2. Jak zaopatrzyć podupadłych rolników w obsiew wiosenny?

3. Jak przyjść w pomoc ziemianom, którym ani żywności nie brak, ani

siewnego ziarna, a którzy w skutek nieurodzaju przecie prowadzić dalej

gospodarstwa większego dobrze nie są w stanie?

4. Jak ulżyć ubogim miasteczkom, w skutek nieurodzaju i zubożenia

rolników, upadających z niedostatku zarobku?

Z pierwszego ustępu usuwamy troskę o zasiew wiosenny; -- obmyślając

bowiem środki wyżywienia głodnych, sejm troskliwością swoją bez różnicy

otoczyć powinien i tych, co to -- jak ptaki -- nie orzą, nie sieją, a

żyć chcą; -- co niemając roli, właśnie dotkliwiej nędzę uczują, gdy

chlebodawcy ich rolnicy, sami zniszczeni, ani ich wyżywić, ani zarobku

im nastręczyć nie mogą.

Głód z nieurodzaju zawsze tworzy liczne zastępy luźnej czeladzi i

wyrobników rolnych, i tym właśnie najsrożej dokucza.

W obmyśleniu niełatwych środków wyżywienia głodnych przez zimę, a

następnie przez długi przednowek, wielką należy zachować oględność, bo

skutek działania przy hojnem nawet wsparciu chybić może zupełnie, _jeśli

nie trafnym_ będzie sposób tego wsparcia.

Naśladować po prostu urządzeń zabiegliwego Zachodu niepodobna. Zdarzają

się klęski głodu we Francyi, w Anglii; -- ale jakżeż tam odmienny stan

rzeczy! Tam lud mrze głodem, jeśli przy uszczuplonym zarobku nie ma za

co kupić zdrożałego chleba, -- *ale chleba nigdy tam niebraknie*.

Tam przezorność rządów i wzorowa organizacya handlu zbożowego, w ciągłej

ewidencyi utrzymuje zapasy zbożowe, i nie wyczekując najścia biedy,

wcześnie przed żniwami, gdy słota przydłuższa, czy tez niezwykła posucha

wzniecą choćby najlżejszą troskę o niedobór: bez namysłu i pedantycznych

rokowań rozsyłają legiony ajentów na wszystkie targi lądu stałego, -- a

po wszystkich morzach świata pędzą statki kupieckie do portów ziem

żyznych, zkąd im konsulowie w zimie jeszcze przesłali wykazy zbożowych

zapasów. A jeśli większej potrzebie statki kupieckie nie starczą, to

floty wojenne zrzuciwszy działa, ładują wory z ziarnem, -- i nie raz się

tam już one dowozem zboża trudniły! Tam tedy chleba braknąć nie może.

Tam jeśli niedostatek choć z nieurodzaju, to jest niedostatek grosza, a

nie chleba; -- u nas inaczej!

Nam gdy nieurodzaj padnie, -- to zawsze podwójny mamy niedostatek:

chleba i pieniędzy, bo wszakże nam pieniądz tylko rola daje. U nas nie

tylko wsie, -- u nas miasteczka i miasta nawet rolnicze -- i przemysł

rolniczy; -- u nas wszystko i wszyscy rolą stoją, z rolą upadają!

Jeśli tedy w Anglii wystarczy głodnym dać pieniądze, to u nas nie dosyć

na tém; -- tu sejm starać się musi nie tylko o pieniądz, _ale i o

zboże_.

*Zboża i pieniędzy!*

Gdy bieda już na kark lezie a głodni na chleb czekają, nie pora nam w

szerokie wdawać się wywody. Więc tylko jako punkt wyjścia dla wskazania

podstawy wszelkich rokowań, -- jako czarne tło, na którem pisać i

obliczać musimy wszelkie projekta i rady, zaznaczamy ten smutny wynik

naszej gospodarki, że Galicya w latach nawet średniego urodzaju plonem

swej roli wyżywić ludności swojej nie jest wstanie, że w przecięciu

roczny cały wywóz zboża z Galicyi ogranicza się tylko na mniej więcej

100,000 korcy pszenicy; żyta zaś, -- tego chlebnego u nas ziarna nigdy

nie ma podostatkiem, i równie jak owies -- rokrocznie z ościennych

krajów na potrzebę miejscową sprowadzać je musimy.

Gdybyśmy więcej niż dotąd skarby nauki Statystyki cenili, a statystykę

rolniczą kraju swego choć w zarysie znali, -- tobyśmy nie jednego błędu

w gospodarstwie się ustrzegli, nieraz szkody w domu, -- biedy w kraju

uniknęli; -- i wstydzilibyśmy się przynajmniej, że na zebraniach

rolników mogą odzewać się głosy, jakoby niepowodzenie rolniczego w kraju

naszym gospodarstwa ztąd wynikało, że _za wiele zboża_ uprawiamy, że

tedy inneby na ratunek rośliny w uprawę wziąć należało! Przeciwnie

prawdą jest, że wiele ziemi zbożem siejąc, za mało w stosunku, -- za

mało w ogóle zboża zbieramy; -- że tedy nie inne rośliny zaprowadzać,

ale zboże staranniej uprawiać, i z mniejszej przestrzeni więcej zboża

zbieraćby nam trzeba! -- To rdzeń kwestyi! Za mało zboża mamy! Tu błąd w

pojmowania rzeczy!

Ileż to błędów z tego błędu, ile szkody krajowi!

Jednym z wielu takich błędów jest twarde, jak rdza na lśniącej stali --

przyschnięte do niektórych światłych głów u nas uprzedzenie, o potrzebie

cła ochronnego dla naszej produkcyi zbożowej.

Niechże im to będzie bez urazy, że odnośnie do uwag naszych w N. 161

_Czasu_ z 18 lipca r. b. wyłożonych, -- wyjednanie uchylenia a

przynajmniej zniżenia wszelkiego cła od zboża z Kongresówki i z krajów

Zabranych nam dowożonego, właśnie w tej chwili niedostatku, sejmowi

naszemu nie już na serce, ale na sumienie kładziemy!

I to niech będzie pierwszym środkiem na ulżenie biedy; -- środek wszakże

nie kosztowny, bo nie ofiary materyalnej wymagamy, -- tylko ofiary

błędu, -- ofiary przesądu!

A rząd, gdy wyznał, że złemu podołać nie może, niech też choć ujemnie do

usiłowań sejmu się przyczyni, niech uchylając -- a przynajmniej zniżając

cło, -- ułatwi nam sprowadzenie dla głodnych choć żyta z sąsiedztwa!

Jak ta rzecz dziś potwornie stoi, dosyć się przypatrzeć na granicy

krakowskiej.

Dojechawszy z Kongresówki na granicę krakowską ze zbożem, trzeba się

przedewszystkiem sprawić w celnym urzędzie austryackim, czy to zboże dla

Prus, czy dla Galicyi przeznaczone. Jeśli dla Prus, -- nic nie opłacasz,

jeśli dla Galicyi -- płacisz cło wysokie po 35, 27 lub 18 centów od

centnara. -- Ten dawny dla Prus przywilej potwierdził traktat w dniu 11

kwietnia 1865 roku z Rzeszą niemiecką zawarty!

Nie dosyć na tem: jeśli w Krakowie już w dworca kolei podajesz zboże na

wysyłkę, znowu dla Prus dziwny tam przywilej --

Z Krakowa do Krzeszowic mil 3 1/2 płacisz od korca centów 17

„ „ Mysłowic „ 9 „ 21

„ „ Wrocławia „ 35 1/10 „ 17

„ „ Lwowa „ 45 1/2 „ 1.72

Czyliż to czytając, nie mielibyśmy prawa zadumać się i zapytać: Kto tu

nami rządzi? -- Czy to nas Prusy zawojowały i kontrybucyą ciemiężą?

Aliści uciśniony stara się ulżyć sobie, jak może. Otóż młynarze

krakowscy i inni kupujący zboże w Kongresówce na potrzeby Galicyi -- tak

sobie radzą, że na komorze austryackiej deklarują kupione zboże jakoby

do Prus przeznaczone, i rzeczywiście ślą je do Prus, do Mysłowic, -- a

tam po prostu przerzucają zaraz na pociąg idący napowrót do Krakowa i

sprowadzają czasem jeszcze tegosamego dnia na Kleparz, cła nie

opłaciwszy.

To zwykła, utarta, codzienna praktyka a nas!! Teraz to jeszcze im

lepiej, bo na pruskiej granicy zgoła cła nie płacą; -- ale jeszcze w r.

1857, kiedy cło nie wysokie Prusakom w Mysłowicach płacić musieli,

przecie znajdywali rachunek w takiej manipulacji, pomimo opłaty cła,

agia i posełki koleją! I obliczono dokładnie, że nasi kupcy zboża w roku

1857, który dla handlu zbożowego wcale nie był ruchliwym, za tę

manipulacyę zapłacili Prusakom cła w Mysłowicach 34838 złr. 46 kr. m. k.

srebrem! Austryacka komora nic nie dostała -- a przewieziono tym

sposobem z granicy Królestwa na Baranie o 2 mil od Krakowa naturalnie

rzemiennym dyszlem przez Kraków Mysłowice na powrót do Krakowa:

pszenicy 219885 centnarów

żyta 155820 „

jęczmienia 71861 1/4 „

owsa 22101 1/2 „

grochu i bobu 32561 2/4 „

Któż zyskał, -- kto stracił owe trzydzieści i kilka tysięcy złr. -- ? A

jakżeby się nam dziś dla głodnych przydały...

Ale niech czytelnik łaskawy nie sądzi, że my zdradzamy tu tajemnicę

naszych krakowskich kupców, -- i niech się nie lęka, że jak rząd tu

wyczyta donieslenia o tej zdrożności, to pewnie straszne będzie śledztwo

i srogie karanie winnych! -- Boże uchowaj, nic nie będzie! Rząd nasz wie

o tem bardzo dokładnie już od lat dziesięciu, a myśmy ciekawą tę sprawę,

która się nie jednemu w zaścianku Arkadyi żyjącemu prostaczkowi wyda jak

bajka z Tysiąca i jednej nocy, -- myśmy ją dosłownie wypisali właśnie z

raportów Izby handlowej krakowskiej do ministerium od lat kilku do

uprzykrzenia słanych, -- powtarzanych!

Otóż zdało nam się, że nie zawadzi, żeby i sejm o tem wiedział, i próżne

dotąd starania Izby handlowej, -- choćby też _ex re_ głodu poparł.

Pojmujemy, że tam ktoś za stolikiem w Wiedniu musiał wyrozumować sobie,

że on tem dobrodziejstwo świadczy Galicyi, ułatwiając jej wywóz zboża za

granicę; -- pojmujemy, że dobre miał intencye; -- ale tego pojąć nie

możemy, jak mógł ten ktoś nie wiedzieć, że Galicya więcej przywozi niż

wywozi; że jej raczej przywóz aniżeli wywóz ułatwiaćby należało. A choć

zawiłe, niesłychanie zgmatwane są urzędowe! zestawienia statystyczne, to

przecie nawet z tych, acz zupełną nieznajomość najprostszych zasad

rolniczej statystyki, czy też ich lekceważenie znamionujących wykazów

Czörnigowskich, mógłby tej prawdy był dociec!

Słyszymy postronnie, że hr. Larisch przecie się zaczął rozglądać w tej

sprawie, i donoszą nam z Wiednia, że prawdopodobnie obniżą cło zbożowe

od Kongresówki, ale tylko wzdłuż granicy dawnego krakowskiego okręgu!

Otóż właśnie idzie o to, żeby bez szczególnej dla nas tu protekcyi, cała

Galicya doświadczyła ulgi tego obniżenia.

O Sprawie Glodowej W Galicyi 1866 Luzne Uwagi · 第 14 / 29 题