Nieszcześćiu kwóli, á swoiéy żałośći,
Która mię práwie przéymuie do kośći,
Lutnią, y wdźięczny rym porzućić muszę,
Ledwie nie duszę,
Zywem? czy mie sen obłudny frásuie?
Który kośćianym oknem wylátuie,
A ludzkié myśli tym y owym báwi,
Co błąd na iáwi.
O błędźie ludzki, o szalone dumy:
Iáko to łácno, pisáć sye z rozumy,
Kiedy po woley świát mamy, á głowá,
Człowieku zdrowá.
W dostátku będąc ubóstwo chwalemy,
W roskoszy żałość lekce szácuiemy:
A póki wełny skąpéy prządce stáie,
Smierć nam zá iáie.
Lecz kiedy nędzá, álbo żal przypádnie,
Ali żyć nie ták iáko mówić snádnie:
A śmierć dopiéro w ten czás nam należy,
Gdy iuż k nam bieży.
Przécz z płáczem idźiesz, Arpinie wymowny,
Z miłéy oyczyzny? wszák nie Rzym budowny,
Ale świát wszytek miastem iest mądremu
Widzeniu twemu.
Czemu ták bárzo córki swéy żáłuiesz?
Wszák sye ty tylko sromoty wiáruiesz:
Insze wszelákié u ćiebie przygody
Ledwe nie gody.
Smierć mówisz straszna tylko niezbożnému:
Przéczże sye tobie umrzéć cnotliwému
Niechćiáło: kiedyś prze dotkliwą mowę
Miał podáć głowę?
Wywiódłeś wszytkim, nie wywiódłeś sobie:
Łácniéy rzéc, widzę niż czynić, y tobie,
Pióro Anielskié: duszę tóż w przygodźie:
Co y mnie bodźie.
Człowiek nie kámień: á iáko sye stáwi
Fortuná, tákich myśli nas nábáwi.
Przeklęté szcześćié: czy snać gorzéy duszy,
Kto rány ruszy.
Czáśie pożądnéy Oycze niepamięći,
W co áni rozum, áni tráfią święći:
Zgóy smutné serce, á ten żal surowy
Wybiy mi z głowy.