Na wstępie tych uwag (stronnica 2.)wyraziliśmy przekonanie, że
nieurodzaj zboża sam przez się nie sprawi plagi głodowej w kraju; -- już
przeto, że jako objaw normalny w pewnych mniej więcej ustępach czasu
peryodycznie wracający i przemijający, powinien mieć już stałą rubrykę w
budżecie kraju równie jak pojedynczych rodzin, że tedy nigdy nas zejść
nie powinien nieprzygotowanych, jak skrytobójca, ale być przyjętym, jako
jawny, znany wróg. W _urządzonem_ gospodarstwie powinien nieurodzaj
zastać w spichrzu rezerwę ziarna z łońskiego roku, -- albo w trzosie
grosz. Wtedy też tylko głodem dobodzie, gdy tego odporu nie znajdzie. --
Tak u nas bywa niestety! Nam nigdy „_końce się nie schodzą_” choć
przecie jest kapitał ziemi. Ale ziemia to warsztat -- nic więcej. By na
tym warsztacie przy łasce Niebios wyrobić kłos ziarna, nie dość
pracownika, a jemu nie dość potem oblać czoło: wiele, o wiele innych tam
jeszcze potrzeba czynników. O ile też _praca_ jest warunkiem powodzenia
w rolnictwie, o tyle znowu trzeba pewnych warunków, przy których jedynie
praca skuteczną być może. Otóż *niedostatek tych warunków płodności
pracy* głównym niedoli naszéj powodem; ten to niedostatek sprawia, że
choć wdzięczną ziemię mamy i w pracy się nie lenimy, -- lada
niepowodzenie w nędzę nas potrąca.
Rolnictwo nasze żyje z dnia na dzień jak wyrobnik; -- jakże ma zasób na
biedę oszczędzić, jak uróść w zamożność. Nie nasze stósunki galicyjskie
kreślić zamierzył _Edmund Stawiski_, wielkiej zasługi pisarz-ziemianin,
a jakżeż dziwnie trafił do miary naszej niedoli, gdy mówi:
„Między rolnictwem dla opędzenia pierwszych potrzeb życia prowadzonem a
rolnictwem mającem stanowić bogactwo i pomyślność narodu, jest
przestrzeń niezmierna. Pierwsze żyje jak może od dnia do dnia; drugie
aby zakwitło, potrzebuje bezpieczeństwa i pokoju; rękojmi dla mienia,
pracy i osoby rolnika; opieki praw w stósunkach prywatnych i ogólnych.
Opadają ręce, odwaga przedsiębiercza ucieka, gdy owoce długich i
ciężkich usiłowań wystawione są na igraszkę dowolności..... Kiedy takie
powroty złego są ustawiczne nieomal stanem chronicznym, mowy już o
wzroście rolnictwa być nie może, i trzeba energii ducha i natężeń woli,
aby przetrwać złe czasy i z nową dzielnością wziąć się napowrót do
dzieła w lepszej chwili!”
Takiem to życiem żyje rolnictwo n nas od dawna, -- by wszakże dalej nie
sięgać, szczególnie od lat siedemnastu, od chwili zniesienia
pańszczyzny. Ale rozróżniamy wyraźnie: _od chwili zniesienia_, -- nie
zaś _z powodu zniesienia_! -- Jak nie dla tego słota bije w izbę, że
wicher zerwał dach strupieszały; ale dla tego, żeś nowego nie dał!
Stósunek strupieszały wicher czasu obalić musiał, -- na to nie było
rady; ale ztąd zguba, że nie podano ręki rolnikowi, żeby mógł inny
stósunek, nowym pojęciom odpowiedniejszy bez zwłoki nawiązać!
My tak chwalimy Anglię, tak lubimy naśladować Anglię, ale zawsze tylko w
świetnym objawie _gotowych rezultatów_, nie zaś jakby należało -- w
ciężkim tych rezultatów porodzie, a nadewszystko nie w ludu tego mądrej
poradności i roztropnej oględności.
Nie zwrócono u nas dotąd uwagi na uderzające podobieństwo położenia, w
jakiem się równocześnie prawie, bo w 1846-1848 roku znalazło rolnictwo w
_Anglii_ i w _Galicyi_.
Tam odebrano rolnictwu opiekę cła, tu zniesiono pańszczyznę. Zupełnie to
samo: *tu* jak *tam* zdjęto rolnictwu pasek dziecięcy, postawiono na
własne nogi i kazano mu własnych sił próbować.
Jakżeż odmiennie wzięto się do tego *tu* -- a *tam* -- !
*Tam* zrozumiano odrazu, ze po zniesieniu ustaw zbożowych (1846), w obec
na ścież otworzonej konkurencyi zboża zamorskiego, -- przedewszystkiem
trzeba podnieść produkcyę krajową, a przeto zapomódz krajowe rolnictwo.
Cztery też główne, najpilniejsze ku temu parlament uznał i zarządził
środki: _a_) Drenowanie mokrych pól, -- (a taką jest połowa ziemi w
Anglii; _b_)Urządzenia prawodawcze ułatwiające właścicielom ziemi
zaciąganie pożyczki na potrzebne w rolnictwie ulepszenia; _c_)
Upowszechnienie tanich machin i narzędzi i użycie pary do posług w
gospodarstwie rolniczém; -- a wreszcie _d_)wyzwolenie własności ziemi od
wszelkich ścieśnień prawa rozporządzalności i od stosunków
nieprzyjaznych wolnemu rozwojowi rolniczego przemysłu. -- Inżynierowie
rozesłani po kraju z urzędu -- zbadali i przedłożyli plan drenowania
wszelkiej mokrej w państwie ziemi. Wydatki na to potrzebne obliczono na
110 milionów funtów szterlingów, a na rozpoczęcie tej bardzo tam
potrzebnej melioracyi rolniczej wyznaczył parlament zwrotnej zaliczki 4
miliony (40 milionów guld. austr.) -- Ustawa z 28 lipca 1849 regulująca
rozporządzalność własnością ziemi, podniosła znacznie dobrobyt nawet w
ubogiej Irlandyi -- a jak rolnicy tam korzystać umieli z ułatwienia im
pożyczek na ulepszenia gospodarcze, zapiszemy dla przykładu, że obok
upowszechnienia machin i narzędzi -- w latach 1852 i 1853 dzierżawcy
angielscy nie licząc innych pognojów -- na samo Guano peruańskie wydali
5,160.000 funtów szterlingów! (przeszło 200 milionów złotych polskich!)
Tak uzbrojeni mogli stawić czoło niepowodzeniom chwilowym; -- głód też
1854 roku zastał ich przygotowanych i była to plaga na kieszenie, -- ale
nie na życie! Po takiem to zerwaniu się na odparcie złej doli, pogodnem
już okiem poglądać może w przyszłość ta Anglia, która poprzednio pomimo
ochrony celniczej w 20 latach 1836 -- 1855 miała 12 lat ciężkiego
nieurodzaju, -- a z tych siedm lat głodu!
W tym samym czasie i w podobnie krytycznem dla rolnictwa przejścia cóż
uczyniono u nas -- dla nas? --
Włościan usamowolnionych żadna poczciwa dusza nie wzięła za rękę i nie
przewiodła przez śliską kładkę ponad przepaścią „_wolności
próżnowania_”, -- jedynej jaką im dano, bo rozumnego użycia danej
wolności nie nauczono!
Z niedobrej wypuszczeni szkoły, ani wartości czasu cenić nie przywykli,
ani wartości dobrych w *sąsiedztwie* stosunków. -- Bez pracy i bez
miłości -- wyzwoleni nie tylko nie doszli do dobrego bytu, ale
przeciwnie, żyjąc z dnia na dzień, łatwo stają się pastwą złej doli.
Brak miłości, nadto brak zaufania do braci wyziębił im serca i nie
dopuścił stanąć samodzielnie, ale niestety wydając ich na wpływy niecne,
czynił ich dotąd zawsze *złej woli* _celem_ lub _narzędziem_.
Ztądto dziwny, niepojęty objaw, że zbawienna zmiana w ekonomice
ziemiańskiej nie przyniosła dotąd zbawiennych owoców.
Nie chcemy dalej rozglądać strony moralnej, duchowej; -- niech włodarze
ducha ludu Bogu zdają sprawę z swojego na tej niwie włodarstwa. Tu kilka
słów o stronie materyalnej, gospodarczej.
Długo czekano na indemnizacyę za zniesioną pańszczyznę; -- nim ją wydano
-- lichwa strawiła siły ziemian. Nie mogli bowiem ociągać się z
wprowadzeniem nieodzownych w tej zmianie urządzeń. Reforma wymagała na
razie znacznych wydatków: Ręce darme trzeba było bez zwłoki zastąpić
najmem, -- darmy zaciąg kupionym, -- obszar usilnością, -- rutynę nauką!
Pożyczek na te konieczne nakłady nie tylko nie ułatwiono, ale nawet
odbiór przyznanej indemnizacyi utrudniono kosztownemi a mitrężnemi
hipotecznemi restrykcyami, już przeto nie potrzebnemi, że ubytek
pańszczyzny nieuszczuplił przecie, a mógł nawet podnieść wartość ziemi,
-- gdyby w tak stanowczej chwili nie ogołocono ziemian z zasobów, ale
owszem ułatwiono im kredyt.
To istne sekwestrowanie indemnizacyi na spłacanie dawnych długów uważamy
za jeden z głównych powodów zubożenia ziemian i upadku gospodarstwa
rolniczego w kraju naszym.
Jeśli już chciano koniecznie ograniczyć prawo rozporządzania tą
własnością, toćby o dobrych chęciach rządu dla dobrobytu kraju lepiej
było świadczyło rozporządzenie, iż nie wolno indemnizacyi użyć na żaden
inny cel, tylko wyłącznie na urządzenie i zapomożenie gospodarstwa.
Rozporządzenie takie byłoby i wierzycielom polepszyło hipotekę, i nie
obraziło uczucia słuszności. Zajęcie indemnizacyi na spłatę długów w
dziwnej też było sprzeczności z dawnem, mądrem w prawach austryackich
zastrzeżeniem, które nie pozwala grabić rolnikowi zadłużonemu ani bydła
roboczego, ani narzędzi rolniczych.
Zapomniano zupełnie, że indemnizacya za zniesioną pańszczyznę była
wszakże właśnie reprezentantem i ekwiwalentem narzędzi, bydła roboczego
i ręcznej pracy, słowem środków do prowadzenia gospodarstwa rolniczego
nie zbędnie potrzebnych, -- a przecież je grabić dozwolono!
Na domiar upadku rolnictwa, -- podatki już wojnami zmnożone, podniesiono
niepomiernie obowiązkiem spłacania indemnizacyi z funduszów kraju -- gdy
wszakże ustawa kwietniowa 1846 roku spłatę onej _ze skarbu państwa_
przyrzekała!
Dodajmy do tego, że orzeczone już 1848 roku zniesienie służebnictw i
zgubnych dla rozwoju rolnictwa stosunków wspólnej używalności, -- od lat
niemal dwudziestu dotąd nie załatwione, dziś jeszcze jest ropiącą kością
niezgody między dworem a chatą, -- zawadą w postępie gospodarstwa, i
mgłą zaciemniającą pojęcie prawa własności!
Pominiemy już, że w Anglii w skutku zmiany ustaw zbożowych, spotęgowano
rozwój *przemysłu i handlu*; -- bo my dotąd niechcemy zrozumieć, że te
dwa czynniki pomyślności kraju, to nie odrębne od rolnictwa, -- nie obce
mu ciała; -- że owszem to jakoby palce u jednej i tej samej ręki. Każdy
palec pojedynczy może mieć swoje osobne szczególne zalety, -- jeden
przydatniejszy do tego, drugi do owego: -- _ale chléb musisz brać
wszystkiemi!_
Jest też i w tem _boża myśl_, że do rozkazu wyciągamy *jeden palec*, do
zgody zaś, do bratania się podajemy *dłoń całą*!
Więcej też dobra ludzkości przysporzyło braterstwo i miłość, niż jej
narzucono pychą i rozkazem!
Może kiedyś i u nas przyjdzie do równouprawnienia tych trzech czynników
dobrobytu kraju -- w pojęciach naszych, w obyczajach naszych.
Dziś niestety zamiast się łączyć -- boczą od siebie, -- zamiast się
wspierać wyzyskują się wzajem -- i upadają osobno.
Anglia biorąc pożyczkę na zamorskie zboże, daje rękojmię na dymie z
kominów fabrycznych dumnie kłębiącym w obłoki, -- my damy ją chyba na
dymie bijącym z kominów kuchni naszych, -- na dymie ścielącym się pod
strzechą kurnych chatek naszych!
I otóż różnica naszej biédy od biédy -- na Zachodzie. Ale nie jedyna:
Tam biedny bywa tylko wyrobnik przerwą ruchu handlowego pozbawiony
zarobku, -- u nas przeciwnie wyrobnikowi nigdy zarobku nie braknie! --
Tam głodni wołają: _Pracy_; -- my wołamy: _Rąk do pracy!_ -- Tam rękom
brak zajęcia *czasem*, -- u nas rąk zawsze nie staje.
To druga, to wielka różnica.
Tam ziemia uboga, ciągłej wymaga i drogiej podniety, -- nam dobry Bóg
nie poskąpił szczodrości swej darów, a nie poskąpił ani ziemi, ani
ludziom -- a my biedni przecie!
To trzecia, to bardzo zasmucająca różnica!
Czemuż tak? -- kiedy są wszystkie warunki u nas, by ludzie żyli
dostatnio?
Otóż tu źródło naszej niedoli, -- tu rada potrzebna.
Pomoc dana _ludziom_ zaradzi tylko chwilowej potrzebie, ale nie zażegna
licha. U nas ludzie nie powinni cierpieć niedostatku, -- a że przecie
cierpią i tak często, tak dotkliwie cierpią a niepodobna przypuścić,
iżby rozmyślnie na nędzę się narażali: widać przeto, że indziej -- nie w
nich źródło złego bije.