Schwycił gobelin i cisnął go w wodę.
-- Szczeźnij! -- zasyczał przez zęby.
Gobelin zakołysał się na wodzie i pozostał tak rozciągnięty,
prezentując w świetle krwawego słońca wypłowiałą barwę delikatnych
linij.
Janek drągiem gobelin w wodę zanurzać zaczął.
-- Szczeźnij!... -- syczał.
Był cały teraz czerwony, z sinemi pręgami żył po obu stronach
skroni. Z serca krew mu płynęła na mózg zatruty siwachą. Pijany był
w tej chwili, pijany rozpaczą.
Za nim wciąż kołatki grały.
Teraz, pochylił się, porwał cały stos „Tygodnika” i w wodę
wrzucił. Woda prysnęła białą masą, łódka zachybotała, Janek
nogą w ścianę czółna kopnął.
-- Na pohybel ci! -- zaklął.
Nie dokończył, bo czółno się gwałtownie przechyliło a on z dziką
radością, po raz pierwszy w życiu roześmiany serdecznym, gorącym
śmiechem, w wodę skoczył, waląc się głową naprzód, tak jak
zwyczajnie na swój tapczan w kredensie się walił.
..................................................................
Teraz kołatki tryumfalnie wypłynęły nad brzeg stawu i dzwoniły
ciągle mistyczną litanię w obłoku białym, z ziemi się wznoszącym.
Na stawie była cisza zupełna i kołysało się tylko próżne czółno,
które powoli wróciło do swej równowagi...