ROZDZIAŁ XIII.

Odeszli więc Anhelli z owa niewiastą i z renami Szamana, na daleką

pustynię północna, a znalazłszy pustą chatę w lodzie wykutą,

zamieszkali w niéj.

A po krótkiem pożyciu, Anhelli przyzwyczajał się nazywać siostry

imieniem zbrodniarkę tę i pokutnicę.

Ona mu była sługą i uściełała łoże liściami i doiła reny

wieczorem, a rano wypędzała je na paszę.

Serce jéj od modlitwy ciągłéj stało się pełne łez, smutków

i niebieskich nadziei, i wypiękniało na niéj ciało.

Oczy rozpromieniły się blaskiem cudownym i ufnością w Bogu;

a włosy stały się długie i podobne szacie obszernéj kiedy się

w nie ubrała, i podobne namiotowi biednego pielgrzyma.

I dziwił się Anhelli że była spokojna o przyszłość, popełniwszy

niegdyś zbrodnię wielką, a nawet krwią mając zmazane ręce.

I dziwił się, że skarga jéj była maleńką i skarżącą się jak

płacz niewinnéj dzieciny, kiedy zazdrościła ptakom skrzydeł

niebieskich, widząc jak rybitwy białe wędrują ku słońcu złotemu

i toną w promieniach.

A lękała się zmazać słowami nieczystemi mówiąc: oto nas dwoje na

ogromnéj pustyni, więc nas Bóg pewnie słucha i na nas patrzy;

a jeśli o rzeczy dobre prosić go będziemy to nie opuści nas.

Przyszedł więc dzień sybirski, a słońce nie zachodziło lecz biegało

niebem, jak koń w zawodzie z płomienistą grzywą i z białém czołem.

Straszliwe światło nie kończyło się nigdy, a huk lodów był, jakoby

głos Boży odzywający się na wysokościach do ludzi nędznych

i opuszczonych.

A długi smutek i tęsknoty przyprawiły o śmierć owa wygnankę,

i położyła się na łożu liścianem pomiędzy renami swojemi, aby

umrzeć.

A był zachód słońca; albowiem od niejakiego czasu, zaczęły się noce

w ziemi sybirskiéj i słońce coraz dłużéj zostawało pod ziemię.

Obróciwszy więc ku Anhellemu szafirowe oczy zalane łzami wielkiemi,

rzekła Ellenai: umiłowałam ciebie bracie mój i opuszczam.

A powiedziawszy gdzie ją miał pochować, że pod sosną która była

w smutnym parowie leżéć pragnie, rzekła: czémże ja będę po

śmierci?

Oto chciałabym być jaka rzeczą żyjącą przy tobie Anhelli,

pajączkiem nawet który jest miły więźniowi i schodzi jeść z jego

ręki po złotym promyku słonecznym.

Jam się przywiązała do ciebie jak siostra i jak matka twoja,

i więcéj jeszcze... Ale grobowiec wszystko kończy...

Nie zapominaj o mnie--bo któż o mnie będzie pamiętał po śmierci,

chyba ren któregom doiła zalewając się łzami.

Jeżeli wiesz gdzie ludzie idą po śmierci to mi powiedz, bo

niespokojna jestem choć mam nadzieję w Bogu.

Oto ja polecę do krainy twojéj rodzinnéj i obaczę dom twój, sługi

twoje i rodzice twoje, jeżeli jeszcze żyją?

I nawet miejsce te gdzie stało twoje łóżeczko dziecinne, mała

niegdyś kołyska twoja.

Ty powiesz że to są myśli gminne, że człowiek po śmierci nie lata...

Cóż! kiedy z taką myślą śmierć piękniejsza.

A oto patrzaj nad łożem mojém, ta szyba lodu słońcem czerwona,

z dwoma skrzydłami promieni: nie jestże to Anioł złoty stojący

nademną?

Reny wyciągają mech z pod mojéj pościeli i skubią łoże śmierci

jedząc... Biedne reny moje, żegnam was.

A teraz podniosę oczy do Królowy Niebieskiéj i będę się modliła

do niéj.

Zaczęła więc tu umierająca mówić litanije do Matki Chrystusowéj,

i właśnie wymówiwszy _Różo złota!_ skonała.

I na znak cudu, upadła róża żywa na białe piersi umarłéj, i leżała

na nich, a w jamie rozeszła się od niéj woń różana i mocna.

Nie śmiał więc Anhelli ruszyć ciała umarłéj, ani złożyć rąk

które były wyciągnięte, lecz usiadłszy na końcu łoża płakał.

A oto jakoby o północy stał się wielki szelest, i myślał Anhelli

że reny szeleszczą, wyjadając mech z pod łoża śmierci; lecz inna

była przyczyna.

Chmura jakoby duchów ciemnych zatrzymała się nad jamą śmiejąc się

głośno, a ciemne twarze pokazały się przez rozszczepione lodu

sklepienie i krzyczały: naszą jest!

Lecz róża owa cudowna dostawszy skrzydeł gołębich, podleciała

w górę, i spójrzała na nie oczyma niewinnego Aniołka.

Ciemne więc owe duchy i chmura ich wzniosła się z dachu krzycząc

w ciemném powietrzu smutne przeklinania, i stałą się znów cichość

jaka przystoi w miejscu gdzie trup spoczywa.

We trzy zaś godziny po północy, usłyszał Anhelli stukanie do drzwi,

które były z lodu, i odwaliwszy bryłę wyszedł na xiężyc.

I zobaczył owego Anioła który mu był przypomniał miłość dla

niewiasty i pierwszą jego miłość na ziemi; więc spuściwszy przed

nim głowę, stał cicho.

I rzekła do niego Eloe: wynieś mi tu umarłą twoją siostrę, ja wezmę

ją i pochowam litośnie; moją jest.

Odszedłszy więc Anhelli do jamy, wziął na ręce trupa, wyniósł

i położył go na śniegu przed Aniołem.

A Eloe uklęknąwszy nad śpiącą, podłożyła pod nią z obojéj strony

końce skrzydeł łabędzich i zawiązała je pod umarłą.

Anhelli · 第 22 / 30 题