VIII.

Na wstępie tych uwag (stronnica 2.)wyraziliśmy przekonanie, że

nieurodzaj zboża sam przez się nie sprawi plagi głodowej w kraju; -- już

przeto, że jako objaw normalny w pewnych mniej więcej ustępach czasu

peryodycznie wracający i przemijający, powinien mieć już stałą rubrykę w

budżecie kraju równie jak pojedynczych rodzin, że tedy nigdy nas zejść

nie powinien nieprzygotowanych, jak skrytobójca, ale być przyjętym, jako

jawny, znany wróg. W _urządzonem_ gospodarstwie powinien nieurodzaj

zastać w spichrzu rezerwę ziarna z łońskiego roku, -- albo w trzosie

grosz. Wtedy też tylko głodem dobodzie, gdy tego odporu nie znajdzie. --

Tak u nas bywa niestety! Nam nigdy „_końce się nie schodzą_” choć

przecie jest kapitał ziemi. Ale ziemia to warsztat -- nic więcej. By na

tym warsztacie przy łasce Niebios wyrobić kłos ziarna, nie dość

pracownika, a jemu nie dość potem oblać czoło: wiele, o wiele innych tam

jeszcze potrzeba czynników. O ile też _praca_ jest warunkiem powodzenia

w rolnictwie, o tyle znowu trzeba pewnych warunków, przy których jedynie

praca skuteczną być może. Otóż *niedostatek tych warunków płodności

pracy* głównym niedoli naszéj powodem; ten to niedostatek sprawia, że

choć wdzięczną ziemię mamy i w pracy się nie lenimy, -- lada

niepowodzenie w nędzę nas potrąca.

Rolnictwo nasze żyje z dnia na dzień jak wyrobnik; -- jakże ma zasób na

biedę oszczędzić, jak uróść w zamożność. Nie nasze stósunki galicyjskie

kreślić zamierzył _Edmund Stawiski_, wielkiej zasługi pisarz-ziemianin,

a jakżeż dziwnie trafił do miary naszej niedoli, gdy mówi:

„Między rolnictwem dla opędzenia pierwszych potrzeb życia prowadzonem a

rolnictwem mającem stanowić bogactwo i pomyślność narodu, jest

przestrzeń niezmierna. Pierwsze żyje jak może od dnia do dnia; drugie

aby zakwitło, potrzebuje bezpieczeństwa i pokoju; rękojmi dla mienia,

pracy i osoby rolnika; opieki praw w stósunkach prywatnych i ogólnych.

Opadają ręce, odwaga przedsiębiercza ucieka, gdy owoce długich i

ciężkich usiłowań wystawione są na igraszkę dowolności..... Kiedy takie

powroty złego są ustawiczne nieomal stanem chronicznym, mowy już o

wzroście rolnictwa być nie może, i trzeba energii ducha i natężeń woli,

aby przetrwać złe czasy i z nową dzielnością wziąć się napowrót do

dzieła w lepszej chwili!”

Takiem to życiem żyje rolnictwo n nas od dawna, -- by wszakże dalej nie

sięgać, szczególnie od lat siedemnastu, od chwili zniesienia

pańszczyzny. Ale rozróżniamy wyraźnie: _od chwili zniesienia_, -- nie

zaś _z powodu zniesienia_! -- Jak nie dla tego słota bije w izbę, że

wicher zerwał dach strupieszały; ale dla tego, żeś nowego nie dał!

Stósunek strupieszały wicher czasu obalić musiał, -- na to nie było

rady; ale ztąd zguba, że nie podano ręki rolnikowi, żeby mógł inny

stósunek, nowym pojęciom odpowiedniejszy bez zwłoki nawiązać!

My tak chwalimy Anglię, tak lubimy naśladować Anglię, ale zawsze tylko w

świetnym objawie _gotowych rezultatów_, nie zaś jakby należało -- w

ciężkim tych rezultatów porodzie, a nadewszystko nie w ludu tego mądrej

poradności i roztropnej oględności.

Nie zwrócono u nas dotąd uwagi na uderzające podobieństwo położenia, w

jakiem się równocześnie prawie, bo w 1846-1848 roku znalazło rolnictwo w

_Anglii_ i w _Galicyi_.

Tam odebrano rolnictwu opiekę cła, tu zniesiono pańszczyznę. Zupełnie to

samo: *tu* jak *tam* zdjęto rolnictwu pasek dziecięcy, postawiono na

własne nogi i kazano mu własnych sił próbować.

Jakżeż odmiennie wzięto się do tego *tu* -- a *tam* -- !

*Tam* zrozumiano odrazu, ze po zniesieniu ustaw zbożowych (1846), w obec

na ścież otworzonej konkurencyi zboża zamorskiego, -- przedewszystkiem

trzeba podnieść produkcyę krajową, a przeto zapomódz krajowe rolnictwo.

Cztery też główne, najpilniejsze ku temu parlament uznał i zarządził

środki: _a_) Drenowanie mokrych pól, -- (a taką jest połowa ziemi w

Anglii; _b_)Urządzenia prawodawcze ułatwiające właścicielom ziemi

zaciąganie pożyczki na potrzebne w rolnictwie ulepszenia; _c_)

Upowszechnienie tanich machin i narzędzi i użycie pary do posług w

gospodarstwie rolniczém; -- a wreszcie _d_)wyzwolenie własności ziemi od

wszelkich ścieśnień prawa rozporządzalności i od stosunków

nieprzyjaznych wolnemu rozwojowi rolniczego przemysłu. -- Inżynierowie

rozesłani po kraju z urzędu -- zbadali i przedłożyli plan drenowania

wszelkiej mokrej w państwie ziemi. Wydatki na to potrzebne obliczono na

110 milionów funtów szterlingów, a na rozpoczęcie tej bardzo tam

potrzebnej melioracyi rolniczej wyznaczył parlament zwrotnej zaliczki 4

miliony (40 milionów guld. austr.) -- Ustawa z 28 lipca 1849 regulująca

rozporządzalność własnością ziemi, podniosła znacznie dobrobyt nawet w

ubogiej Irlandyi -- a jak rolnicy tam korzystać umieli z ułatwienia im

pożyczek na ulepszenia gospodarcze, zapiszemy dla przykładu, że obok

upowszechnienia machin i narzędzi -- w latach 1852 i 1853 dzierżawcy

angielscy nie licząc innych pognojów -- na samo Guano peruańskie wydali

5,160.000 funtów szterlingów! (przeszło 200 milionów złotych polskich!)

Tak uzbrojeni mogli stawić czoło niepowodzeniom chwilowym; -- głód też

1854 roku zastał ich przygotowanych i była to plaga na kieszenie, -- ale

nie na życie! Po takiem to zerwaniu się na odparcie złej doli, pogodnem

już okiem poglądać może w przyszłość ta Anglia, która poprzednio pomimo

ochrony celniczej w 20 latach 1836 -- 1855 miała 12 lat ciężkiego

nieurodzaju, -- a z tych siedm lat głodu!

W tym samym czasie i w podobnie krytycznem dla rolnictwa przejścia cóż

uczyniono u nas -- dla nas? --

Włościan usamowolnionych żadna poczciwa dusza nie wzięła za rękę i nie

przewiodła przez śliską kładkę ponad przepaścią „_wolności

próżnowania_”, -- jedynej jaką im dano, bo rozumnego użycia danej

wolności nie nauczono!

Z niedobrej wypuszczeni szkoły, ani wartości czasu cenić nie przywykli,

ani wartości dobrych w *sąsiedztwie* stosunków. -- Bez pracy i bez

miłości -- wyzwoleni nie tylko nie doszli do dobrego bytu, ale

przeciwnie, żyjąc z dnia na dzień, łatwo stają się pastwą złej doli.

Brak miłości, nadto brak zaufania do braci wyziębił im serca i nie

dopuścił stanąć samodzielnie, ale niestety wydając ich na wpływy niecne,

czynił ich dotąd zawsze *złej woli* _celem_ lub _narzędziem_.

Ztądto dziwny, niepojęty objaw, że zbawienna zmiana w ekonomice

ziemiańskiej nie przyniosła dotąd zbawiennych owoców.

Nie chcemy dalej rozglądać strony moralnej, duchowej; -- niech włodarze

ducha ludu Bogu zdają sprawę z swojego na tej niwie włodarstwa. Tu kilka

słów o stronie materyalnej, gospodarczej.

Długo czekano na indemnizacyę za zniesioną pańszczyznę; -- nim ją wydano

-- lichwa strawiła siły ziemian. Nie mogli bowiem ociągać się z

wprowadzeniem nieodzownych w tej zmianie urządzeń. Reforma wymagała na

razie znacznych wydatków: Ręce darme trzeba było bez zwłoki zastąpić

najmem, -- darmy zaciąg kupionym, -- obszar usilnością, -- rutynę nauką!

Pożyczek na te konieczne nakłady nie tylko nie ułatwiono, ale nawet

odbiór przyznanej indemnizacyi utrudniono kosztownemi a mitrężnemi

hipotecznemi restrykcyami, już przeto nie potrzebnemi, że ubytek

pańszczyzny nieuszczuplił przecie, a mógł nawet podnieść wartość ziemi,

-- gdyby w tak stanowczej chwili nie ogołocono ziemian z zasobów, ale

owszem ułatwiono im kredyt.

To istne sekwestrowanie indemnizacyi na spłacanie dawnych długów uważamy

za jeden z głównych powodów zubożenia ziemian i upadku gospodarstwa

rolniczego w kraju naszym.

Jeśli już chciano koniecznie ograniczyć prawo rozporządzania tą

własnością, toćby o dobrych chęciach rządu dla dobrobytu kraju lepiej

było świadczyło rozporządzenie, iż nie wolno indemnizacyi użyć na żaden

inny cel, tylko wyłącznie na urządzenie i zapomożenie gospodarstwa.

Rozporządzenie takie byłoby i wierzycielom polepszyło hipotekę, i nie

obraziło uczucia słuszności. Zajęcie indemnizacyi na spłatę długów w

dziwnej też było sprzeczności z dawnem, mądrem w prawach austryackich

zastrzeżeniem, które nie pozwala grabić rolnikowi zadłużonemu ani bydła

roboczego, ani narzędzi rolniczych.

Zapomniano zupełnie, że indemnizacya za zniesioną pańszczyznę była

wszakże właśnie reprezentantem i ekwiwalentem narzędzi, bydła roboczego

i ręcznej pracy, słowem środków do prowadzenia gospodarstwa rolniczego

nie zbędnie potrzebnych, -- a przecież je grabić dozwolono!

Na domiar upadku rolnictwa, -- podatki już wojnami zmnożone, podniesiono

niepomiernie obowiązkiem spłacania indemnizacyi z funduszów kraju -- gdy

wszakże ustawa kwietniowa 1846 roku spłatę onej _ze skarbu państwa_

przyrzekała!

Dodajmy do tego, że orzeczone już 1848 roku zniesienie służebnictw i

zgubnych dla rozwoju rolnictwa stosunków wspólnej używalności, -- od lat

niemal dwudziestu dotąd nie załatwione, dziś jeszcze jest ropiącą kością

niezgody między dworem a chatą, -- zawadą w postępie gospodarstwa, i

mgłą zaciemniającą pojęcie prawa własności!

Pominiemy już, że w Anglii w skutku zmiany ustaw zbożowych, spotęgowano

rozwój *przemysłu i handlu*; -- bo my dotąd niechcemy zrozumieć, że te

dwa czynniki pomyślności kraju, to nie odrębne od rolnictwa, -- nie obce

mu ciała; -- że owszem to jakoby palce u jednej i tej samej ręki. Każdy

palec pojedynczy może mieć swoje osobne szczególne zalety, -- jeden

przydatniejszy do tego, drugi do owego: -- _ale chléb musisz brać

wszystkiemi!_

Jest też i w tem _boża myśl_, że do rozkazu wyciągamy *jeden palec*, do

zgody zaś, do bratania się podajemy *dłoń całą*!

Więcej też dobra ludzkości przysporzyło braterstwo i miłość, niż jej

narzucono pychą i rozkazem!

Może kiedyś i u nas przyjdzie do równouprawnienia tych trzech czynników

dobrobytu kraju -- w pojęciach naszych, w obyczajach naszych.

Dziś niestety zamiast się łączyć -- boczą od siebie, -- zamiast się

wspierać wyzyskują się wzajem -- i upadają osobno.

Anglia biorąc pożyczkę na zamorskie zboże, daje rękojmię na dymie z

kominów fabrycznych dumnie kłębiącym w obłoki, -- my damy ją chyba na

dymie bijącym z kominów kuchni naszych, -- na dymie ścielącym się pod

strzechą kurnych chatek naszych!

I otóż różnica naszej biédy od biédy -- na Zachodzie. Ale nie jedyna:

Tam biedny bywa tylko wyrobnik przerwą ruchu handlowego pozbawiony

zarobku, -- u nas przeciwnie wyrobnikowi nigdy zarobku nie braknie! --

Tam głodni wołają: _Pracy_; -- my wołamy: _Rąk do pracy!_ -- Tam rękom

brak zajęcia *czasem*, -- u nas rąk zawsze nie staje.

To druga, to wielka różnica.

Tam ziemia uboga, ciągłej wymaga i drogiej podniety, -- nam dobry Bóg

nie poskąpił szczodrości swej darów, a nie poskąpił ani ziemi, ani

ludziom -- a my biedni przecie!

To trzecia, to bardzo zasmucająca różnica!

Czemuż tak? -- kiedy są wszystkie warunki u nas, by ludzie żyli

dostatnio?

Otóż tu źródło naszej niedoli, -- tu rada potrzebna.

Pomoc dana _ludziom_ zaradzi tylko chwilowej potrzebie, ale nie zażegna

licha. U nas ludzie nie powinni cierpieć niedostatku, -- a że przecie

cierpią i tak często, tak dotkliwie cierpią a niepodobna przypuścić,

iżby rozmyślnie na nędzę się narażali: widać przeto, że indziej -- nie w

nich źródło złego bije.

O Sprawie Glodowej W Galicyi 1866 Luzne Uwagi · 第 24 / 29 题