_O pożyczce._
*Czy nam łatwo dostać pieniędzy?* -- to nie ulega żadnej wątpliwości. U
nas wszyscy biedni, -- wszystko biedne; -- _ale kraj zamożny!_ Kraj
szukając pożyczki, nie potrzebuje żebrać u banków; -- banki owszem
ubiegać się będą, bo dobry to dla nich interes; -- a gdyby twarde
stawiali warunki, mianowicie, gdyby gotówki dać nie chcieli, -- to i bez
nich damy sobie radę; nie poddawajmy się zwątpieniu!
Jeśli z banku, to *gotówką* tylko braćby należało, i to byłoby
najlepsze. Jeśliby zaś uznano koniecznie brać listy zastawne lub losy
loteryjne z kuponami i o chwiejnym kursie; -- jeżeliby uznano
koniecznie, pomnożyć massę tych nieszczęsnych procentowych papierów,
więżących kredyt i skostniających kapitały, z natury swojej do ruchu i
obiegu przeznaczone; -- a toćby najlepiej wyjednać upoważnienie rządu,
żeby Wydział krajowy sam takie papiery wydał. Konkurowałyby one
niezawodnie zwycięzko z wszelkimi innymi, jak niegdyś konkurowały listy
zastawne tow. kred. galic., choć przez długie lata niechciano ich
notować na giełdzie wiedeńskiej.
*Ile nam potrzeba?* -- To zależy od tego, o ile uzna sejm za właściwe,
niedoli kraju zasadnie zaradzić, czyli też tylko zagoić jeden z tej
niedoli wydatniej powstały wrzód, -- _jeden_ jej symptom -- głód! czy
zechce on złe wytępić w zarodzie, czy tylko biedę chwilową, w jednem
zakąciu kraju objawioną, -- ukoić równie chwilową zaradą; -- słowem
zależy to od tego, czy sejm w leczeniu choroby kraju chce być
_homeopatą_, czy _operatorem_!
Gdybyśmy tylko symptomatyczne leczenie głodu wschodniego zakącia mieli
na uwadze, -- nie bylibyśmy podnosili głosu: pewni, że wydział sejmowy z
dat dostarczonych mu przez rząd i członków sejmu, najdokładniej
obeznanych ze stosunkami okolic dotkniętych plagą, -- najlepiej zdoła
stan sprawy rozpoznać i według potrzeby zaradzi.
Poczucie obowiązku dziennika krajowego wskazuje nam wszakże potrzebę
wyższego w tej sprawie poglądu, -- wskazuje też prawo zwrócenia uwagi
reprezentantów kraju na źródła złego, o ile się nam rozpoznać one udało.
Otóż głosowalibyśmy za tém, żeby zaciągnąć wielką pożyczkę, -- i nie
półśrodkami, ale całą siłą uderzyć na złe, które trapiąc nas ciągle, bez
przerwy prawie, bez oddechnienia, -- nie pozwala nam rozwinąć
_gospodarstwa kraju_, nie pozwala nawet wydobyć z ziemi niewyczerpanych,
poczęści nietkniętych dotąd skarbów, jakich dobry Bóg w szczodrości
swojej nie poskąpił naszemu krajowi! -- _Po raz pierwszy_ teraz w złej
dobie odsłaniamy je z ufnością! Zobaczymy, -- czy banki wiedeńskie
zdobędą się na dumę *Skarbka*, -- gdy pozwalając im złożyć w bezpiecznym
chramie naszej ziemi skarby ich zabiegów, o pożyczkę do nich się udamy,
-- czy wrzucą tam klejnot złota! A łatwiejby to im przyszło, i zawszeby
na ich korzyść chromiało to porównanie, bo *Skarbek* już się nigdy nie
spotkał ze swoim pierścieniem, -- oni zaś pewni być mogą, że klejnot z
lichwą odzyszczą; -- pewni być mogą, że kraj -- acz nie swoją wygłodzony
winą -- szczérzéjby odrzekł im *Habdank*!
Baczni, żeby nad możność nie obciążyć kraju, zasiądźmy do liczby, ile
też mamy rękojmi, -- a najprzód w ziemi. Galicya ma:
morgów wartości
Roli 5,534.505 po 50 fl. = 276,725.200
Łąk i ogrod. 1,761.936 „ 75 „ = 132,145.200
Pastwisk 1,142.161 „ 20 „ = 22,843.220
Lasów 3,419.589 „ 25 „ = 85,489.725
____________________
razem 42 fl. = 517,203.345 fl.
Pomimo, że bardzo znaczne dobra kościelne, funduszowe i majoraty
zupełnie są wolne od długów, -- przyjąwszy przesadnie połowę tej
wartości ziemi na długi i ciężary wszelakie; pozostaje przecie 250
milionów guld. austr. jako czysta wartość ziemi, -- a zatem roczny z
niej pięcioprocentowy dochód na 12-1/2 milionów guld.
Baron Czörnig zgodnie z kadastrem liczy z morga użytecznej ziemi w
Austryi przychód na 15 guldenów, a na uprawę, podatki i ciężary
ziemskie, potrącając 2/3 -- liczy dochód z morga po 5 guldenów. W
zastosowaniu do Galicyi, uczyniłby dochód czysty z 11,858.190 morgów
użytecznej ziemi naszej 59,290.950. Strąciwszy tedy połowę na opłatę
długów hipotecznych, pozostałby dochód gospodarski 29,645.475 guldenów.
A ponieważ oczywiście za wysoko przychód z gruntu przyjął, redukując go
jeszcze do połowy, staniemy blizko liczby, wyżej z wartości ziemi
wywiedzionej; i tylko dla tego podaliśmy tu urzędowe obliczenie, żeby
tém wybitniej stanęła słuszność a nawet skromność naszej liczby.
A owoż jeszcze inna liczba. Galicya płaci rocznie rządowi:
Razem
Wschodnia. Zachodnia. == guld. austr.
podatków stałych 4,548,900 -- 2,295,780 == 6,838,680
„ niestałych 11,772,470 -- 7,631,435 == 19,403,905,
dóbr i lasów narod. 263,635 -- 86,355 == 349,990,
z różnych źródeł 87,111 -- 27,118, == 114,229.
___________________________________________________________
W ogóle 16,666,116 -- 10,040,688 == 26,706,804.
Z tych zestawień widzimy, że gdybyśmy rękojmię pożyczki dali tylko na
ziemi, -- moglibyśmy bez obawy przeciążenia kraju zaciągnąć 12 milionów
guldenów, bo tyle wynosi przesadnie nisko obliczony dochód z tej ziemi;
-- a przecież nie lekkomyślnie zadłuża się ten, co tyle tylko pożycza w
potrzebie, ile ma rocznego dochodu. A wierzyciel uzna bez wątpienia
dobrą rękojmię w dłużniku, który o połowę mniej pożycza, aniżeli z
mienia swego opłaca podatku!
Byłaby tedy pożyczka łatwa -- i krajowi nie ciężka bynajmniej. Idzie
teraz o to, jak ją użyć? jak nią rozporządzić?
Głodnym pożyczać -- niepodobna! Pożyczka musi mieć rękojmię oddania, --
a głodny żołądek, to zła hipoteka.
Niechąc ani siebie łudzić, ani na cięższą potém biedę narażać biednego,
pożyczkę dać można tylko na rękojmię produkcyi -- a jedzenie to
nieprodukcyjne przedsiębiorstwo, -- to konsumcya.
*Pożyczkę* tedy dać można takim tylko:
_a_) Którzy nie na pożywienie, ale na prowadzenie żywiącego ich
gospodarstwa lub rzemiosła potrzebują wsparcia, bez którego popadliby w
nędzę. Tak rolnikowi, któryby bez tej zapomogi musiał przedać bydło na
chleb, a przetoby podupadł i nie mógł obsiać na wiosnę, -- tak
rzemieślnikowi na materyał, z którego wyrobione rękodzieło żywi go z
rodziną, a którego w skutek drożyzny i niedostatku albo wcale kupićby
nie był w stanie, albo lichwa zań dana pochłonęłaby cały zarobek i
potrąciła go w nędzę.
_b_) Rolnikom, którym nie brak ani żywności ani ziarna siewnego, ale
brak funduszu na prowadzenie większego gospodarstwa, -- a którzy gdyby
gospodarstwo to zaniechać lub rozwój jego ścieśnić z niedostatku
musieli, nietylkoby sami upadli, aleby rozpuścić musieli czeladź
służebną i zarobku dawaćby nie mogli ludziom z dziennej pracy, z tego u
nich zarobku dotąd żyjącym. Zasiłek dany takiemu rolnikowi, chroni tedy
od nędzy nie jego tylko samego, ale przy nim wiele innych rodzin, jest
tedy zapomogą daną na wyżywienie wyrobnikom *pośrednio* za rękojmią
pewniejszego dłużnika.
Pożyczkę taką niedość dać za pewną rękojmią. Zadaniem sumiennych
rozdawców byłoby pilnować surowo, żeby też wyłączenie na cel
przeznaczony użytą została. Dłużnik bowiem biorący ją, a używając onej
na cele inne, krzywdzi wprost tych, których miał za pośrednictwem
własnego *interesu* ratować od głodu. Dobrzeby tedy było dawać ją tylko
za wyraźnem na piśmie danem oświadczeniem, na jaki użytek zapewniający
pośrednią pomoc wyrobnikom, użytą zostanie -- i tylko po sprawdzeniu
właściwości takiego użytku.
Ależ takie zasiłki dawane pojedyńczym osobom nie zaradzą złemu
stanowczo; i nie większa będzie ich wartość, jak kiedy w wylewie rzeki
zatkamy kilku łopatami ziemi wyrwę w grobli, a nie usuniemy raczej
zatoru lodów, zapierających bieg wody, która niebawem parta na odwrót
wyrwie znowu zawał niezdarny i powódź zrządzi tem sroższą.
Będzie to pomoc z dnia na dzień; -- otarcie łez, ale nie usunięcie łez
tych powodu! Więc otarte, znowu popłyną...!
W Anglii klęski niedoboru żniwa nie cenią według sumy na sprowadzenie
zboża wydanéj, -- ale według stósunku _przywozu_ zamorskiego zboża do
_wywozu_ płodów przemysłu swego: owoców swéj pracy. Tam w takiéj dobie
krzątają się wszyscy o pomnożenie wywozu, żeby w skarbie narodu
zrównoważyć klęskę.
W roku głodu 1839 zapłaciła Anglia za zamorskie zboże jedenaście
milionów funtów szterlingów, na zażegnanie okropnego głodu 1854 roku
dokupić musiała ziarna za 21 milionów; a przeto w dwójnasób więcej. Mimo
to klęska 1854 nie kosztowała tam więcéj jak w roku 1839; -- bo w roku
tym Anglia przedała światu wyrobów swoich za 55 milionów funtów, -- a
zaś w roku 1854 za 97.
Słusznie też wołają ekonomiści z przerażeniem: „Na Boga, cóżby się było
z Anglią stało, gdyby płacąc za chleb dla ludu 21 milionów, -- nie mogła
była 1854 roku wywieźć więcej towarów, jak 1839!” -- Tak to tam liczą!
To nie pożyczka, -- to zaliczka! Tam praca daje, praca oddaje!
Czemże my spłacimy zaliczkę, jeśli nie będziemy podobnej jak Anglicy
liczby czynili?