Tego wieczora nie widziałem już ani Leonci, ani panny Felicyi, ani mamy.
Horpyna, pokojówka, rozebrała mnie i została przy mojem łóżku, pókim nie
zasnął, opowiadając mi bajki. Opowiadała je bardzo pięknie i była to dla
mnie największa nagroda, gdy mi pozwalano jej słuchać; tym razem jednak
nie słyszałem ani słowa.
Czułem, że coś strasznego się stało, nie wiedziałem tylko co. Ale to
wiedziałem, że chodziło o Stasia.