ćwierć mili kanału przy Wiszni w Przemyskiem w roku

1847 wydane, bo rów niezdarnie wybrany, piaski do szczętu zasnuły; -- a

sami wreszcie rządowi technicy dziś już uznają, że *przetór Dniestru pod

Hordynią* przez lat 10 (1830 -- 1840) mozolnie kopany, nie na wiele się

przydał, choć 100,000 flor. kosztował.

Zasadnieby się wziąć do rzeczy należało! Główne źródło złego upatrujemy

w Dniestrze i jego dzikich dopływach. Leniwy prąd Dniestru dólnego w

Podolskiej równinie nieodpowiada bystrości górskich dopływów _Strwiąża_,

_Bystrzycy_ i dzikiego _Stryju_, w górny Dniestr, -- zwłaszcza pod

prostym kątem wpadających; więc też zapora, jaką dopływy te spotykają w

łożu Dniestru, zrządza nieustannie wylewy i zatopy obrzeżnej

przestrzeni; a *Wisznia* od północnego stoku Chyrowskiego działu,

krętemi wyrwami pogórza od Chyrowa ku Lwowu w licznych garbach

rozsiadłego, mozolnie przedzierająca się do *Sanu* za Radymnem, po

każdem wezbraniu wody, rozpławiać się musi po nizinnych polach, i coraz

szerzej podtapia gębczasty czarnoziem onej okolicy. Dla tego to

niemyślimy bynajmniej projektu naszego przystrajać szumnym frazesem o

połączeniu Czarnego morza z Bałtyckiem; -- ale poprostu miejscowy tylko

mając na oku interes, radzimy w archiwach Namiestnictwa lwowskiego z

70-letniego prochu odgrzebać projekt inżyniera Grossa, by Dniestr przez

Wisznię *spławnym* kanałem połączyć ze Sanem; w drugim zaś kierunku

radzimy od Dniestru korytem *Weresznicy* i *Pełtwi* bić kanał do *Bugu*.

O tym kanale nie pomyślał jeszcze żaden austryjacki inżynier, ale mamy

to z kronik, że sprowadzony z Francyi inżynier _Wilhelm le Vasseur de

Beauplan_ już w XVII wieka gorąco go *Władysławowi IV* zalecał. Gdyby

jeszcze ujścia _Stryju_ i _Złotej Lipy_ przekopami, pod ostrym kątem do

Dniestru zwiedziono, wyżej wspomnione dwa kanały odprowadzając wody

Strwiąża i górnego Dniestru do Sanu i Bugu, osuszyłyby niewątpliwie cały

obszar zabagnionej ziemi, a żyznym ziemiom: Samborskiej, Przemyskiej i

Żółkiewskiej dałyby skarb nieoceniony taniej a wygodnej drogi handlowej.

Byleby też Sejm zdobył się na odwagę, a rząd po szerokim świecie

zdolnych poszukał inżynierów, tobyśmy prędzej na tych kanałach, niż na

marudnym Dniestrze ujrzeli pożyteczny ruch statków parowych!

Godziłoby się już przecie wziąść na uwagę, że Galicya, jako kraj

podgórski, z kilkuset źródlisk z wnętrza Karpat wyłonionych, w całej

swojej przestrzeni tylu rzekami i rzeczkami zalewana, dwa morza wodami

swojemi bogaci, a *sama z tych wód żadnego nie ma pożytku*! Czyliż

pomimo piętrzących się potrzeb i wymagań czasu, mimo postępu nauk

technicznych, -- poglądając z zachwyceniem na srebrzyste wstęgi

przeczystych wód naszych, zawsze z westchnieniem żalu wymawiać im

będziem: _Sic vos non vobis_? --

A wszakżeż to nie takie straszne rzeczy, jak się na pozór wydaje!

Sprawienie jednej mili drogi żelaznej kosztuje pół miliona guldenów; --

przywykliśmy już uważać to za słuszną cenę i setną już taką milę budują

nam w kraju, i jeszcze więcej ich żądamy; a przecie kanał ani 1/5 by nie

kosztował. Nie żałujmyż go tym zaściankom ziemi naszej, które go mieć

mogą, mieć powinny, -- a dróg żelaznych mieć nigdy nie będą.

Rząd Polski w Kongresówce w przeciągu lat siedmiu (1823 -- 1830)

wybudował *kanał Augustowski* łączący Niemen z Wisłą. Pracowało tam

rocznie po siedm tysięcy ludzi pod kierunkiem oficerów inżynieryi wojska

polskiego. Piękny to pomnik ich nauki! Wielu z nich szukało (1831)

przytułku w Galicyi właśnie w onym czasie, kiedy się tu mozolono

Hordyńskim przekopem Dniestru, i trapiono Żołokijskiemi młynami.

Ówczesny system nie umiał czy nie chciał cenić nauki.... wydalono ich z

kraju! Belgia i Szwajcarya sławne z wysokiego wykształcenia

technicznego, nie pogardziły wiedzą tułaczów; -- umiano ich użyć, i oba

kraje chlubią się dziś dziełami ich pracy!

Kanał Augustowski wcale nieoszczędnie budowano; wiele tam ozdób

zbytecznych. Nadto w skład jego wchodzą dwie rzeki _Netta_ i _Hańcza_ i

dziewięć jezior. Śluz tam 18, wszystkie murowane z ciosa i cegły

wodotrwałej, mostów zwodowych 14, zwyczajnych 65; najmniejsza szerokość

kanału 42 stóp; najmniejsza głębokość wody stóp pięć; -- a cały ten

kanał 14 mil długi kosztował przecie *tylko* dziesięć miljonów złotych

polskich, czyli dwa i pół miljonów fl. austryackich. O ileżby mniéj

kosztował kanał podobny od Dniestru do Sanu w odległości mil dziewięciu

tylko -- ? A jakże oprócz przewozu zboża i drzewa byłby pożyteczny do

przewozu soli, a pośrednio do zniżenia jej ceny!

W sprawozdaniu ministra skarbu Królestwa Polskiego czytamy, że przewóz

soli kanałem Augustowskim w porównania z kosztem transportu na kołach,

przy 61,600 centnarach oszczędza rządowi rocznie 106,000 złot. pols.!

Podnieśliśmy ten szczegół rozmyślnie; -- boć *kanał Samborski* dotarłby

właśnie do głównych żup soli i do najbogatszych źródlisk nafty, -- tych

obu dziś największych skarbów ziemi naszej! A właśnie oba te towary

najwłaściwiejby przewozić wodą. A ileżby zyskało rolnictwo Samborskie,

gdyby włościanie zamiast -- jak dotąd mitrężyć furmanką, -- lepiej roli

pilnowali!

Ale może kto zarzuci, że takich robót nie można przedsiębrać bez długich

a oględnych przygotowań, a tu głodni już giną! A no, przecież się do

nich już 70 lat gotujemy, a najwięcej czasu wymagające przygotowania, bo

pomiary i niwelacye są przecież gotowe od lat z okładem czterdziestu; --

już się tedy dobrze odleżały! -- Szłoby więc teraz tylko o *decyzyę*.

Kiedy też namyślanie się bez mała stuletnie do celu nie doprowadziło,

toć warto doświadczyć, czy nie lepszy będzie skutek *szybkiego namysłu*?

Do Kwietnia jeszcze dwa miesiące, -- dosyć więc czasu na odpytanie,

odszukanie i przejrzenie planów; a jeźli nam hidrotechników nie staje,

to i na to rada nie zbyt trudna, -- byleby w kołach właściwych

niewłaściwą pychę z serca zrzucono i w uznaniu swojej nieudolności,

bardzo zresztą naturalnej z braku doświadczenia, nie upatrywano ujmy

swojej patentowanej godności. Nie masz na świecie zarozumialszych ludzi

jak Prusacy, a przecie gdy rząd pruski obok wielu innych urządzeń

melioracyjnych, bić kazał kanał łączący Elbę z Wezerą i Renem, dwaj

znakomici inżynierowie pruscy, którym wykonanie dzieła tego powierzono,

prosili przecie rządu, żeby im przed rozpoczęciem pracy obejrzeć

pozwolił sławne zniewodnienia, (*Arterial Drainage*) jakie w Irlandyi w

dziesięciu latach (1842 -- 1852) wykonano.

Odbyli tę podróż w jesieni 1864 r. uprosiwszy sobie za towarzysza i

przewodnika pana _W. T. Mulvany_, który jako członek zarządu budownictwa

w Irlandyi w *Board of Works* w Dublinie, sam wiele spławnych kanałów w

Irlandyi budował, a obecnie jako emeryt osiadł w Düsseldorf nad Renem.

Pod przewodem tego światłego i doświadczonego inżyniera przy życzliwej

uprzejmości władz Irlandzkich obejrzeli technicy pruscy wszystkie

znakomite budowy wodne w Irlandyi w przeciągu dni *czternastu*, a w

sprawozdaniach swoich bardzo zajmujących wyznają z niezwykłą Prusakom

skromnością, że wiedza ich tą podróżą wielce zbogaconą została.

Otóż mamy przykład i godny i nie trudny do naśladowania!

Przy dzisiejszem ułatwieniu podróży mogliby hydrotechnicy nasi odbyć

taką wycieczkę do Irlandyi, -- a choćby też i pana _Mulvany_ do

zwiedzenia naszych bagnisk uprosić -- wszystko to bardzo wygodnie i

dokładnie jeszcze do Kwietnia załatwićby można, -- *byle tylko chcieć*!

Gdyby wreszcie zarzucono, że ta rada nasza wskakuje głodnym nazbyt

odlegle od ich siedzib stanowiska zarobkowania, wyprawiając Pokucian aż

pod Jarosław, odparlibyśmy, że właśnie w tem uznać by należało raczej

jedną z zalet projektu.

Powszechnie czasu głodu uznawano pożyteczność wydalania zwłaszcza nie

żonatych z miejsc niedostatku żywności. Miasta włoskie z chlubnym

wyjątkiem jedynej Florencyi zwykle w czasach głodu wyganiają wszystkich

obcych niezamożnych, nie troszcząc się bynajmniej, jaki los ich spotka

za rogatkami. Tak samo postąpiło miasto Miluza we Francyi w roku głodu

1847.

Taką nieludzkością nigdy Polska nie grzeszyła; ale wydalić głodnych z

miejsc niedostatku w tym celu, ażeby o kilka mil dalej dać im zarobek i

strawę dostatnią, -- to i roztropność zaleca i miłosierdzie doradza.

Niedołęgi mają zwykle na zawołanie dwa ustawicznem używaniem i

nadużywaniem sponiewierane frazesa Rzymian: Zdziwisz się, że małej

rzeczy niezrobili, to pysznie odeprą: _Praetor non curat minima_. A gdy

ważnej sprawie rady nie dadzą, wołają z obłudną skromnością: _In magnis

voluisse sat est._

*Do małych spraw za wielcy, -- do wielkich za mali!* --

Takich nie poruszy głos *Mickiewicza*:

_Człowieku! gdybyś wiedział, jaka twoja władza!_

O Sprawie Glodowej W Galicyi 1866 Luzne Uwagi · 第 28 / 29 题