Nie wnikający głębiej w rozpoznanie biedy -- radzi ją zbywają
lekkomyślnym sądem, że lud u nas nie pracowity, a i w tym sądzie widzą
wedle słów pisma świętego: _źdźbło w oku bliźniego, a belki niewidzą w
oku swojem_!
Rozpoznawszy stan sprawy, powinnibyśmy nieobwiniając się wzajem, zawołać
raczej: Cóż dziw, że opuszczonym i zawiedzionym w owocach pracy, opadły
ręce? że z upadku *wszystkich* wyrodziło się niemęzkie narzekanie, z
próżnych wysileń zniechęcenie, z zawodu zwątpienie a rozpacz z niemocy?
Do zwątpienia przyczynia się równie powszechne jak błędne a zgubne
mniemanie, że *kraj nasz ubogi*. Z żalem słyszymy, że głos taki obija
się nawet o ściany izby sejmowej; kiedy przeciwnie zbawić nas może tylko
silna wiara w *zamożność kraju*, -- i oględne, ale śmiałe odwołanie się
do tej zamożności!
U nas źródłem złego jest ubóstwo *gospodarstwa* krajowego -- nie ubóstwo
kraju.
U nas kraj bogaty -- ale biedne gospodarstwo -- i nie rolne tylko: --
biedne domowe, rolne, rękodzielne, handlowe; -- biedne i społeczne! Te
tedy zasilmy, a usuniemy powód nędzy ludzi!
Niezbadane są wyroki niebios!
Po raz pierwszy od upadku kraju, _na prawdę_ wolno radzić nam o sobie --
a rząd, co dotąd jak zrzędna piastunka, tak twardo na pasku nas wodził,
i nie już działać, ale myśleć nam _bronił_, -- dziś po raz pierwszy
myśleć o sobie nam _każe_!
Może to nie przypadek, -- może palec boży, że właśnie gdy nam w sprawach
kraju po raz pierwszy „*wolne dano pole*”, -- ponure widmo głodu jawi
się pierwsze w izbie sejmowej i -- o pomoc woła! Zważcie posłowie to
wielkie zadanie!
Gdyby tylko bieda chwilowa dobodła gnuśnym, nieopatrznym; -- gdyby to
tylko szło o uciszenie tłuszczy próżniaczej -- jak się indziej wydarza
nie rzadko; -- nie godziłoby się mącić wam natrętnemi radami swobody
umysłu tyle wam potrzebnej; -- tradycyjna u nas serdeczność i hojność
natchnęłaby was do wyznaczenia głodnym zasiłku -- i pracowalibyście
dalej spokojnie „*dziennym porządkiem*!”
Ale gdy tak nie jest, gdy niedostatek jest powszechny, -- gdy zwątpienie
właśnie najpracowitszych owłada, -- nie ograniczajcie pomocy na
zapomodze uchwalonej „dla ludzi,” -- ale ratujcie _warsztaty ich pracy_;
zapomóżcie gospodarstwo krajowe i do trzech milionów na zaradę chwilowej
niedoli, -- uchwalcie siedm na zapomogę rolnictwu i przemysłowi, a dwa
na ułatwienie komunikacyj lądowych i wodnych!
Nie łudzimy się bynajmniej, jakoby proponowana przez nas pożyczka 12
milionów wystarczyć mogła na zupełne pokrycie niedoboru w możliwem
zmnożeniu produkcyi kraju; -- owszem z góry przekonani jesteśmy, że nie
wystarczy. Cyfrę tę podała nam liczba obecnych dochodów kraju; -- na
przedstawianie tej cyfry wpłynął tedy wzgląd przeważny, że tyle możemy
zaciągnąć długu nie przeciążając kraju. Uciążliwość pożyczki wszelkiej
zależy nie od wysokości sumy pożyczonej, lecz od jej użycia. Użyta na
spożycie staje się powodem upadku dłużnika; -- użyta na produkcyę będzie
rosą ożywiającą roślinność i wróci się plonem wierzycielowi a zbogaci
dłużnika!
Dla tego to zalecaliśmy ostrożność z pożyczką, żeby jej nie wydać w
pierwszem uniesieniu szlachetnego współczucia na cele chwilowe, ale
oszczędzić na zasadne o ile można zatkanie źródeł, zkąd coraz szerszym,
coraz groźniejszym nawałem zalewa nas nędza -- coraz częściej jawiąca
się głodem!
W rolnictwie nam się z Anglią nie równać -- skromniejsze też u nas
wymogi. Drenowanie u nas na zachodzie kraju i na garbach kredowych w
ziemi bełzkiej bardzo potrzebne[*]; -- narzędzi lepszych do uprawy roli,
machin do wypełnienia niedostatku rąk, wielki nam niedobór.
Sprawienie dobrego narzędzia, zdobycie się na jakąś machinę ułatwiającą
pracę rolniczą, zawsze jeszcze uważamy za pewien rodzaj zbytku, nie
potrzebnej parady, a często za niedorzeczne nowatorstwo, za ślepe
naśladowanie zagranicznych wymysłów -- i lubią wykrzykiwać rutyniści, że
ojcowie nasi bez tych wymysłów gospodarując, więcej miewali zboża i
większa była zamożność w kraju.
Nie podobna tu rozwodzić się nad rozlicznemi powodami upadku zamożności
ziemian, ale niepodobna nie zarzucić takim wykrzykiwaniom, że mylnie
pojmują stosunek skutku a przyczyny. Sądzą jak rabuliści: _post hoc,
ergo propter hoc_: -- urodziło się po złych narzędziach, więc dla tego
się urodziło!
Niech im wystarczy na razie uwaga, że cokolwiekbądż upadek rolnictwa
spowodowało, właśnie też dlatego, że upadek ten jest oczywistym, --
ratować się trzeba odmiennemi, silniejszemi środkami.
[Footnote *: Ważność tego środka polepszenia roli tak nawet już w
Niemczech uznana, że w Saksonii np. rolnik zadłużony, coby na ogólną
hipotekę swoją pożyczki już nie mógł dostać, -- z łatwością dostanie ją
_na drenowanie_.]
Wielka już w tym względzie różnica w sąsiedniem Królestwie Polakiem,
zwłaszcza w zachodniej jego połaci. Postęp tam godny uwagi i
naśladowania: ale też tam _Bank polski_ podtrzymuje od dawna ziemian
hojnym kredytem i na dogodne wypłaty rozdaje im narzędzia i machiny. A
jakie olbrzymie tam fabryki machin, a ileż tam składów machin
zagranicznych, gdy przeciwnie u nas ani jedna prawie utrzymać się nie
może, chyba postronną, nie rolniczych potrzeb produkcyą. Wiemy bardzo
dobrze, iż brak funduszów nie pozwala wielu ziemianom -- choćby radzi --
zaopatrzyć się w narządy uznanej potrzeby; owóż właśnie dla tego żądamy
pożyczki na takie cele, żądamy opieki kraju -- uchwały sejmu.
Dość wreszcie pojrzeć na Niemców i ich gospodarstwo. Wiadomo przecie
powszechnie, że Niemcy są oszczędni, rachunkowi; że tam właściciele
folwarków po największych części małych, są to ludzie nie goniący za
błyszczeniem, nie paradiery, ale pospolicie skromni, pracowici -- zysku
i tylko zysku dobijający się, w ścisłem znaczeniu słowa spekulanci; a
otóż właśnie u nich najwięcej znajdziemy nowych ulepszonych narzędzi
rolniczych, najwięcej machin, -- i w każdem niemal miasteczku, często
nawet już po wsiach fabryki machin rolniczych.
Mieliśmy sposobność rozpatrzenia się tam na miejscu i wbrew
upowszechnionemu u nas błędnemu mniemaniu, znaleźliśmy tam pomimo
pozornego przeludnienia krajów niemieckich wielki -- większy niż u nas
niedostatek rąk do pracy rolniczej, bo tam już, jak we Francyi lud
wiejski coraz tłumniej ciśnie się do miast bogatych, -- i w
olbrzymiejącym przemyśle fabrycznym lepszego szuka zarobku, niż mu go
rola dać może!
Niemieckich rolników bieda zmusiła do używania machin zamiast rąk.
Czyżby *tylko nam* siła pary nieprzydatną była, kiedy jej miliony ludzi
błogosławią? W całej Galicyi dwie tylko mamy dotąd machinki parowe,
wyłącznie posłudze rolnictwa oddane -- jedną o sile 8 koni w _Opólsku_ w
Żółkiewskiem, drugą od kilka dopiero tygodni w _Wojniczu_ koło Tarnowa.
Wielkiem zwane księstwo Darmstadzkie ledwie dziesiątą część przestrzeni
Galicyi zajmujące -- ma ich 60!
Dla ułatwienia rolnikom kredytu, mamy jedno na cały kraj towarzystwo
kredytowe; -- kiedy np. Saxonia piątą część przestrzeni Galicyi
zajmująca, gdzie rolnictwo zwłaszcza obok bogatego przemysłu podrzędne
dotąd ma stanowisko, jest takich towarzystw kredytowych sześć, a jedno
wyłącznie dla wspomagania urządzeń rolniczo gospodarskich
(Landes-Cultur-Rentenbank)!
W poczet najdzielniejszych środków uśmierzyć biedę kraju zdolnych
liczymy zniesienie ograniczeń podzielności gruntów, -- i z radością
czytamy, że wniosek taki złożono sejmowi.
Ale bardzo ważna i zbawienna ta reforma, którą uchwalając Sejm nasz,
utoruje drogę do naprawienia ciężkich błędów od XVII wieku gospodarstwo
nasze gnębiących, -- jeźli ma nie na szkodę kraju się obrócić, musi w
zastósowaniu swojem znaleźć rolników podtrzymywanych szczerą opieką praw
rolniczych i ułatwień kredytu. Głownem jej zadaniem obok wielu innych --
zastąpić obszar -- usilnością; lecz _bez opieki_ praw i kredytu zamiast
zbawić tych, którychby z kłopotu wywieść miała, -- otworzy tylko wrota
obcym spekulantom i zamiast wesprzeć, -- wywłaszczy.
Nie łudźmy się nadzieją, że stosunki układać się będą do miary naszego
widzenia, -- ale raczej my widzenie nasze układajmy do zmiany stosunków.
Bądźmy pewni, że prąd życia społecznego prze naprzód wytkniętym torem, i
jeżeli z nim rączo podążać nie będziemy, -- przemknie on po głowach
naszych i -- powali nas!
Jeźli nikt nie wątpi, że nam dziś pilno w rolnictwie rutynę zastąpić
_nauką_, to czasby już przestać się łudzić, że słabe siły towarzystw
rolniczych utrzymać zdołają szkoły Dublańską i Czernichowską. Nosi na
ręku matka niemowlę, -- ale próżno siliłaby się miłość macierzyńska na
dźwiganie wyrostka! Dosyć -- ba wiele zasługi towarzystw naszych, że
wychowały te niemowlęta -- i u suchotniczej piersi wykarmiły tak zdrowo!
Dziś już mają prawo zdać na kraj dalsze tych szkół utrzymanie.
Ale utrzymania tego nie zapewni coroczne żebranie; -- trzeba fundusz
stały obymyśleć i wyznaczyć. A toć przecie pojedyncze miasta nasze ze
skromnych funduszów swoich pofundowały szkoły gimnazyalne i utrzymują
dostatnio; -- a _kraj cały_ nie byłby w stanie utrzymać dwóch szkół
rolniczych?
Czasby już zastanowić się nad tem, dlaczego to n nas -- jak w żadnym
innym kraju, prawdziwy proletaryat jeśli jest, -- to w inteligencyi, --
nie w bluzie, ale w szaraczku!
Czasby też obok szkół, co kształcą przeważnie _konsumentów_, urządzić
także szkoły _producentów_! Nie zapominajmy, że jak słusznie ostrzega
_E. Stawiski_: „o ubóstwo narodu rozbijają się wszystkie usiłowania na
polu literatury, sztuki, umiejętności;” ......że jeżeli rolnictwo
zostanie opuszczonem, „to wyrosła ztąd nędza, opuszczenie i niemoc
rozleją się na wszystkie siły całego organizmu, i wszysko zostanie
zgubionem, tak jak najwznioślejsze natchnienia nieśmiertelnego ducha,
kończą się dla ziemi rozbiciem jego materyalnej powłoki”.
Nie rychłobyśmy skończyli, gdyby wyliczać przyszło wszystkie pilne a
ważne roboty, któremiby się źródła niedoli odwieść od kraju godziło -- a
na które trzeba funduszów! Aleśmy tylko ważniejsze chcieli rzucić myśli
co do potrzeb rolnictwa i przemysłu; -- o urządzeniu komunikacyj
lądowych i wodnych pomówimy następnie rozważając potrzebę nastręczenia
głodnym zarobku.