RECENZJE.

_Mikołaj Rudnicki_, prof. uniw. poznańskiego. Wykształcenie językowe w

życiu i w szkole. Poznań 1920. VIII + 240.

»Część I. _Wartości wychowawcze_ nauki języka ojczystego (polskiego) (str.

21—58). Cz. II. _Zakres nauczania_ języka ojczystego na średnim stopniu

wykształcenia (59—100). Cz. III. _O metodach_ nauczania języka ojczystego

(101—162). Cz. IV. O osiąganiu _celów ubocznych_ przy nauce języka

ojczystego (163—240)«. Jak widać z tego przeglądu treści, nie było

zamiarem autora napisanie szczegółowej metodyki nauki języka polskiego,

ale danie pojęcia o ogólnem znaczeniu tego przedmiotu w życiu i o

wynikających stąd rozmiarach i sposobach uczenia go w szkole. Tak ujęta

książka jest w naszej literaturze nowością i już z tego powodu zasługuje

na rozpowszechnienie tak między nauczycielami, jak i w szerszych kołach,

poważniej zajmujących się wychowaniem. Zasługuje na to tem bardziej, że

oparta na wynikach dzisiejszego językoznawstwa umiejętnego, jest też

rezultatem poważnej pracy myślowej nad przedmiotem. Strony ujemne wynikają

z indywidualności autora, której mu na szczęście nie brak, a objawiają się

to w pewnej pryncypjalności, to znów w zbyt drobiazgowem rozpatrywaniu

rzeczy prostych.

Streszczać książki nie mam zamiaru, powiem tylko kilka uwag o różnych jej

częściach. Część I bardzo jest pożyteczna, skoro—jak wiadomo—gramatykę

języka ojczystego traktuje się przeważnie jako martwą formę bez treści,

jak jakąś naukę pomocniczą dla literatury i t. p. Czytelnik, zdala stojący

od językoznawstwa, dowie się z tej części coś o istocie języka, o jego

ścisłym związku z kulturą i z innemi naukami. Ale autor, wielbiciel swego

przedmiotu, czasem trochę przesadza. »Zdejmuje (go) zdziwienie, dlaczego

dzisiejszą logikę i psychologję tak się starają związać przedewszystkiem z

matematyką, skoro wymienione dwie dyscypliny znacznie mają więcej

wspólnego ze zjawiskami językowemi...« (str. 38). Mnie to—przyznam się—nie

dziwi: choć sam jestem językoznawcą, rozumiem, że logika i matematyka,

jako jedyne nauki dedukujące, stoją z sobą w najbliższym związku i

przeciwstawiają się wszystkim innym, tak przyrodniczym jak humanistycznym;

co do psychologji zaś godzę się najzupełniej, że zbliżenie jej do

językoznawstwa bardzoby się jej przydało, ale żeby ją dziś chciano

przedewszystkiem wiązać z matematyką, o tem nie słyszałem. Albo: »dokładne

studjum języka... wyrabia niesłychanie giętkość umysłową, subtelność

spostrzeżeń, a co może najważniejsze, objektywność w ocenie ludzi« (str.

39). Na wielką wartość tego studjum dla wyrobienia giętkości i subtelności

umysłu zupełnie się godzę, ale trudno mi jakoś uwierzyć, by ono

szczególnie pomagało do wyrobienia objektywności w ocenie ludzi. Gdy

czytam takie zdania, boję się, by skutek nie był wręcz przeciwny

zamierzonemu: by czytelnik nie pomyślał, że autor tak samo przesadza

_całe_ znaczenie języka i rolę jego w wychowaniu. Zapewne, są książki,

które właśnie swoim bezwzględnym zapałem i pędem porywają i licznych

zdobywają adeptów, ślepych potem na słabe strony teorji, ale tutaj nie

idzie o jednanie wyznawców, tylko o rozumowe przekonanie wychowawców i

nauczycieli.—Tu i ówdzie możnaby coś podobnego powiedzieć i o części IV,

ale mimo wszystko podnieść trzeba, że wykazywanie wartości studjów

językowych dla wprawy stylistycznej, kształcenia woli i charakteru,

wykształcenia estetycznego i etycznego, dla wzmacniania organizacji

narodowej może wywołać u czytelników rozważania nad zakresami, które

większości z nich nigdy na myśl nie przychodziły. Słusznie zaś mówi autor

w przedmowie, że pierwszą przyczyną niechęci do rozszerzania nauki o

języku jest obawa przed czemś nieznanem. Jeżeli mu się więc uda trochę tę

ignorancję przetrzebić, to już będzie miał zasługę, choćby w szczegółach

niezawsze przekonał.

Rozdziały o zakresie a zwłaszcza o metodzie nauczania języka,

zasługiwałyby na wyczerpującą analizę w piśmie pedagogicznem; dla »Języka

polskiego« byłaby to rzecz zbyt szczegółowa. Nie mogę jednak pominąć

jednego punktu, o gramatyce Małeckiego. Pisząc książkę ogólną, autor

podręczników szkolnych zasadniczo nie analizuje, musi więc zdziwić osobny

rozdział, zatytułowany: »Pobieżny szkic uzupełnień podręcznika Małeckiego

dla szkół średnich« (str. 86-100). Widocznie autor—w przeciwieństwie do

ogółu językoznawców—uważa go za względnie najlepszy, zwłaszcza skoro

twierdzi, że »naogół rzecz biorąc, daje on potrzebne pogłębienie« (str.

85). Ale na tejże stronie mamy następującą o nim opinję: »Należy zeń

usunąć _wielką ilość rzeczowych błędów_, a z drugiej strony trzeba go

_uzupełnić w bardzo wielu punktach_ np. w dziale historycznym, wiążąc jego

treść językową z logiką i psychologją, jakoteż z ogólną wiedzą o języku.

Wreszcie nie należy zapominać o _zupełnej zmianie punktu widzenia_, jakąby

należało przeprowadzić. Wprawdzie mamy uczyć poprawnego języka

literackiego; co do tego niema najmniejszej wątpliwości, ale rzecz jest w

tem, że także i języka literackiego niepodobna traktować jako czegoś, co

się da wyjaśnić i ustalić _dowolnemi przepisami, o charakterze

prawno-karnym_(11), jak to przeważnie jest u Małeckiego«. Najzupełniej się

godząc na tę opinję, nie mogę się powstrzymać od zdumienia, jak można taką

gramatykę zalecać; po dokonaniu żądanych przez autora zmian i dopełnień

nie zostałby z Małeckiego kamień na kamieniu. Czyż nie o wiele prościej

wziąć zamiast tego znacznie lepsze gramatyki Szobera lub Steina?

Mam więc co do książki prof. Rudnickiego sporo zastrzeżeń. Mimo to nie

waham się jej bardzo zalecić jako rzecz bogatą w treść i samodzielnie

przemyślaną. Dokładny przegląd treści ułatwia orjentowanie się.

_K. Nitsch._

Język Polski, 1920, nr 3 (maj/czerwiec) · 第 12 / 20 题