Jan Łuba

ŻABY i ICH KRÓLE.

Rzeczpospolita żabska wodami i lądem

Szerzyła się od wieków, a stalą nierządem.

Tam każda obywatelka,

Mała, czy wielka,

Gdzie chciała, mogła skakać,

Karmić się i ikrzyć

Ten zbytek swobód w końcu zaczynał się przykrzyć.

Zauważyły, że sąsiednie państwa

Używają pod królmi rządnego poddaństwa,

Że lew panem czworonogów,

Orzeł nad ptaki,

U pszczół jest królowa ula;

A więc w krzyk do Jowisza:

„Królu! ojcze Bogów,

Dajże i nam króla--króla!”

Powolny bóg wszechżabstwu na króla użycza

Małego jako Łokiet Kija Kijowicza.

Spadł Kij i pluskiem wszemu obwieścił się błotu.

Struchlały żaby na ten majestat łoskotu.

Milczą, dzień i noc, ledwie śmiejąc dychać,

Nazajutrz jedna drugiej pytają: „Co słychać?

Czy niema co od króla?” Aż śmielsze i starsze

Ruszają przed oblicze stawić się monarsze.

Zrazu zdala, w bojaźni, by się nie narazić;

Potem, przemógłszy te strachy,

Brat za brat z królem biorą się pod pachy

I zaczynają na kark mu włazić.

„Toż to taki ma być król?... Najjaśniejszy Bela,

Nie wiele z niego będziem mieć wesela;

Król, co po karku bezkarnie go gładzim,

Niechaj nam abdykuje zaraz, niedołęga!

Potrzebna nam jest władza, ale władza tęga!”

Bóg, gdy ta nowa skargażab, niebo przebija,

Zdegradował króla Kija,

A zamianował węża królem żabim.

Ten pełzacz, pływacz i biegacz,

Podsłuchiwacz i dostrzegacz,

Wszędzie wziera pod wodę, pod kamienie, pod pnie,

Wszędzie szuka nadużyć i karze okropnie.

Arystokracja naprzód gryziona jest żabia,

Że się nadyma i zbyt się utłuszcza;

Gryziony potom chudy lud, że nie zarabia

I że się na dno biedy opuszcza;

Gryzione są krzykacze, że wrzeszczą namiętnie,

Gryzieni cisi, że śmią siedzieć obojętnie.

Tak gryząc je swobodnie, wąż do dziś dnia hula,

A rzeczpospolita żab bolesnemi skwierki

Do dziś dnia woła o innego króla,

Lecz bóg niechce się więcej mieszać w jej rozterki.

KRÓL CHORY i LISY.

„Na ukaz jego lwiej mości,

Dany do nas (z Jaskiniewska

Zbójskiego, gdzie dla słabości

Zdrowia ma jego królewska

Mość pobyt) do gabinetu

Ministrów, my z ich kompletu

Zamianowani być przy nim

Na służbie, wiadomo czynim:

Po pierwsze: Z obywatelstwa

Drapieżnego, tudzież stanu

Bydlego, wybrać poselstwa

Z tem, iżby wskutek uchwały

Powiatów, one udały

Się najjaśniejszemu panu

Życzyć, w najpoddańszy sposób,

Cojaknajdłuższego życia.

Powtóre: posłów brać z osób

Zaszczytnie nam znanych z tycia,

Dan: rezydencya letnia

Jaskiniewsk pierwszego kwietnia,

Przyczem, ministra rozkazem,

Postanowiono zarazem

Posłom z ich towarzyszami,

W tej podróży nadzwyczajnej,

Kazać jechać z paszportami

Ze lwiej kancelaryi tajnej;

Zaczem niech się nikt nie waży,

Ani w policyjnej straży,

Ani nawet z dygnitarzy,

Posła ukąsić lub drapnąć,

A tem mniej w pół drogi capnąć.”

Na ten rozkaz ode dworu,

Baraństwo, tudzież stan ośli,

Pierwsi sejmikować pośli;

Pilnując się onych toru,

Wszyscy inni z pól i z borów

Zgromadzić się mają dzisia;

Tylko jedna giełda lisia

Wstrzymuje się od wyborów.

Zkądże im ta taktyka i co jej powodem?

Wydał to jeden stary urzędnik, lis rodem.

„Uważam, rzekł, już dawno trop wszelkiego zwierza

Przed i za Jaskiniewskiem; upewniam was o tem,

Że pełno zewsząd śladów ku monarsze zmierza,

Ale żadnego nie widać z powrotem.”

Bajki · 第 2 / 6 题