ROZDZIAŁ XII.

A gdy przyszli pod dom wygnańców, usłyszeli zgiełk wielki,

i śmiech, i wrzaski, i szczekanie kielichów i brudne pieśni;

a stanąwszy Szaman pod oknami słuchał, nim wszedł do téj jaskini

nieszczęścia.

A gdy się ukazał pośród zgrai, ucichła; poznano bowiem człowieka

silnego w Bogu, i nie śmiano mu się urągać.

A podniósłszy Szaman oczy błyszczące, zaczął mówić zapalając się

w smutku.

Cóżeście uczynili, rzekł, bezemnie? widziałem waszą Golgotę. Biada

wam!

A nie zostanę z wami, lecz to co powiem, zostanie z wami. Bądźcie

potępieni kłótliwi ludzie.

Wichry rozsiewają dębu nasiona i roznoszą je po ziemi, lecz wichry

te będą przeklęte, co wasze mowy i rady do ojczyzny zaniosą.

Pomrzecie!

Zbliża się wielki dzień, a żaden nie dożyje wieczora dnia tego.

Zbliża się dzień sybirski i słońce zatracenia.

Dla czegożeście niesłuchali rad moich i nie żyli spokojnie

w zgodzie i miłości braterskiéj, jak przystoi na ludzi którzy

nie mają Ojczyzny?

Oto obraziliście ludy téj ziemi, i z oszczepami stoją czyhając

na was; psy ich nawet czyhają aby z was którego rozedrzéć.

Spotkałże z was kiedy kto Ostyaka, i obszedł się z nim łagodnie

i po ludzku? Zaprawdę! koło psa nie przeszedł żaden, nie uderzywszy

go nogą jak węża. O ludzie bez pamięci i serca!

Wiec wstanie słońce i dzień przyniesie straszniejszy niż ciemność,

a ciszę okropniéjszą niż są burze na morzu, bo będziecie się

lękać sami siebie.

A śnieg ten stanie się morzem, a fala jego zieloną będzie, a dom

wasz ginącym będzie okrętem.

Wyostrzcie wasze topory, bo potrzebne wam będą; a kto z was umie

zabijać, jest człowiek pożyteczny.

Zbliża się wielkanoc i krzyż czerwony napiszecie na waszych

wrotach, lecz jaką krwią? Zaprawdę, nie krwią baranka.

Gdy to mówił Szaman, niektórzy się przelękli, lecz jeden

z pijanych chwyciwszy za dzban gliniany, rzucił go na proroka

i włos mu krwią poczerwienił.

Ująwszy więc za topór Anhelli chciał się zemścić, ale go zatrzymał

Szaman mówiąc: bądź cierpliwy.

Kto tu za rok powróci będzie płakał nad nimi; dla czegóż brać

zemstę z tych, którzy jutro będą rzeczą godną litości.

Boże, nie karz ich.

Tak mówił, a jeden ze zgrai zawołał: czarowniku, urzekłeś nas!

oto dzban był pełny i wysechł.

A inni zajrzawszy w dzbany, potwierdzili to zgodnie mówiąc: odczaruj

nas, albo cię ukarzemy śmiercią.

I stał się wielki wrzask, i groźne podniosły się przeklinania;

a jeden wziąwszy nóż wraził go w piersi Szamana, mówiąc:

oczarowałeś nas.

Upadł starzec na ręce Anhellego, a ten go wyniósł z chaty,

i pomogła mu młoda niewiasta Ellenai, która kiedyś była zbrodniarką.

A gdy wyszli na miéjsce oświecone gwiazdami, przemówił starzec:

nieście mnie blisko grobowców, bo już zasnę.

Położyli go więc na jednéj z mogił, i zimno śniegu ożywiło go,

a kobiéta owinęła nogi jego włosami i trzymała je na łonie.

I otworzywszy oczy starzec, zawołał po trzykroć: Anhelli! Anhelli!

Anhelli! a głos jego był smutny.

I rzekł mu: weź reny moje i pójdź na północ, znajdziesz mieszkanie

w śniegu i spokojność. A będziesz żył mlekiem renów.

Weź z sobą tę niewiastę, i niech ci ona będzie siostrą; ona mię

ukochała w godzinę śmierci, więc nie chcę aby zginęła jak tamci.

Cóż ci mówić będę! Oto śmierć będzie mówić za mnie i wyręczy

mię. Ja cię kochałem.

Boś czysty był jak lilija biorąca z wody liście i kolory niewinne,

boś mi był jak syn dobry.

Nie smuć się aż do śmierci po zgonie Ojczyzny twojéj... Ani płacz

myśląc że jéj nie zobaczysz; wszystko jest snem smutnym.

Gdy tak mówił, usłyszał Anhelli stąpanie po śniegu i rzekł: ktoś

nadchodzi? czy to śmierć stąpa głośno?

Lecz był to ren, który stanąwszy nad umierającym panem, zadziwione

oczy napełnił wielkiemi łzami; i odwrócił się od niego Szaman

płacząc.

A po chwili, przystąpiwszy doń Anhelli, wziął go za rękę i poczuł

że była martwa.

Więc pochował starca w śniegu, i obróciwszy się do niewiasty, rzekł:

chceszli mnie wziąść za brata? chodź ze mną. A ta mu do nóg upadła

mówiąc: Aniele mój!

Podniósł ją z ziemi Anhelli, i udali się oboje na północ,

a za niemi szli renowie Szamana, wiedząc że za nowemi idą panami.

A zaś Anhelli milczał, bo miał serce pełne łez i boleści.

Anhelli · 第 21 / 30 题