ROZDZIAŁ XV.

Tego samego dnia, przed wschodem słońca, siedział Anhelli na bryle

lodu, na miéjscu pustém, i ujrzał zbliżających się ku sobie dwóch

młodzieńców.

Po wietrze lekkim który szedł od nich, poczuł że byli od Boga,

i czekał co mu zwiastować będą, spodziewając się że śmierć.

A gdy go pozdrowili jak ziemscy ludzie, rzekł: poznałem was, nie

kryjcie się; Aniołami jesteście.

Przychodzicie-li pocieszyć mnie? Czy sprzeczać się ze smutkiem

który się nauczył w samotności milczenia?

I rzekli mu ci młodzieńcy: oto przyszliśmy ci zwiastować że

dzisiéjsze słońce wstanie jeszcze, lecz jutrzejsze nie pokaże się

nad ziemią.

Przyszliśmy ci zwiastować ciemność zimową i większą okropność niż

jacy ludzie doznali kiedy; samotność w ciemnościach.

Przyszliśmy ci zwiastować, że bracia twoi pomarli, jedząc trupy

i będąc wściekli od krwi ludzkiéj: a ty jesteś ostatni.

A jesteśmy ci sami, którzy przed wiekiem przyszli do chaty kołodzieja

i usiedli za jego stołem w cieniu lip pachnących.

Lud wasz wtenczas, był jako człowiek który się budzi i powiada sobie:

oto mnie rzecz miła czeka o południu i weselić się będę wieczorem...

Zwiastowaliśmy wam nadzieję, a teraz przyszliśmy zwiastować koniec

i nieszczęście, a Bóg nie kazał nam wyjawić przeszłości.

I rzekł im odpowiadając Anhelli: zaprawdę, urągacie mi mówiąc

o Piaście i o początku, wtenczas kiedy ja czekam śmierci a w życiu

mojém widziałem tylko nędzę!

Czy przyszliście przerazić mnie wołając: ciemności nadchodzą! Na

cóż wam przerażać tego co cierpi? nie dosyćże jest przerażenia

w grobowcu?

Życie moje zaczęło się od przerażenia. Ojciec mój umarł śmiercią

synów ojczyzny, zamordowany; a matka moja umarła z boleści po nim,

a jam był pogrobowcem.

Pierwsza lilija na grobie ojca mego jest moją rówienniczką,

a pierwsza róża na grobie matki mojéj była mi siostrą młodszą.

Oto mię w kołysce owionęła woń krwi ojcowskiej, i wyrosłem z twarzą

smutną i przelęknioną.

A gdym usiadał dzieckiem na kolanach u ludzi obcych, to gadałem

wyrazami przerażenia z ciemnością, a liść jesienny szumiący

z wichrami rozumiałem co szeptał.

Nad kołyską moją był przestrach; więc niech przynajmniéj sam smutek

cichy będzie w godzinę śmierci.

Idźcie! i powiedzcie Bogu, że jeżeli ofiara duszy przyjętą jest,

oddaję ją, i zgadzam się aby umarła.

Taki mam smutek w sercu, że mi światła Anielskie w przyszłości

natrętnémi są, a obojętny jestem na wieczność, a nawet znużony

jestem i chcę zasnąć.

A choć Bóg wié że jestem czysty na duszy i nieskalany żadnym

grzechem podłym--oto powiedzcie mu że jeżeli chce ofiary z duszy

mojéj... to ją dam.

I przerwali mu Anieli mówiąc: gubisz się... żądanie człowieka jest

sądem na niego.

A wieszli ty, czy od spokojności twojéj nie zależy żywot jaki, a może

żywot i los milijonów.

Możeś jest wybrany na ofiarę spokojną, a chcesz się zamienić w piorun

gwałtowny i być rzuconym w ciemność dla przestrachu zgrai?

I ukorzył się Anhelli mówiąc: Anieli przebaczcie mi! uniosłem się,

i skrzydła myśli moich uniosły mnie.

Więc będę cierpiał jak dawniéj: oto język mój rodzinny i mowa ludzka

zostanie we mnie jak harfa z porwanemi strónami... do kogoż mówić

będę?...

Ciemność będzie towarzyszem moim i krajem moim.

A oczy moje, jak służebnice które przestają pracować dla braku oliwy

w lampie wieczornéj.

A wzrok mój, jak gołębie latające po nocy, które się tłuką o drzewa

i skały piersią zlęknioną.

Płomieniste koła urodzą się w mozgu moim, i staną przed oczyma, jak

wierne sługi idące z latarniami przed panem.

I wyciągnę ręce w ciemności, aby ułowić którą z plam płomienistych

jak człowiek obłąkany.

Lecz okropności ziemi są niczém, zgryzota moja dla ojczyzny

okropniéjszą jest. Cóż uczynić?

O! dajcie mi moc milijona ludzi, a potém mękę milijona tych którzy

są w piekle.

Czemużem się targał i męczył dla rzeczy będącéj szaleństwem? czemu

nie żyłem spokojnie?

Rzuciłem się w rzekę nieszczęścia i fala jéj zaniosła mnie daleko

i już nie wrócę--Nigdy!

A znowu przerwali mu Anieli, mówiąc: oto się raz uniosłeś aż do

bluźnierstwa przeciwko duszy własnéj, a teraz bluznisz przeciwko

woli która była w tobie, kiedyś się poświęcił za ojczyznę.

Jestże jaki zły duch w najczystszych sercach ludzi, który je mięsza

i przerzuca za kres dobrego?

Ostrzegamy więc ciebie z woli Boskiéj, że za nie wiele godzin umrzesz...

przeto bądź spokojniejszy.

Usłyszawszy to Anhelli, spuścił głowę i poddał się woli Boskiéj.

A zaś Aniołowie odeszli.

Anhelli · 第 26 / 30 题