III.

*Kongresówka* jest spichrzem Krakowa i zachodniego tatrzańskiego

Podgórza; a równie jak Węgry spichrzem Podgórza średniego od _Gorlic_ po

_Klimiec_ w Stryjskiem, tak znowu w latach nieurodzaju zasila się

wschodnie nasze Podgórze z Podola i Wołynia. Północna granica kraju

naszego rzadko bardzo żywi się chlebem Kongresówki; najczęściej owszem

śle tam swe plony Wisłą i Bugiem do Gdańska. Tak było od wieków, tak

jest i po wsze czasy tak będzie! Bo tego przyrodzonego ładu obopólnych

stosunków nie zmienią, nie odwrócą ani traktaty, ani komory!

W czasie urodzaju u nas, nic rząd nie straci na ulżenia cła; -- w czasie

głodu zaś cło wprawdzie straci, ale ratując głodnych, wzmoże sobie siłę

ich produkcyjną, zapewni podatki -- a więc zyska raczej!

Zapewne, że dziś, gdy Wołyń i Podole, a nawet Multany nieurodzajem

dotknięte zarówno z naszą wschodnią połacią, mniej nam pożytku

przyniesie celnicze ulżenie; ależ przynajmniej upadnie pozór

nietroskliwości rządu, i uspokoi umysły, -- a i to coś warte.

Tak postąpiła Rzesza niemiecka w latach 1846, 1847, 1848, tak Saksonia

zniosła cło zbożowe w r. 1852 od Austryi zupełnie, na czas od marca po

koniec sierpnia; -- i bardzo zbawienne były tam skutki zniżenia cła

zbożowego; -- tak cesarz francuski zniósł cło portowe od zboża

wszelkiego w r. 1853.

Ale zbawienność tej ulgi zależy głównie od *wczesnego* jej zarządzania.

Dla tego wniosek ten jako bardzo naglący polecamy rozwadze sejmu

naszego; -- a choćby też i deputacyę o to wyprawić do Wiednia!

Trudniejsza sprawa z obliczeniem potrzeby: bo brak wszelkich

statystycznych danych o wysiewie i plonie, niemożebnem prawie czyni

obliczenie niedoboru!

Zamiast tedy zaciekać się w bezzasadne kombinacye, lepiej może oprzeć

się na niewątpliwych cyfrach dowozu w czasie ostatniego wielkiego

niedostatku w r. 1847. Wtedy to Galicya w swej zachodniej połowie

dotknięta ciężkim nieurodzajem, nie zasilana zupełnie ani z Prus jeszcze

głodniejszych, ani z zachodniej części Kongresówki, bo ztamtąd po

największej części zasilała się Rzesza niemiecka: w dwóch-trzecich z

krajów Zabranych, a w trzecinie z Węgier sprowadziła żyta razem do pół

miliona korcy. Ale pamiętajmy, że jeszcze wtedy szeroko po łanach

naszego Podola rozsiadły się, by sioła rozległe, -- sterty dawnych

zapasów zboża!

Gdy tedy zważymy, że dziś przeciwnie, zachód Galicyi, acz skąpo, ale

przecie jako tako zebrał, a właśnie głód zagraża Podolanom i wschodniemu

Podgórzu; że ani z Multan, gdzie rząd starym trybem uciekł się nawet do

zabronienia wywozu, ani nawet może z Zabranych krajów pomoc nam nie

przyjdzie; zważywszy nadto, że nieoględni nasi handlarze, nie

zorganizowani, nie przezorni, nie zamożni, z dnia na dzień tylko zysku

chciwi: zamiast gromadzić w dobre lata zapasy w kraju, chytrym Prusakom

wywożą nawalnie żyto z całego zachodniego obszaru kraju od Tarnowa, z

Kongresówki i z Węgier, aby je prawdopodobnie na wiosnę ztamtąd napowrót

przywozić nam na przeżycie przednowku; -- gdy to wszystko zważymy, nie

odbiegniemy od prawdopodobieństwa, jeźli zaznaczymy, iżby do miliona

korcy żyta zapewnić wypadło krajowi!

Jak to zapewnić? -- jeszcze trudniej orzec.

W różnych krajach różnemi czasy w zarozumieniu wszechmocy władzy,

używały rządy środków rozkazu -- przemocy. Spisywano zapasy, zakazywano

je przedawać bez pozwolenia urzędów, dyktowano, ile kto ma zakupić na

potrzebę domu, -- wzbraniano wywozu za granicę, wyznaczano piekarzom,

jak wielkie chować muszą zapasy mąki. Dla osobliwości zapiszemy tu, że w

Austryi n. p. jeszcze w r. 1805 każdy piekarz musiał _pod karą 25 kijów_

mieć zawsze zapas gotowy mąki na 14-dniową potrzebę wypieku chleba, a we

Lwowie na sześć tygodni. --

Radzi też wówczas stanowili taxę zboża, zakładali rządowe magazyny,

policya nawet z zegarkiem w jednej, z kijem w drugiem ręku, regulowała

na godziny przedaż i kupno na targowicach.

Postęp nauki gospodarstwa społecznego, a nie mało też i ciężkie, a

niekiedy krwią spłacane doświadczenia zburzyły cały ten arsenał

teoretycznych a raczej despotycznych przyborów, -- cały ten Babel taniej

mądrości przemocy!

Od czasów _Dioklecyana_ do srogiej pamięci szaleństw Konwentu, ileż to

krwi popłynęło w obronie i w skutku błędnych zarządzeń ku ulżeniu głodu!

Wielka rewolucya francuska była bez wątpienia wynikiem głębokiego

rozstroją społecznych stosunków, -- do rozpłomienienia namiętności wieki

tam nagromadziły zarzewia nie mało; -- ale to pewna, że pod grozą głodu,

a jeszcze więcej pod brzemieniem błędów w wyborze środków zaradczych,

ona tam dojrzała. A jeżeli nie ulega wątpliwości, że głód ówczesny stał

się bogdaj czy nie głównym powodem rozzwierzęcenia przerażonego ludu, --

to nie mniej też zaiste popchnęły go do tego nierozsądne, -- powiedzmy

wzręcz barbarzyńskie rozporządzenia ówczesnych rządów. I trudno zważyć,

kto więcej hańby rządowi, a sromu ludzkości przyczynił, czy Ludwik XVI

dekretem swoim z 13 lipca 1777, czy konwent krwawą exekucyą uchwały

swojej z 3 maja 1793; że już bezecną proklamacyę _Chaumetta_, z 14

października 1793 pominiemy, jakbyśmy radzi, żeby ją dzieje obłędu

ludzkości zatarły w niepamięć!

Doświadczenia czasu głodu w bieżącem już stuleciu zebrane przekonały

powszechnie, że najlepszą polityką szły te rządy, gdzie zupełną

zostawiano swobodę rozwoju handlu zbożowego, -- nie krzyżując biegu

onego czynnem wdawaniem się rządu w zakupno zboża, ani urządzaniem

kosztownych magazynów, co zbytecznie zniżając cenę ziemiopłodów, zwala

pospolicie całe brzemię klęski na barki rolników, gdy przeciwnie swoboda

targów to brzemię na całą ludność w równym udziale rozkłada.

Obok takiego zdrowej polityki działania, ze starej rutyny zostały

podziśdzień wszelako jeszcze niektóre praktyki, mniej więcej niewinne,

mniej więcej skuteczne, -- a z któremi trudno się rozstać nawet nowej

szkole gospodarstwa społecznego.

Ulubionym arkanem na biedę głodową po nowsze nawet czasy był zakaz

wywozu zboża z kraju głodem zagrożonego.

Ogłosił taki zakaz temi dniami książę Kuza w Księstwach naddunajskich,

chyba głównie dla skonstatowania swej niepodległości, aby jak w roku

1832 -- nie kazał Sułtan odstawić sobie do Konstantynopola całego zapasa

pszenicy od potrzeby domowej księstw zbywającego, -- gdzie według

własnego uznania udzielał jej piekarzom!

Niema co mówić, rachunek na oko prosty i słuszny: Co nie wyjdzie z

kraju, to w kraju zostanie, -- mniej tedy braknie! -- Ale cóż, kiedy tu

ostrzega mądra przypowieść: _Hodie mihi cras tibi!_ -- „_Jaką miarką

mierzysz, taką ci odmierzą_!” Uczy też doświadczenia, że kraje, którym

bronimy wywozu, zawsze prawie bądź zaraz, bądź w danym razie odpłacają

wzajemnie podobnym zakazem.

Ostatni raz Austrya użyła tego środka w roku 1847 przeciw Saksonii i

Bawaryi, obu sobie przyjaznym i pokrewnym dworom -- zamykając im dowóz

zboża z Czech. Rozboje i walki krwawe straży granicznej z przemytnikami,

a nawet wprost z proletariatem, roznamiętniły sprawę, która wpływ swój

później na szerszem objawiła polu. Wié Austrya dziś, ile jej krok ten

zaszkodził w Niemczech, -- ile rozognił tam niechęć ku niej w wypadkach

1848 roku! Bawarya też na odwet zbroniła wywozu swojego zboża do Tyrolu,

regularnie przedtem ziarnem bawarskiem żywionego; i pamiętamy, jak w

skutek tej „krzyżowej sztuki” Tyrolczycy ciężko rozżaleni, aż do Czech i

Morawy po ziarno zapędzać się musieli.

Klęska głodowa roku 1847 wszystkie rządy zachodniej Europy pobudziła do

czynnego przeciw niedostatkowi zboża działania. Różne tam z dawnych

praktyk czyniono experymenta; -- dziś rozważywszy stan rzeczy

krytycznie, znakomici ekonomiści zgodnie przyznają palmę rządowi

saskiemu, który najroztropniej wtedy postępował, i mimo całej grozy

położenia, mądrością zarządzeń swoich uchronił lud od pomoru, kraj od

upadku! Ale tez głównem znamieniem jego ówczesnej polityki było

pozostawienie zupełnej swobody handlu zbożowego, a obok kilku

szczególnych zarządzeń, wielka na wsze strony wyrozumiałość i oględność.

Nie ścieśniając bynajmniej ruchu handlu zbożowego, -- nawet przeciw

Austryi nie użył odwetu, i pomimo surowych tam przeciw żebrakom ustaw,

wówczas z uczucia chrześciańskiej litości, zarówno jak rostropności

politycznej: nie tylko dla swoich głodnych żebrzących był wyrozumiałym,

ale nawet żebrakom, tłumnie z Czech napływającym nie bronił szukać w

uciśnionej Saksonii zarobku, a choćby jałmużny!

O Sprawie Glodowej W Galicyi 1866 Luzne Uwagi · 第 15 / 29 题