3. Jak przyjść w pomoc ziemianom, którym ani żywności nie brak, ani
siewnego ziarna, a którzy w skutek nieurodzaju przecie prowadzić dalej
gospodarstwa większego dobrze nie są w stanie?
4. Jak ulżyć ubogim miasteczkom, w skutek nieurodzaju i zubożenia
rolników, upadających z niedostatku zarobku?
Z pierwszego ustępu usuwamy troskę o zasiew wiosenny; -- obmyślając
bowiem środki wyżywienia głodnych, sejm troskliwością swoją bez różnicy
otoczyć powinien i tych, co to -- jak ptaki -- nie orzą, nie sieją, a
żyć chcą; -- co niemając roli, właśnie dotkliwiej nędzę uczują, gdy
chlebodawcy ich rolnicy, sami zniszczeni, ani ich wyżywić, ani zarobku
im nastręczyć nie mogą.
Głód z nieurodzaju zawsze tworzy liczne zastępy luźnej czeladzi i
wyrobników rolnych, i tym właśnie najsrożej dokucza.
W obmyśleniu niełatwych środków wyżywienia głodnych przez zimę, a
następnie przez długi przednowek, wielką należy zachować oględność, bo
skutek działania przy hojnem nawet wsparciu chybić może zupełnie, _jeśli
nie trafnym_ będzie sposób tego wsparcia.
Naśladować po prostu urządzeń zabiegliwego Zachodu niepodobna. Zdarzają
się klęski głodu we Francyi, w Anglii; -- ale jakżeż tam odmienny stan
rzeczy! Tam lud mrze głodem, jeśli przy uszczuplonym zarobku nie ma za
co kupić zdrożałego chleba, -- *ale chleba nigdy tam niebraknie*.
Tam przezorność rządów i wzorowa organizacya handlu zbożowego, w ciągłej
ewidencyi utrzymuje zapasy zbożowe, i nie wyczekując najścia biedy,
wcześnie przed żniwami, gdy słota przydłuższa, czy tez niezwykła posucha
wzniecą choćby najlżejszą troskę o niedobór: bez namysłu i pedantycznych
rokowań rozsyłają legiony ajentów na wszystkie targi lądu stałego, -- a
po wszystkich morzach świata pędzą statki kupieckie do portów ziem
żyznych, zkąd im konsulowie w zimie jeszcze przesłali wykazy zbożowych
zapasów. A jeśli większej potrzebie statki kupieckie nie starczą, to
floty wojenne zrzuciwszy działa, ładują wory z ziarnem, -- i nie raz się
tam już one dowozem zboża trudniły! Tam tedy chleba braknąć nie może.
Tam jeśli niedostatek choć z nieurodzaju, to jest niedostatek grosza, a
nie chleba; -- u nas inaczej!
Nam gdy nieurodzaj padnie, -- to zawsze podwójny mamy niedostatek:
chleba i pieniędzy, bo wszakże nam pieniądz tylko rola daje. U nas nie
tylko wsie, -- u nas miasteczka i miasta nawet rolnicze -- i przemysł
rolniczy; -- u nas wszystko i wszyscy rolą stoją, z rolą upadają!
Jeśli tedy w Anglii wystarczy głodnym dać pieniądze, to u nas nie dosyć
na tém; -- tu sejm starać się musi nie tylko o pieniądz, _ale i o
zboże_.
*Zboża i pieniędzy!*
Gdy bieda już na kark lezie a głodni na chleb czekają, nie pora nam w
szerokie wdawać się wywody. Więc tylko jako punkt wyjścia dla wskazania
podstawy wszelkich rokowań, -- jako czarne tło, na którem pisać i
obliczać musimy wszelkie projekta i rady, zaznaczamy ten smutny wynik
naszej gospodarki, że Galicya w latach nawet średniego urodzaju plonem
swej roli wyżywić ludności swojej nie jest wstanie, że w przecięciu
roczny cały wywóz zboża z Galicyi ogranicza się tylko na mniej więcej
100,000 korcy pszenicy; żyta zaś, -- tego chlebnego u nas ziarna nigdy
nie ma podostatkiem, i równie jak owies -- rokrocznie z ościennych
krajów na potrzebę miejscową sprowadzać je musimy.
Gdybyśmy więcej niż dotąd skarby nauki Statystyki cenili, a statystykę
rolniczą kraju swego choć w zarysie znali, -- tobyśmy nie jednego błędu
w gospodarstwie się ustrzegli, nieraz szkody w domu, -- biedy w kraju
uniknęli; -- i wstydzilibyśmy się przynajmniej, że na zebraniach
rolników mogą odzewać się głosy, jakoby niepowodzenie rolniczego w kraju
naszym gospodarstwa ztąd wynikało, że _za wiele zboża_ uprawiamy, że
tedy inneby na ratunek rośliny w uprawę wziąć należało! Przeciwnie
prawdą jest, że wiele ziemi zbożem siejąc, za mało w stosunku, -- za
mało w ogóle zboża zbieramy; -- że tedy nie inne rośliny zaprowadzać,
ale zboże staranniej uprawiać, i z mniejszej przestrzeni więcej zboża
zbieraćby nam trzeba! -- To rdzeń kwestyi! Za mało zboża mamy! Tu błąd w
pojmowania rzeczy!
Ileż to błędów z tego błędu, ile szkody krajowi!
Jednym z wielu takich błędów jest twarde, jak rdza na lśniącej stali --
przyschnięte do niektórych światłych głów u nas uprzedzenie, o potrzebie
cła ochronnego dla naszej produkcyi zbożowej.
Niechże im to będzie bez urazy, że odnośnie do uwag naszych w N. 161
_Czasu_ z 18 lipca r. b. wyłożonych, -- wyjednanie uchylenia a
przynajmniej zniżenia wszelkiego cła od zboża z Kongresówki i z krajów
Zabranych nam dowożonego, właśnie w tej chwili niedostatku, sejmowi
naszemu nie już na serce, ale na sumienie kładziemy!
I to niech będzie pierwszym środkiem na ulżenie biedy; -- środek wszakże
nie kosztowny, bo nie ofiary materyalnej wymagamy, -- tylko ofiary
błędu, -- ofiary przesądu!
A rząd, gdy wyznał, że złemu podołać nie może, niech też choć ujemnie do
usiłowań sejmu się przyczyni, niech uchylając -- a przynajmniej zniżając
cło, -- ułatwi nam sprowadzenie dla głodnych choć żyta z sąsiedztwa!
Jak ta rzecz dziś potwornie stoi, dosyć się przypatrzeć na granicy
krakowskiej.
Dojechawszy z Kongresówki na granicę krakowską ze zbożem, trzeba się
przedewszystkiem sprawić w celnym urzędzie austryackim, czy to zboże dla
Prus, czy dla Galicyi przeznaczone. Jeśli dla Prus, -- nic nie opłacasz,
jeśli dla Galicyi -- płacisz cło wysokie po 35, 27 lub 18 centów od
centnara. -- Ten dawny dla Prus przywilej potwierdził traktat w dniu 11
kwietnia 1865 roku z Rzeszą niemiecką zawarty!
Nie dosyć na tem: jeśli w Krakowie już w dworca kolei podajesz zboże na
wysyłkę, znowu dla Prus dziwny tam przywilej --
Z Krakowa do Krzeszowic mil 3 1/2 płacisz od korca centów 17
„ „ Mysłowic „ 9 „ 21
„ „ Wrocławia „ 35 1/10 „ 17
„ „ Lwowa „ 45 1/2 „ 1.72
Czyliż to czytając, nie mielibyśmy prawa zadumać się i zapytać: Kto tu
nami rządzi? -- Czy to nas Prusy zawojowały i kontrybucyą ciemiężą?
Aliści uciśniony stara się ulżyć sobie, jak może. Otóż młynarze
krakowscy i inni kupujący zboże w Kongresówce na potrzeby Galicyi -- tak
sobie radzą, że na komorze austryackiej deklarują kupione zboże jakoby
do Prus przeznaczone, i rzeczywiście ślą je do Prus, do Mysłowic, -- a
tam po prostu przerzucają zaraz na pociąg idący napowrót do Krakowa i
sprowadzają czasem jeszcze tegosamego dnia na Kleparz, cła nie
opłaciwszy.
To zwykła, utarta, codzienna praktyka a nas!! Teraz to jeszcze im
lepiej, bo na pruskiej granicy zgoła cła nie płacą; -- ale jeszcze w r.
1857, kiedy cło nie wysokie Prusakom w Mysłowicach płacić musieli,
przecie znajdywali rachunek w takiej manipulacji, pomimo opłaty cła,
agia i posełki koleją! I obliczono dokładnie, że nasi kupcy zboża w roku
1857, który dla handlu zbożowego wcale nie był ruchliwym, za tę
manipulacyę zapłacili Prusakom cła w Mysłowicach 34838 złr. 46 kr. m. k.
srebrem! Austryacka komora nic nie dostała -- a przewieziono tym
sposobem z granicy Królestwa na Baranie o 2 mil od Krakowa naturalnie
rzemiennym dyszlem przez Kraków Mysłowice na powrót do Krakowa:
pszenicy 219885 centnarów
żyta 155820 „
jęczmienia 71861 1/4 „
owsa 22101 1/2 „
grochu i bobu 32561 2/4 „
Któż zyskał, -- kto stracił owe trzydzieści i kilka tysięcy złr. -- ? A
jakżeby się nam dziś dla głodnych przydały...
Ale niech czytelnik łaskawy nie sądzi, że my zdradzamy tu tajemnicę
naszych krakowskich kupców, -- i niech się nie lęka, że jak rząd tu
wyczyta donieslenia o tej zdrożności, to pewnie straszne będzie śledztwo
i srogie karanie winnych! -- Boże uchowaj, nic nie będzie! Rząd nasz wie
o tem bardzo dokładnie już od lat dziesięciu, a myśmy ciekawą tę sprawę,
która się nie jednemu w zaścianku Arkadyi żyjącemu prostaczkowi wyda jak
bajka z Tysiąca i jednej nocy, -- myśmy ją dosłownie wypisali właśnie z
raportów Izby handlowej krakowskiej do ministerium od lat kilku do
uprzykrzenia słanych, -- powtarzanych!
Otóż zdało nam się, że nie zawadzi, żeby i sejm o tem wiedział, i próżne
dotąd starania Izby handlowej, -- choćby też _ex re_ głodu poparł.
Pojmujemy, że tam ktoś za stolikiem w Wiedniu musiał wyrozumować sobie,
że on tem dobrodziejstwo świadczy Galicyi, ułatwiając jej wywóz zboża za
granicę; -- pojmujemy, że dobre miał intencye; -- ale tego pojąć nie
możemy, jak mógł ten ktoś nie wiedzieć, że Galicya więcej przywozi niż
wywozi; że jej raczej przywóz aniżeli wywóz ułatwiaćby należało. A choć
zawiłe, niesłychanie zgmatwane są urzędowe! zestawienia statystyczne, to
przecie nawet z tych, acz zupełną nieznajomość najprostszych zasad
rolniczej statystyki, czy też ich lekceważenie znamionujących wykazów
Czörnigowskich, mógłby tej prawdy był dociec!
Słyszymy postronnie, że hr. Larisch przecie się zaczął rozglądać w tej
sprawie, i donoszą nam z Wiednia, że prawdopodobnie obniżą cło zbożowe
od Kongresówki, ale tylko wzdłuż granicy dawnego krakowskiego okręgu!
Otóż właśnie idzie o to, żeby bez szczególnej dla nas tu protekcyi, cała
Galicya doświadczyła ulgi tego obniżenia.