9. Ze wszystkich zalecanych dotąd sposobów szczędzenia chleba,
najważniejszym, a znikąd w wątpliwość nie podawanym, znikąd nie
atakowanym jest zakaz sprzedawania chleba _świeżego_; -- jedynąby mu
zarzucić można niedogodność, że wymaga nieubłaganie surowej kontroli
policyi.
Nie będziemy się zapuszczali w uczone wywody chemistów dowodzących, dla
czego chleb nie świeży strawniejszy jest i sytniejszy. Dla celu pisma
naszego wystarczy podać fakt, że tak jest. Poświadczą nam to niezawodnie
gospodynie nasze; i między nami trudnoby znaleść takiego, coby faktu
tego z własnego nie mógł stwierdzić doświadczenia; -- ale mniej wiadomem
będzie, jak ważnym jest wpływ takiego zakazu w ekonomice krajowej.
Anglia w ciągłym niedostatku zboża, często głodem trapiona, wielokrotnie
sprawdziła u siebie, że ścisłem przestrzeganiem takiego zakazu oszczędza
się w roku *czternastodniową* potrzebę chleba, a zatem 1/26 rocznej
potrzeby chleba w kraju. Poświadcza to znakomity, a w obliczeniach
swoich bardzo sumienny dostojnik Anglii, ekonomista *Tooke* z akt
urzędowych. Poznamy wielką ważność tej oszczędności, obliczywszy
potrzebę chleba kraju naszego. Chroniąc się pozoru wszelkiej przesady,
liczymy na codzienną konieczną potrzebę zdrowego, zupełnie nie
pracującego żebraka, oprócz innej strawy, 1 funt chleba dziennie; --
potrzeba na to rocznie 2 korce żyta. Ludność Galicyi -- 4 i pół miliona
-- spożywa tedy oprócz innej strawy, li-tylko chlebem 9 milionów korcy
żyta.
Gdyby tedy nikt w kraju przez rok cały nie jadł chleba świeżego tylko
czerstwy, oszczędziłaby Galicya 346,154 korcy żyta, to jest więcej niż
wysiewają rocznie żyta obwody: Brzeżański, Stryjski, Stanisławowski,
Czortkowski, Tarnopolski i Kołomyjski razem! Pomiar katastralny wykazuje
na przestrzeni tych sześciu, 495-3/4 mil kwadratowych zajmujących
obwodów 1,833,800 morgów roli. Przyjąwszy tedy w trzech-polowem
gospodarstwie połowę ozimego zasiewu na żyto, wypadnie 305,633 korcy
żyta. Gdy wszakże zważymy, że na rozległem podgórza Stryjskiego,
Stanisławowskiego i Kołomyjskiego obwodu, bardzo mało żyta uprawiają, --
okaże się, iżeśmy za mało liczyli i w oszczędność wykazaną bez przesady
załiczyć mogli jeszcze potrzebę siewnego ziarna żyta w siódmym obwodzie
Samborskim.
W Anglii w czasie głodu nie wolno sprzedawać chleba aż we 24 godzin po
wyjęcia z pieca. Naśladują tę mądrą przezorność niektóre kraje
niemieckie, ale że oni wszystko chcą lepiej wiedzieć i gruntowniej
robić, więc dopiero po upływie 48 godzin chleb sprzedawać pozwalają. W
*Sztutgardzie* nie podobała się ta nowość Szwabom tak dalece, że w roku
1847 wojsko musiało osłaniać piekarnie i siłą broni w ulicach utrzymywać
powagę mądrej i zbawiennej ustawy; -- przeciwnie w światlejszej Saksonii
lud wdzięcznie uznawał pożyteczność zakazu świeżego chleba i ściśle
wypełniając rozporządzenie troskliwego rządu, szczęśliwiej niż inne
kraje i o wiele taniej przebył tę ciężką dobę niedostatku.
Zdrowego, zbożowego chleba nic nie zastąpi, -- a zalecane różne surogaty
zawsze lepiej tuczą oszustów przedających, niż głodnych kupujących; -- i
wcale już czasu głodu czynić lub zachwalać niedorzeczne experymenta,
zamiast troszczyć się uczciwie o suchy ale zdrowy kęs chleba dla
biednego, -- niegodne jest!
Bogdaj też czy ludowi w Sztutgardzie nie tyle chodziło może o świeżość
chleba, ile go drażniło podejrzenie, że to chleb nie zbożowy chyba, a
podejrzenie uzasadnione przypomnieniem podobnej karystyi w roku 1817.
Poczciwi Niemcy, przy swojej szacownej pracowitości i żądliwości wiedzy,
istnie chorują na gruntowność, choć zadaleko się posunął jeden z
dyplomatów niemieckich, co napisał: _„Der Fluch des deutschen Volkes ist
die deutsche Gründlichkeit”_.
Ale to prawda, że profesor niemiecki nie opuści nigdy sposobności
robienia gruntownych dociekań _in anima vili_.
Biada, jeżeli człowieka -- stokroć biada, jeśli naród -- kraj cały --
Niemiec upodoba sobie za przedmiot dla swoich experymentów!...
Otóż czasu głodu 1817 uczony *Autenrieth* zapomniał, że: _res sacra
miser_, i na głodnych chciał czynić experymenta swoje, zachwalając
Wirtemberczykom jako specyał osobliwy i dziwnie posilny -- *chleb z
drzewa*. Ogłosił uczoną o tem rozprawę, naturalnie pod tytułem:
*Gründliche* _Anleitung zur Brotbereitung aus Holz_.
Znalazł nawet nakładcę! _Osiander_, księgarz w uczonej _Tybindze_ wydał
na świat to cudactwo spaczonego rozumu. -- Nie podobna przypuścić, iżby
ci sami, których takim chlebem żywiono, mogli w 30 lat później hałasować
jeszcze w Sztutgardzie; byli to prawdopodobnie ich niewdzięczni
potomkowie.
Równie trudnoby nam w zachodniej stronie Galicyi znaleźć dziś świadka,
coby z własnego doświadczenia mógł stwierdzić wartość chleba z *perzu*!
zachwalanego tu z urzędu głodnym w roku 1847. -- Podobnoś nie zdążyli
nieboracy ususzyć go, umleć, upiec i spożyć..... Widywaliśmy bowiem w on
czas na przednówku, nawet po ulicach Krakowa, chłopów z Galicyi
konających z wiązką perzu w zanadrzu a niekiedy nawet niedojedzoną w
ostach zsiniałych!
Zbyt poważną i chwila -- w której, -- i cel dla którego to piszemy,
abyśmy przykre to wspomnienie podnosić chcieli dla marnego znęcania się,
nad nieporadnością i brakiem taktu ówczesnych organów rządu naszego.
Dalecy od tej myśli, uznaliśmy wszakże za obowiązek wskazać dziś
właśnie, do czego dojść można, -- dojść się *musi* koniecznie, jeźli
niedola najdzie nas nieopatrznych, jeźli lekceważąc potrzebę
przysposobienia żywności, nazbyt podniesiemy ważność _pieniężnej_
zapomogi! Tak dziś, jak w r. 1847 zaczęto od rozdawania pieniędzy, a gdy
ubogie zasoby wyczerpano _przed czasem najgorszym_, -- musiano,
powtarzamy, -- _usprawiedliwiamy_: *musiano* _zejść do apologii perzu_!
Musiano tem bardziej, bo radził o nas rząd wtedy _bez nas_; bo kraj
wtedy bolał, ale głosu nie miał; a -- rząd choćby najtroskliwszy, -- już
z natury swojej, już z zadania swego twardszą, zimniejszą ma rękę!
A była to roku 1847 właśnie owa chwila, gdy wiara o wszechmocy rządu
doszła była do szczytu zgubnego zarozumienia! -- Dzisiaj inaczej!
Rząd dzisiejszy uznał mądrze niemoc swojej wyłączności, i powołując kraj
do udziału w radzie, -- troskę o głodnych zdał na rozum kraju, na serce
i -- na siłę kraju! Niedolę biednych czuje kraj dzisiaj wielkiem bo
zbiorowem sercem swoich wybrańców -- zaradzić jej też winien ich
wielkim, zbiorowym rozumem!
Kończąc uwagi nasze, -- troski nasze o *zboże* na chleb, -- a
przystępując według założenia naszego do rozważania troski o
*pieniądze*, wołamy z głębi serca, szczerze dzielącego ich trudy, z
dobrej chęci pomożenia im w dźwiganiu ciężkiego brzemienia zadania
wołamy: Baczność! Baczność, żeby pośpiech nie zaszkodził oględności!
Ostrożnie z pieniądzmi -- ostrożnie z pożyczką!!!