I pokazał białe zęby.

--A nie poczęstujecie to paniczu, górala?

Janek skinął na chłopca.

--Daj butelkę piwa.

--I jedźmy.

Góral pospieszył pierwszy, zapinając serdak, bo wiatr chłodny powiał i

wesołe słonko zasępiło się jakoś. Za chwilę stanął przy dość dużym

wózku parokonnym, jak wszystkie pokrytym białem płótnem, z jednego

boku podciągniętem w górę.

--A to twój wózek? -- rzekł zdziwiony Janek.

--A co?

--A cóżeś nie powiedział, że parokonny? Co nam po tem? Dwa razy tyle

płacić, 6 guldenów! Czy tyle rzeczy mamy? Ja nie chciałem parokonki.

--A toć mieliście książeczkę -- zauważył góral.

Janek się zaczerwienił i spochmurniał. Istotnie zrobił głupstwo, nie

spojrzawszy nawet w książeczkę, on, co tak chętnie innym wytykał

omyłki. Niema o czem mówić, góral prawdopodobnie byłby znalazł

pasażera, a jeżeli ich podszedł, to nadzwyczaj zręcznie: oddał

przecież książeczkę.

--Siadajmy -- rzekł do brata krótko.

Góral poprawił koniom czerwone szaliki przy chomontach, ściągnął

lepiej w górę płótno, przetarł dłonią ceratowe siedzenie i zręcznie

dostał się na wózek.

--Wesoło pojedziemy -- rzekł, zwracając się znów do chłopców -- co tam

będziecie żałowali parę guldenów, i góral przecie też zarobić musi.

I zaśpiewał po góralsku, dziwnym, przydechowym głosem, podobnym do

nizkiego krzyku, w którym trudno rozróżnić wyrazy:

Góry nasze, góry, -- moje wy komory,--

Oj, bukowe listeczki, -- moje poduszeczki.--

Większość wózków już odjechała, zapóźnione potoczyły się długim

łańcuchem piękną szosą ku południowi.

Na skręcie u nóg chłopców padł bukiet żółtych jaskrów. Janek potrącił

go dosyć niechętnie, ale Tadzio wyrzucił centa w stronę małej ręki,

która widniała gdzieś z boku przy wózku.

--Uczysz dzieci żebraniny -- burknął Janek.

Tadzio milczał.

Drugi bukiet wpadł do wózka. Cent na szosę.

Za trzecim razem Janek z gniewem wyrzucił kwiaty.

Tadzio się zaczerwienił i spojrzał na brata, ale nie przemówił ani

słowa.

Bez przewodnika · 第 7 / 12 题