Gdźie té wrotá nieszczesné, którémi przed láty
Puszczał się w źiemie Orpheus, szukáiąc swéy stráty:
Zebych ia też tą śćiészką swéy namilszéy córy
Poszedł szukać, y on bród mógł przebyć, przez który
Srogi iákiś przewoźnik woźi bládé ćienie,
Y w lásy niewesołé Cyprysowé żenie.
A ty mię niezostaway, wdźięczna lutni moiá,
Ale zemną pospołu pódź áż do pokoiá
Surowégo Plutoná: owa go to łzámi,
To témi żałosnémi zmiękczywá pieśniámi.
Ze mi moię namilszą dźiéwkę ieszcze wróći,
A ten nieuśmiérzony wemnie żal ukróći.
Zginąć ći mu nie może: tuć sye wszytkim zostáć:
Niech sye tylko niedoszłéy iágodźie da dostáć.
Gdźieby też ták kámienné ten Bóg serce nośił,
Zeby tám smutny człowiek iuż nic nie uprośił:
Cóż temu rzéc? więc támże iuż zá iedną drógą
Zostáć, á z duszą záraz zewléc troskę srogą.