A gdy przyszli pod dom wygnańców, usłyszeli zgiełk wielki,
i śmiech, i wrzaski, i szczekanie kielichów i brudne pieśni;
a stanąwszy Szaman pod oknami słuchał, nim wszedł do téj jaskini
nieszczęścia.
A gdy się ukazał pośród zgrai, ucichła; poznano bowiem człowieka
silnego w Bogu, i nie śmiano mu się urągać.
A podniósłszy Szaman oczy błyszczące, zaczął mówić zapalając się
w smutku.
Cóżeście uczynili, rzekł, bezemnie? widziałem waszą Golgotę. Biada
wam!
A nie zostanę z wami, lecz to co powiem, zostanie z wami. Bądźcie
potępieni kłótliwi ludzie.
Wichry rozsiewają dębu nasiona i roznoszą je po ziemi, lecz wichry
te będą przeklęte, co wasze mowy i rady do ojczyzny zaniosą.
Pomrzecie!
Zbliża się wielki dzień, a żaden nie dożyje wieczora dnia tego.
Zbliża się dzień sybirski i słońce zatracenia.
Dla czegożeście niesłuchali rad moich i nie żyli spokojnie
w zgodzie i miłości braterskiéj, jak przystoi na ludzi którzy
nie mają Ojczyzny?
Oto obraziliście ludy téj ziemi, i z oszczepami stoją czyhając
na was; psy ich nawet czyhają aby z was którego rozedrzéć.
Spotkałże z was kiedy kto Ostyaka, i obszedł się z nim łagodnie
i po ludzku? Zaprawdę! koło psa nie przeszedł żaden, nie uderzywszy
go nogą jak węża. O ludzie bez pamięci i serca!
Wiec wstanie słońce i dzień przyniesie straszniejszy niż ciemność,
a ciszę okropniéjszą niż są burze na morzu, bo będziecie się
lękać sami siebie.
A śnieg ten stanie się morzem, a fala jego zieloną będzie, a dom
wasz ginącym będzie okrętem.
Wyostrzcie wasze topory, bo potrzebne wam będą; a kto z was umie
zabijać, jest człowiek pożyteczny.
Zbliża się wielkanoc i krzyż czerwony napiszecie na waszych
wrotach, lecz jaką krwią? Zaprawdę, nie krwią baranka.
Gdy to mówił Szaman, niektórzy się przelękli, lecz jeden
z pijanych chwyciwszy za dzban gliniany, rzucił go na proroka
i włos mu krwią poczerwienił.
Ująwszy więc za topór Anhelli chciał się zemścić, ale go zatrzymał
Szaman mówiąc: bądź cierpliwy.
Kto tu za rok powróci będzie płakał nad nimi; dla czegóż brać
zemstę z tych, którzy jutro będą rzeczą godną litości.
Boże, nie karz ich.
Tak mówił, a jeden ze zgrai zawołał: czarowniku, urzekłeś nas!
oto dzban był pełny i wysechł.
A inni zajrzawszy w dzbany, potwierdzili to zgodnie mówiąc: odczaruj
nas, albo cię ukarzemy śmiercią.
I stał się wielki wrzask, i groźne podniosły się przeklinania;
a jeden wziąwszy nóż wraził go w piersi Szamana, mówiąc:
oczarowałeś nas.
Upadł starzec na ręce Anhellego, a ten go wyniósł z chaty,
i pomogła mu młoda niewiasta Ellenai, która kiedyś była zbrodniarką.
A gdy wyszli na miéjsce oświecone gwiazdami, przemówił starzec:
nieście mnie blisko grobowców, bo już zasnę.
Położyli go więc na jednéj z mogił, i zimno śniegu ożywiło go,
a kobiéta owinęła nogi jego włosami i trzymała je na łonie.
I otworzywszy oczy starzec, zawołał po trzykroć: Anhelli! Anhelli!
Anhelli! a głos jego był smutny.
I rzekł mu: weź reny moje i pójdź na północ, znajdziesz mieszkanie
w śniegu i spokojność. A będziesz żył mlekiem renów.
Weź z sobą tę niewiastę, i niech ci ona będzie siostrą; ona mię
ukochała w godzinę śmierci, więc nie chcę aby zginęła jak tamci.
Cóż ci mówić będę! Oto śmierć będzie mówić za mnie i wyręczy
mię. Ja cię kochałem.
Boś czysty był jak lilija biorąca z wody liście i kolory niewinne,
boś mi był jak syn dobry.
Nie smuć się aż do śmierci po zgonie Ojczyzny twojéj... Ani płacz
myśląc że jéj nie zobaczysz; wszystko jest snem smutnym.
Gdy tak mówił, usłyszał Anhelli stąpanie po śniegu i rzekł: ktoś
nadchodzi? czy to śmierć stąpa głośno?
Lecz był to ren, który stanąwszy nad umierającym panem, zadziwione
oczy napełnił wielkiemi łzami; i odwrócił się od niego Szaman
płacząc.
A po chwili, przystąpiwszy doń Anhelli, wziął go za rękę i poczuł
że była martwa.
Więc pochował starca w śniegu, i obróciwszy się do niewiasty, rzekł:
chceszli mnie wziąść za brata? chodź ze mną. A ta mu do nóg upadła
mówiąc: Aniele mój!
Podniósł ją z ziemi Anhelli, i udali się oboje na północ,
a za niemi szli renowie Szamana, wiedząc że za nowemi idą panami.
A zaś Anhelli milczał, bo miał serce pełne łez i boleści.